Witam, od kilku lat gdy posiadam psa i nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi na temat sprzątania po swoim psie aż do dzisiejszego poranka Pewien facet zaczął krzyczeć do mnie "czemu nie sprzątam po psie", a na końcu zaczął się wulgarnie odnosić w moją stronę. I stąd moje pytanie; mieszkam na osiedlu, a z psem zawsze wychodzę tam gdzie nie bawią się dzieci, gdzie po prostu nikt inny nie chodzi, jest to po prostu pewien kawałek trawnika.Zaznaczę, że nie ma tam żadnych tabliczek z zakazem wyprowadzania psa, nakazem sprzątania po psie itd. Jeszcze dodam, że odkąd tu mieszkam, nigdy nie widziałem żeby ktoś sprzątał po swoim psie.Mieszkam w małej miejscowości (35tys. mieszkańców), gdzie nie ma wyznaczonych terenów gdzie pupil może załatwiać swoje potrzeby.Gdzie powinienem wychodzić z psem w takim razie? I czy jeśli nie ma żadnych informacji dot. sprzątania po psie/zakazu wyprowadzania psów w danym miejscu to mogę tam chodzić z psem? I co powiedzieć następnym razem, gdy ktoś będzie miał pretensje?
Tutaj jest kawałek regulaminu, wzięty ze strony urzędu miasta i gminy mojej miejscowości:
" natychmiastowe usuwanie zanieczyszczeń pozostawionych przez zwierzęta w obiektach i na innych terenach przeznaczonych do użytku publicznego, a w szczególności na chodnikach, jezdniach, placach, parkingach, terenach zielonych. Nieczystości te, umieszczone w szczelnych, nie ulegających szybkiemu rozkładowi torebkach, mogą być deponowane w komunalnych urządzeniach do zbierania odpadów; postanowienie to nie dotyczy osób niewidomych, korzystających z psów przewodników,"
Jak to mam interpretować "tereny zielone"? Przecież wszędzie dookoła jest trawa, więc niby o co ich chodzi? W lesie też przecież jest trawa; więc jest tu automatycznie teren zielony i tym samym zakazany dla załatwiania się psa?