Cześć,
ponad dwa miesiące temu adoptowaliśmy z chłopakiem psa ze schroniska.To bardzo strachliwy i niepewny siebie pies, widać sporo przeszedł. Ma dwa lata i jest wykastrowanym mieszańcem.
Kiedy jestem w domu, pies jest aniołem, ale kiedy wychodzę- zaczyna się problem. Na początku tylko zabierał sobie rzeczy na posłanie, potem zaczął gryźć smycze i wszelkie nylonowe paski. Teraz już niestety jest coraz gorzej- jak tylko nie ma nas dłużej niż 2 h, pies wchodzi na kanapę (ma zakaz i jak my jesteśmy nawet nie próbuje), otwiera drzwi (skacze na klamkę)i zabiera moje rzeczy, ściąga je z wieszaków, więc czasem urwie też wieszak, a czasem np, szalik. Strąca rzeczy z parapetów, już trzy donice poszły do kosza.
Konsultowaliśmy się z behawiorystką schroiskową i robimy co następuje:
- pies zawsze przed naszym dłuższym wyjśćiem (>1h) idzie na spacer przynajmniej 20 minutowy, z węszeniem i różnymi murkami, etc. On na spacerach jest średnio aktywny, nie biega za piłką ani nie aportuje, ale lubi się bawić w chowanego albo berka, więc często to robimy na odwórku (mamy ogródek) na początek spaceru.
- zawsze zostawiamy zabawki, i to kilka: konga, ukryte w pudełku smaczki, prasowaną kość, gryzaki i piszczałkę.
- dostał mój stary tshirt, z którym sobie leży
- mamy podłączony dyfuzor D.A.P. - co prawda dopiero od trzech dni, ale jest
- włączamy cichutko radio(albo nie, nie ma różnicy w zachowaniu), zostawiamy zapalone światło, pies ma oczywiście świeżą wodę, rano je swoje chrupki
- zamykamy drzwi (pies ma tylko duży pokój do dyspozycji), przymykamy okno (on się denerwuje jak słyszy np. karetkę)
- wychodzimy chwilę po daniu zabawek, mówiąc mu "zaraz wracamy" albo "pies zostaje" i nie kręcimy się przed wyjściem bez sensu, nie żegnamy ani nie witamy wylewnie z psem, tylko wchodzimy i wychodzimy jak gdyby nigdy nic
Dzisiaj jak wróciliśmy po czterech godzinach okazało się, że przez nieuwagę nie domknęłam szafy i wszystko było powywalane, mój szalik i sweter podziurawiony, plecak pogryziony, wieszak oderwany, pasta do butów w kawałkach, etc.Drzwi sobie też otworzył i było w jednym miejscu nasikane- ale nie wiem, czy to była reakcja na nasz powrót, czy stresowe jak nas nie było.
Doszło już do tego, że się stresuję wiedząc, że muszę wyjść na dłużej- co pies pewnie też czuje i się stresuje tym bardziej. Ale jak za każdym razem muszę wszystko chować, przestawiać i zamykać to się dodatkowo irytuję, bo myślę, za co się zabierze tym razem. Boję się, żeby to się nie pogarszało i żeby pies nie dobrał się np. do mebli czy kabli.
Na początku pobytu pies bał się wchodzić do mieszkania i spędzał dni w posłaniu na korytarzu przy oknie (mamy taką klatkę schodową ocieplaną). Behawiorystka poradziła, żeby spróbować go zostawiać z zabawkami na klatce przy oknie (jest kontakt, DAP można wpiąć też), tylko żeby kupić barierkę dla dzieci, żeby zagrodzić przejście. Czy ktoś z Was miał może podobne przejścia? Czy zostawiacie psa poza mieszkaniem na czas nieobecności? Nie mam już pomysłu co robić i będę bardzo wdzięczna za rady.