Witam, mam podobny problem.
Mój 6-letni pies, rok temu podczas spaceru, gdy niedaleko nas strzelały fajerwerki zobaczył uciekającego w popłochu pieska i od tamtej pory zaczął również bać się petard. W sylwestra wyszłam z nim rano i drugi , ostatni spacer - aby zminimalizować stres - zaplanowałam na ok.18:00. W domu pies się nie bał, nasłuchiwał, gdy za oknem robiło się głośno, ale z niewielkim strachem. Na spacer nie chciał wyjść. Tu chyba popełniłam błąd, bo siłą wyprowadziłam go na "szybkie siku", którego jednak ze strachu wcale nie zrobił. I od tamtej pory (2 tygodnie) zaczął się problem z wieczornym wyjściem (rano i w południe jest ok). Gdy zakładam kurtkę i buty on chowa się w kącie i nie chce iść. Gdy uda się wywabić go np. udając, że ktoś puka do drzwi i założę mu obrożę i zapnę smycz zanim znów ucieknie i wyjdę z mieszkania - strach znika i reszta spaceru jest bez lęku. Dodam, że już nie słychać strzelania. Zabieram kilka smaczków i bawię się z nim na zewnątrz, żeby spacer wieczorny się lepiej kojarzył, ale to nie pomaga - kolejnego wieczora jest to samo. Wieczorne ubieranie powoduje ucieczkę, ostatnio już przestaje "nabierać się" na pukanie do drzwi, na smaczka, prośby albo "niby uciekanie" też z kąta nie chce wyjść. Ze względu na jego alergie rozmaitość tych smaczków jest bardzo ograniczona. Proszę o pomoc, przeraziło mnie, że pies może jak w powyżej opisanej sytuacji zacząć odmawiać wyjścia też na inne spacery. Jakimi sposobami spróbować to cofnąć?