Witajcie,
Zwracam się do Was z prośbą o radę.
Martwi mnie i smuci zachowanie mojego psa. Jest to 2 letnia suczka, kundelek, wzięta ze schroniska gdy miała 3 tygodnie. Nigdy jej nie szkoliłam profesjonalnie.
Ma "charakterek", który okazuje przede wszystkim domownikom. Wobec obcych jest niezmiennie urocza, rzadko warknie na innego psa (inaczej niż moja poprzednia suczka). Wydaje mi się, że za osobę najważniejszą w domu uważa moją mamę – bywa niegrzeczna także wobec niej, ale w znacznie mniejszym stopniu.
[FONT="]Gdy miała ok. pół roku przeżywała "okres buntu" - zwłaszcza przeciwko mnie. Wtedy jej zachowanie - agresywne wobec mnie (warczenie – b. nieprzyjazne, nieposłuszeństwo) interpretowałam jakoś próbę siłowania się ze mną, chęć ustawienia mnie. Potem - na ok. rok uspokoiła się, byłyśmy w jak najlepszej komitywie, spędzała ze mną wiele czasu, bawiłyśmy się, spałyśmy w jednym łóżku, było naprawdę milutko:) Potem wyprowadziłam się na jakiś czas w domu i faktycznie do teraz mam mniej czasu dla niej – chociaż przez cały ten okres widywałam ją przynajmniej kilka razy w tygodniu. Jej jednak zachowanie zaczęło się znów zmieniać - gdy mnie dłużej nie było w domu witała mnie warczeniem i „obrażoną miną”. Teraz, mimo że widuję ją często problem się tylko nasila. Zachowuje się wobec mnie naprawdę paskudnie - w najlepszym razie ignoruje mnie i omija szerokim łukiem, czasem zachowuje się jakby się mnie bała (a nie ma powodu oczywiście) – podkulony ogon, uszy po sobie, nie przychodzi na zawołanie, a czasem (często!) jest po prostu agresywna - warczy, nie daje się dotknąć. Normalnie bywa jedynie na spacerach gdy się bawimy, jest zresztą wtedy nad wyraz posłuszna.
Jest mi przykro i smutno, że zachowuje się w ten sposób i nie wiem jak to interpretować - obraziła się? zraziła się do mnie? boi się mnie (może zrobiłam coś nieświadomie)? dalej chce mnie "ustawiać"?
Wydaje się, że wszystkie pozytywne uczucia przelała ze mnie na mojego chłopaka...cieszy się do niego tak jak kiedyś do mnie, mimo że on wcale nie odwzajemnia tej wielkiej sympatii.
Czy ma ktoś z Was pomysł jak zrozumieć tą sytuację i zaradzić jej?
Próbować ją karać za takie zachowanie? a może przekupywać? a może po prostu omijać ją szerokim łukiem (na co oczywiście nie mam najmniejszej ochoty)?
pzdr,
Marysia[/FONT]