To mój pierwszy post na forum, więc witam wszystkich serdecznie. Chciałem opowiedzieć wam krótką historie mojego przyjaciela i spytać o wasze zdanie na ten temat.
Mój pies rasy dużej (50 kg) obecnie ma 9 lat. Sporo przeszedł od babejszozy, aż do ataków padaczkowych kilka razy dziennie, które trwały prawie dwa lata. Po atakach padaczkowych, które w końcu ustały, były 3 lata spokoju i nagle pies zaczął robić pod siebie i dziwnie stawiać łapy. Po wizycie u weterynarza ponad pół roku temu, okazało się, że ma syndrom końskiego ogona. Jeśli chodzi o załatwianie się to było co raz gorzej. Praktycznie nie załatwia się na dworze tylko kilka/kilkanaście razy w domu. Miał lasery, próbowałem nawet jakieś ćwiczenia, teraz jedzie już na proszkach przeciwbólowych. Często w nocy lub przy wstawaniu pojawiają się jęki, nie są one jakieś przeraźliwe ale jednak. Ogólnie pies wygląda dobrze, ma apetyt, chce wychodzić. Z tym wychodzeniem różnie, czasem spadnie ze schodów, czasem jak próbuje biegać to ciąga tylne łapy za sobą ale ogólnie chodzi i jeszcze czerpie radość z tego, że może. Lekarz dał około pół roku na niedowład, od wizyty minęło już pół roku, a pies chodzi, sporo gorzej ale chodzi. Jednak koniec jego przygody z chodzeniem zbliża się nieubłaganie. Oprócz tego widać, że ból się nasila, plus pies za każdym razem jak zrobi pod siebie to mimo, że jest w pieluszce, to bardzo się tym przejmuje. Czytałem wiele wypowiedzi w przeróżnych artykułach, jednak wole spytać się ludzi, którzy może akurat znają taką sytuacje z autopsji. Jedni mówią, żeby czekać aż pies przestanie chodzić i zacznie mocno cierpieć, drudzy zaś mówią aby uśpić psa wtedy kiedy użyło się już wszelkich dostępnych środków na jego wyleczenie i ulżyć mu zanim dojdzie do mocnego cierpienia, kiedy jest to już kwesta czasu. Ogólnie sam już nie wiem co na ten temat myśleć, pies niby kontaktuje, ma apetyt, jeszcze w miarę chodzi, z drugiej zaś strony robi pod siebie stresując się (nikt na niego nie krzyczy), spada ze schodów, trzeba mu pomóc wstawać i piszczy z bólu. Czy ktoś może się wypowiedzieć, czy miał podobną sytuacje, co zdecydował i czy teraz postąpiłby inaczej? Z jednej strony nie chce go usypiać i staram się za wszelką cenę utrzymywać go w takim stanie jakim jest, z drugiej strony nie chce patrzeć jak pewnej nocy będzie jęczał niemiłosiernie z bólu, bo w końcu do tego dojdzie (nie mam weta całodobowego) i czekać do ostatniego momentu w cierpieniu.
Pozdrawiam.