To jest po prostu jakiś straszny koszmar, z którego chciałabym się obudzić. Tak jak i Ty, mam wrażenie, że ona śpi na swojej kanapie, że wejdę do pokoju i ją zobaczę.. po chwili dochodzi do mnie, że nie.. Też czasem wmawiam sobie, że leży sobie i spokojnie odpoczywa... ale nie..
Tonę dosłownie w oceanie łez, które lecą i nie jestem w stanie ich powstrzymać. Straciłam najlepszego przyjaciela - choć usłyszałam od kogoś "przecież to tylko pies, czemu wciąż tyle płaczesz?" - szczerze, nie odpowiedziałam, bo nie miałam na to sił. Nie wiem, jak można powiedzieć ' to tylko pies' przecież to członek rodziny..
Nie umiem poradzić sobie z tym, że jest tak pusto, zgasła radość.. Nikt teraz nie ucieszy się tak jak ona, gdy wracało się do domu po pracy, gdy tak wiernie czekała.. Gdy bez słów podchodziła, gdy było strasznie smutno i kładła swój pyszczek na udach i patrzyła 'Hej, wszystko będzie dobrze.." Znalazłam dzisiaj jej maskotkę i znowu wybuchłam płaczem, boli.
Nasz ból będzie zawsze, mimo iż wiemy, że Naszym psiakom, które odeszły, jest już lepiej, że bawią się tam i nic ich nie boli i są szczęśliwe.. Trzymajmy się wszyscy jakoś z tą nadzieją, że Nasze ukochane pieski nie cierpią, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by im pomóc..