Zawsze uważałem że nie jestem nowicjuszem w obcowania z psami. Przez wiele lat mieliśmy hodowle , która wygasza my zostały nam dwie sukienki i pies /syn jednej z nich/. W stadzie jak to w stadzie bywały zgrzyty ale planowaliśmy nad tym zdecydowanie i z konsekwencją reagują na agresję. Żadnego bicia. Podniesiony głos i zdecydowanie dawały dobry efekt. Starsza sunia ma 12 lat mlodsza 7 lat. Ostatnio żona wyjechała na jakiś czas do córki , sunie przed wyjazdem małżonki śpiewy się kilka razy i było to zdecydowanie częściej niż poprzednio gdy byliśmy sami /ja i psy/ nie było żadnego problemu. Po powrocie żony sunie zaczęły się atakowac do trzech czterech razy dziennie bez widocznego powodu. Zawsze trzymały się razem zawsze były ze soba zawsze jadly z jednej miski/sucha karme/ i nigdy nie było aż tak źle. Cała moja wiedza prysla jak bańka mydlana . Mlodsza i mniejsza jast już okaleczona a im bardziej jest okaleczona tym bardziej atakowany. Może ktoś ma jakiś pomysł, może coś przeoczyłem.