Witam,
wziąłem ze schroniska suczkę Collie, która jest bardzo wylękniona w mieszkaniu.
Historia jest taka, że prawdopodobnie była suczką tylko do zapłodnienia i rodzenia w jakiejs pseudo-hodowli, a w schronisku była około miesiąca.
Sytuacja wygląda tak, że po ok 4 tygodniach pobytu u mnie, na spacerze zachowuje sie poprawnie: bawi sie, przychodzi na zawołanie, jest asertywna do innych zwierząt i zachowuje sie jakby
była wychowana w stadzie, wysyła zawsze właściwie sygnały do zbliżających sie piesków.
Jednak po powrocie do mieszkania jej zachowanie zmienia się radykalnie: leży cały czas na posłaniu, wstaje tylko, aby się napić lub zjeść, nie przychodzi się łasić, nie liże nikogo, nie przychodzi na zawołanie, gdy jestesmy w pokoju, ale przyjdzie po smaka do kuchni, ma prawie cały czas zamknięty pyszczek.
Po 4 tygodniach i tak mam sukces, bo wychodzi sama do kuchni (i nigdzie wiecej) oraz wychodzi z mieszkania na spacer. Do tej pory wynosiłem/wnosiłem ją na rękach, bo sama nie była w stanie iść - strach ją paraliżował i rozpłaszczała się jak świnka morska. Zawsze, gdy wstaję z krzesła, aby wyjść z pokoju i ją mijam, widzę jak kręci głową , szuka możliwości ucieczki. Często ją głaszczę i ciepło rozmawiam z nią, nagradzam za każdy jej ruch i smiałość, choć jest tego niewiele. Do tego na te 4 tygodnie usłyszałem tylko 3 razy jak szczeka, na ptaki. Zupełnie nie wydaje dźwięków. Sądziłem, ze nie chodzi po mieszkaniu bo boi sie jasnych paneli. Położyłem dywan i prawie bez zmian. Jedynym postępem jest , że przyjdzie na dywan po smakołyk, a poźniej natychmiast ucieka na swoje miejsce.
Jakies porady ?
Poniżej zdjęcia z mieszkania, gdzie wygląda tak prawie cały czas. Jak spi w nocy wówczas kładzie się na bok.
A na spacerze bawi sie tez tak, jak na kolejnej fotce.