Bardzo dziękuję za tak miłe słowa!
Dzielę się naszą historią, gdzie tylko mogę, bo pamiętam ten czarny okres, gdy padła diagnoza i wydawało się, że to już koniec... Dopóki nie znalazłam sposobu wyciągnięcia Azy z choroby - w domu był tylko płacz. Mam nadzieję, że to pomoże ludziom mającym podobne problemy, że będzie im łatwiej i że doda im to sił w walce o zdrowie naszych podopiecznych. Sama znalazłam wszystkie cenne informacje w sieci i jestem niezmiernie wdzięczna tym ludziom, którzy opisali swoje historie na różnych forach - bez niech to by się nie udało. Byłabym skazana na lokalnego weta, który w "takie rzeczy nie wierzy"...
A wózek... Przyznaję, że przez pierwszy tydzień noszenia Azy na "noszach" (w dwie dorosłe osoby) dał nam tak w kość, że obawialiśmy się, że i nam całkiem wysiądą kręgosłupy... Rozważaliśmy wszystkie opcje, które ułatwiłyby nam rozwiązać ten problem za niezbyt duże pieniądze (od różnych wózków magazynowych nawet po wózki sklepowe). No i udało się. Doktor Sekula też był zachwycony tym pomysłem i sam też będzie go propagował u swoich podopiecznych.
Życzę wszystkiego dobrego chorym pieskom i ich opiekunom! Trzymajcie się! :)