Fever
Members-
Posts
4 -
Joined
-
Last visited
Recent Profile Visitors
The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.
Fever's Achievements
Newbie (1/14)
0
Reputation
-
Czesc. Nie jest to forum psychologiczne, by sie uzalac, ale peklo mi dzis serce. Przez te dwa tygodnie bylo wszystko swietnie. Owszem, pilnowalam jakos bardzo by partner nie zostawal z psem sam na sam, chorobliwie wrecz wyczulona sie stalam. Powiedzialam mu tez wprost, ze nie chce by chodzili na spacery, bo wg mnie jest troche za szorstki i na tym sie skonczylo. Dzis wrocilismy razem z pracy po nocce. Wyjatkowo- partner ma dwa dni wolne, a ja nie. Stwierdzil zatem ze nie idzie spac. Polozylam sie u gory w naszym pokoju. Wszystko sie w domu niesie, wiec slyszalam jak mama szykuje sie do pracy oraz ze pies pobiegl na dol domu polozyc sie. Partner rowniez tam byl i ogladal tv. Uslyszalam trzasniecie drzwi- mama wyszla. Nie moglam zasnac i doslownie chwile pozniej uslyszalam jak partner rozmawia. Pomyslalam, ze przez telefon. A chwile, doslownie cholera chwile pozniej uslyszalam krotkie skomlenie psa i odglos czegos spadajacego na podloge. Poderwalam sie na rowne nogi, wyszlam z pokoju, jakis syndrom kurde wyparcia, bo ogromnie chcialam wierzyc, ze to bylo cos za oknem, pies sasiadow itp. Pies przyszedl do mnie machajac ogonem, ale w oczach mial przerazenie totalne. Poglaskalam go i wyczulam, ze musial sie posikac pod siebie ( nigdy tego nie robi ), bo byl mokry na brzuchu. Juz wiedzialam ze nic mi sie nie przeslyszalo. Zbieglam na dol i wprost powiedzialam ze bije psa. Najgorsze jest to, ze spedzilismy kilka godzin rozmawiajac i klocac sie na przemian a on sie ciagle wypieral. Zaczal mi wmawiac, ze pies ma tylko respekt, wiec pytam - czemu go uderzyles, skoro sobie spokojnie lezal? ( prawdopodobnie lezal na kanapie, bo kanapa byla troche mokra i ogolnie gonimy psa z mebli, ale komenda a nie biciem!!) zaczelo to przypominac sceny jak z jakiegos filmu, bo partner byl tak przekonywujacy, ze bylam w stanie uwierzyc ze to ja jestem wariatka, przeczulona. Ale patrzalam na psa, ciagle lezal przyklejony do moich nog. Probowalam z nim spokojnie rozmawiac ( wiele mnie to kosztowalo ) i zapytac - czy ma jakis problem z agresja, ze jestem jego najlepszym przyjacielem blabla. Potem stwierdzil ze mi udowodni iz pies sie go nie boi i zaczal sie z nim " bawic" w korytarzu. Pies caly przerazony, polozyl sie w pozycji " poddaje sie ". A ten go glaskal jakby nic. Nie moglam na to patrzec, odeszlam kilka krokow by zapalic, ale pech chcial, ze ich zabawa odbijala sie w oknie i po prostu kurde przy mnie - zobaczylam jak on go poddusza. W sensie tak go cisnie do podlogi za szyje. Ale nie w zabawie, jakies tam silowanie, tylko centralnie za kark i do gleby. Nie wytrzymalam wtedy i natrzaskalam mu po twarzy. Ale nie jakis policzek, tylko spralam mu ta morde. I co??? On sie nadal wypieral ze robi psu krzywde, ze to zabawa. Powiedzialam ze go nie znam wcale i ze jest wariatem jakims. Bylam juz strasznie zmeczona i roztrzesiona, zadne racjonalne mysli nie przychodzily do glowy. Wiedzialam tylko jedno, ze nie wiem jak mam sprawic by moj pies mi wybaczyl ze go zostawilam. Z partnerem nie bylo konstruktywnej rozmowy, bo sobie wypil, a ze po ciezkiej pracy byl zmeczony, to alkohol sprawil ze byl mocno nietrzezwy ( wiem, to brzmi jak jakas patologia masakra :( ) powiedzialam mu ze nie moge byc z czlowiekiem, ktory bez powodu wyzywa sie na psie ( mam na mysli iz pies w ogole nie jest agresywny, pisalam iz to taka ciapa ) poczekalam az partner zasnie i polozylam sie w drugim pokoju z psem. Przeplakalam kilka godzin a zaraz ide do pracy. Drze na mysl o tym, ze jutro jak wroce i pojde spac on mu znowu cos zrobi. Pewnie pojde spac z psem. Wiem ze posypia sie glosy i to logiczne, bym faceta kopnela w dupe. Ale nie umiem tak przekreslic wszystkiego, kocham go bardzo i planowalam z nim przyszlosc. Dla mnie jest on idealnym partnerem , najlepszym przyjacielem. Ja nie wiem czemu on bije psa???!!!! Czy jest zazdrosny, ze sie z psem tak pieszcze, czy ma wewnetrznie rxdcxywiscie jakis problem, nie wiem. Jestem nieprzytomna a zaraz ide do pracy. Wiem jedno - musze podjac jakas decyzje, musze. Partner zlamal mi serce, aha a on jeszcze powtarza iz to ja jemu, bo go posadzam. Jak nie posadzac gdzie widzialam i slyszalam!!! Poza tym rozumiem dystans psa, ale zaden pies nie sika ze strachu pod siebie bez powodu!!! Odgrazal mi sie ze jesli bede go wciaz oskarzac to on sie wyprowadzi i ze moge wybierac czy sie wyprowadzam z nim czy wybieram psa. Powiedzialam - a idz czlowieku. I teraz- z jednej strony kocham go, z drugiej wstret mnie bierze. juz naprawde rozmyslalam nad tym ze bylam wychowana w domu, gdzie sie szanuje i kocha zwierzeta i ze moze to ja na wszystko reaguje zbyt wrazliwie. Ale nie moge oklamywac siebie. Nie jest w porzadku, a taki niewinny, kochajacy wszystkich ludzi pies cierpi pozdrawiam ps. Pies nie umie chodzic na smyczy nie dlatego ze nie chcialo nam sie go uczyc a dlatego iz mieszkamy w domu z duzym ogrodem, a za domem jest wielki park, wiec pies zwyczajnie baaardzo rzadko musial chodzic na smyczy i nie jest do niej przyzwyczajony
-
Staram sie nie chowac glowy w piasek, ale nie chce tez robic od razu afery, dlatego sprawdzalam czy pies jest obolaly, bo zaniepokoilo mnie jego zachowanie i dystans. Sklaniam sie jednak ku temu, ze partner ma zle podejscie do psa, co nie jest jednoznaczne z tym ze go katuje. Do tego ja sama jestem mocno wrazliwa osoba, faktycznie sie mocno cackam z psem i jest rozpieszczony, co nie znaczy rowniez ze pozwolilabym na przemoc. Jestem w rozterce, wiec napisalam o ograniczeniu kontaktu.
-
Dziekuje za wszystkie rady. Rzeczywiscie, czuje ze cos jest nie tak, przychylam sie do pierwszego postu Maghdy - pies jak pisalam jest wrazliwy i zapomnialam wczesniej dodac iz chowa i trzesie sie nawet gdy slyszy krzyki - niekoniecznie klotni, ot nawet gdy sie glosno smieje, wyglupia. Moj partner nie ma stosunku " no to ja go teraz naucze i mu pokaze, bo wiem wszystko najlepiej ". Gdy jestesmy razem na spacerze - bo ktos zapytal w jaki sposob on uzywa wiecej sily- zwyczajnie ma sile, by trzymac psa krotko ( naprawde moj pies zachowuje sie jak wariat, szarpie, dusi sie, biega we wszystkie strony ) przeanalizowalam wszystkie sytuacje, biorac pod uwage charakter psa, rzeczywiscie moj partner jest delikatnie mowiac malo subtelny, nawet gdy mowi " dobry pies" to mowi tonem karcacym jakby, nie wiem jak to ujac. wspomnialam iz dokladnie zbadalam cialo psa po spacerach- nie byl obolaly. Macie racje, przede wszystkim porozmawiam z partnerem - NIE kochasiem, ktory nie jest typem bezmozgiego rzeznika. Ma podejscie " to jest pies i nie trzeba nad wyraz sie uzalac". Opcja ze znajomymi bylaby super, mieszkam jednak w Uk i nie mam nikogo az tak bliskiego. A pojsc za nimi nie moge, bo chodza bardzo otwarta droga prosto do wielkiego parku, wiec ciezko byloby sie gdzies ukryc jak szpieg. Tak czy siak poki co postaram sie baaaardzo ograniczyc ich wspolne spacery. Aha plusem jest to, ze mieszkam z mama i czesto jest wytlumaczenie, ze z psem juz ktos byl. Pozdrawiam i dziekuje
-
Witam, Postaram sie opisac problem jak najkrocej. Otoz mam psa rasy springer spaniel, trzyletniego. Jest to pies nieco niesmialy, ale jednoczesnie bardzo ciekawy ludzi i swiata. Totalnie ufny i lagodny. Taka moze ciapa naiwna. Do tego pelen energii i baardzo pogodny. Jednak zaczelo mnie cos niepokoic i nie wiem teraz czy to tylko moj wymysl, czy rzeczywiscie mam powod do niepokoju. Jestem ogromnie wrazliwa osoba jesli chodzi o stosunek do zwierzat, czasem moze nadto i dlatego zastanawiam sie czy nie panikuje. Miesiac temu zamieszkalam ze swoim partnerem- on z kolei ma stosunek do zwierzat hmmm neutralny... Ustalilismy zasady i kompromisy. Partner nie toleruje spania psa w naszej sypialni a co dopiero w lozku, nigdy nie mial zwierzecia domowego ( pochodzi ze wsi i dla niego pies powinien mieszkac w kojcu a nie w domu ). Jestem w stanie zrozumiec to iz denerwuje go psia siersc, ze pies brudzi itp. Oprocz tego stosunek do psa ma otwarty, jednak nie jakis wylewny- glaszcze go, " tarmosi" itp. Jakis czas temu postanowil, ze bedzie chodzil z psem na dlugie spacery ( wiadomo springery kochaja ruch ) i do tego nauczy go chodzenia na smyczy ( pies niestety nie umie, bo mieszkam w okolicy, gdzie 90proc. Biega sobie luzem ). Poczatkowo bylo ok- pies brudny, wykonczony, ale zadowolony. Partner powiedzial mi iz nauka idzie dobrze i wystarczy konsekwencja i dyscyplina. Zauwazylam jednak ostatnio i to bardzo gwaltowne zachowanie psa - on sie boi partnera. Podchodzi do niego z ogromna niesmialoscia i czesto sie kladzie w pozycji takiej biernej- na plecach. Zdziwilam sie troche, bo tych spacerow bylo zaledwie trzy. Ostatnio, gdy z niego wrpcili- z jednej strony pies byl zadowolony, z drugiej - okropnie sie trzasl i uciekl polozyc sie gdzies w kat. A jego spojrzenie bylo takie... Zalosne. Nie ukrywam, nie chcialam nic mowic partnerowi, ale gdy nie widzial " obmacalam" psa pod katem czy nie jest poobijany i czy go nic nie boli. Wszystko bylo ok. Ale dystans psa do partnera sie zwiekszyl. Czesto w ogole nie przychodzi do pomieszczenia w ktorym siedz moj partner. I nie reaguje juz tak zywo i z radoscia - owszem, przychodzi, merda ogonem ale z dystansem. Zapytalam wprost partnera, poniewaz widze dziwne zachowanoe psa, czy cos sie na tym spacerze wydarzylo. On mowi ze nie oraz ze nigdy by nie uderzyl psa. Powiedzial tylko ze musi byc bardziej stanowczy i moze pies nabral jakiegos respektu. Bylismy kilka razy wspolnie na spacerze i owszem - zauwazylam gdy on prowadzi psa na smyczy, uzywa o wiele wiecej sily niz ja ( pies bardzo, bardzo ciagnie ) i jest stanowczy i szorstki. Ale chwali psa rowniez. Wg mnie partner uzywa czasem zbyt duzo sily, ale ok. Dzis natomiast sie przestraszylam juz i strasznie mnie to meczy - partner chcial wziac psa na spacer i go do siebie przywolal. Poniewaz pies lezal u moich stop, momentalnie poczulam jak sie trzesie i zwyczajnie sie boi. Z jednej strony - chcial isc, z drugiej jakby bardziej sie za mna schowal. Powiedzialam wiec ze nie musi brac psa dzis. Bardzo nie chcialam mu mowic ze mu troche nie ufam. Jednak naprawde wyczulam strach i psa. Koniec koncow partner wyszedl zasmucony i zawiedziony ze mu nie ufam i powtarzal, ze nigdy by nie zrobil krzywdy psu. Podsumowujac- naprawde nie wiem, co sie dzieje. Ufam partnerowi, pies dlugo byl tylko ze mna i nie bede ukrywac- jest nieco rozpieszczony i traktowany jak uroczy piesek pani. Rozumiem stanowczosc, ktorej mi zdecydowanie brakuje, ale skad mam wiedziec czy partner po prostu sie z nim nie cacka tak jak ja, czy przekracza granice. Mam metlik i martwie sie. Bo przeciez kocham partnera i nie chce mu ograniczac kontaktu z psem oraz nie chce sie klocic, ale czuje niepokoj i tyle. Czy moj pies, gdy poczul twarda reke innego samca, ze tak ujme zaczal panikowac i ja przesadzam, czy faktycznie cos jest na rzeczy? Nie wybaczylabym gdyby ktos skrzywdzil mojego psa, ale jak to sprawdzic? Przepraszam za tak dlugi wywod. Pozdrawiam