Bardzo proszę o pomoc/opinię, mój pies jest w tej chwili w trakcie leczenia. 12-letni Westie, od prawie 3 lat choruje na cukrzycę. Do poniedziałku było OK. We wtorek zaczął wymiotować i nie chciał za bardzo jeść, tylko pić, jednak wodą też wymiotował. W środę to samo, więc nie podawaliśmy insuliny. Wczoraj rano był bardzo osłabiony i poszliśmy do naszego weta. Gorączka, odwodnienie, kwasica ketonowa, cukier niezmierzalny i trzustka w nie najlepszym stanie. Cały dzień spędził w lecznicy i udało się go ustabilizować. Na noc wrócił do domu. Dziś rano cukier ponad 400, trochę odwodniony, ciemna kupka, czyli stan zapalny w przewodzie pokarmowym. Znów cały dzień jest u weta, cukier ładnie spada, dostał też antybiotyk. W domu chce pić, ale nie może, bo zwraca nawet łyżkę wody. Często ma sam odruch wymiotny. Sika normalnie. Wet powiedział, że jest źle.
Powiedzcie mi proszę, co dalej? Co jeszcze można zrobić? I od czego właściwie jest ten odruch wymiotny? Czy można go zlikwidować? Słyszałam o kotach, które wychodziły z kwasicy kilka tygodni, jedząc płynny pokarm. Czy mój pies będzie mógł jeść przynajmniej płynny pokarm? I czy nie powinien być monitorowany całą dobę w całodobowej lecznicy? Czy pobyt tam by mu pomógł? W weekend moja lecznica jest czynna krótko.