Dajecie mi nadzieję :)
Mój Damon nie żyje od 3 tygodni, irracjonalne to jest, ale doskonale wiem, kiedy odszedł. Leżał na stole operacyjnym, teoretycznie wybudzał się po operacji. W pewnym momencie poczułam, ze odchodzi, że żegna się ze mną i wtedy pani doktor zawołala swojego męża i zaczęli go reanimować. A ja wiedziałm, że on nie żyje już.
Szukam teraz dla nas psa, może Damon mi pomoże. Chociaż on już mi pomogł, bo dzięki niemu poznałam jedną z forumowiczek, miłą, ciepłą osobę, która bardzo mi pomogła po jego śmierci.