Witam wszystkich forumowiczow. Niestety i ja trafiłam tutaj w poszukiwaniu optymistycznych historii związanych z guzem śledziony.
Figa - 8 lat 10mcy suczka w typie rasy labrador. 2 tygodnie temu rano źle się poczuła ledwo szła na porannym spacerze, po powrocie z pracy zauważyliśmy ze jej stan jest jeszcze gorszy. pojechaliśmy do weterynarza, zrobili badanie krwi, usg stwierdzili płyn w brzuchu i zdecydowali się na natychmiastową 'ratującą życie' operacje. Okazało się że pękł guz na śledzionie (guz bardzo mały 2cmx2cm), przerzutów makroskopowo nie widzieli. Niestety wyniki HP zwaliły nas z nóg - naczyniakomięsak nowotwór złośliwy.
Figa od operacji ciężko i szybko oddycha, na spacerach chodzi bardzo wolno - generalnie z pełnego życia psa w 2 tygodnie zamieniła się w 'emerytke'. Martwię się, że może świadczy to o przerzutach do serca lub płuc. Pani doktor która operowała Figę a także zajmuje się onkologią powiedziała ze przerzuty do płuc są bardzo rzadkie. Powiedziała, że raczej możemy się spodziewać w przyszłości (niedalekiej) przerzutów w obrębie jamy brzusznej: wątroba /jelita.
Jutro idziemy na echo serca, zapytam także o rtg klatki piersiowej, badanie krwi zrobimy za 2 tygodnie tuż przed zaplanowaną chemioterapią (maja się do końca zagoić szwy).
Leczymy się w klinice na Bemowie -Warszawa.
Czytałam że operacja daje 3 miesiące życia, a chemioterapia kolejne 3-6 miesięcy. Boję się że mamy jeszcze mniej patrząc na stan pieska.
Pozdrawiam i życzę wszystkim tu zaglądającym aby Wasze pieski znalazły się w szczęśliwej grupie nie złośliwych nowotworów.