vanille.cookie
Members-
Posts
7 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by vanille.cookie
-
Oj, długo nas nie było. Mieliśmy trudne czasy. W moim związku nic się nie poprawiło, wręcz odwrotnie. Tzn przez chwile było lepiej, ale potem pogorszyło się ze zdwojoną siłą. Muszę się wyprowadzić. Ciężko mi będzie znaleźć mieszkanie, do którego będę mogła przeprowadzić się z psem i je samej utrzymać. No, ale przecież go nie zostawię. Chociaż czasem mam ochotę... Kiedy wszystko się wali, wracam zmęczona po pracy, psu coś odwala i załatwia się wszędzie, tylko nie na matę, mam wrażenie że to jeden z większych błędów jakie popełniłam. Zwłaszcza teraz, kiedy moja sytuacja jest tak beznadziejna... Ale kiedy ta mała cholera kładzie się koło mnie, z głową na moich kolanach i wlepia we mnie te swoje oczyska, a potem tak zasypia....wiem, że nigdy go nie zostawię, bo marzyłam o nim całe życie. Na szczęście przetrwaliśmy najgorszy okres, jesteśmy po wszystkich szczepieniach i odrobaczaniach i micro chipie. Zaczęliśmy nauki załatwinia się na dworze i idzie całkiem nieźle. Nareszcie możemy chodzić na spacery, więc w domu mały jest w miarę spokojny. Raz spotkaliśmy pana, który rzez 15 lat hodował cavaliery i uspokoił mnie mówiąc, że on wyrośnie z tych wszystkich psot i będzie spokojnym psem lubiącym pieszczoty i leżenie na kanapie. Oby.... W ogóle codziennie zawieramy jakieś przyjaźnie. Nie ma osoby, która przejdzie koło Froda obojętnie. Ludzie go głaskają, biorą na ręce, nawet robią sobie z nim zdjęcia! Trochemnie to...irytuje.... Dzisiaj po raz pierwszy byliśmy w parku. Akurat trafiliśmy na jakieś spotkanie okolicznych właścicieli psów. Frodo spędził godzinę na zabawie z nowo poznanymi przyjaciółmi, a ja na rozmowie z właścicielami. Najbardziej polubiłam starszą panią z shi-tzu Rupertem i wózkiem pełnym smakołyków i wody, którymi częstowała wszystkie psiaki.... Fajne doświadczenie spotkać tak zakręconych na punkcie psów ludzi.... Dowiedzieliśmy się, że w naszej dzielnicy za 2 tygodnie zaczyna się kurs dla szczeniaków, może nawet pójdziemy.... No i najlepsze, zdjęcia :D i z nowymi przyjaciólmi :) Z rottweierką Pumpkin Z Chiuauą Fredem: i z resztą ekpy :D Wcinam smaczka od fajnej Pani: I absolutnie moje ulubione! Smile :D
-
Talia, właśnie czytałam że psy z płaskimi pysiami już tak mają więc postanowiłam nie panikowac. Nie zawsze chrapie, czasem śpi cichutko, ale czasem chrapie że hoho. W dzień oprócz sapania, warczenia i szczekania raczej nie wydaje żadnych dźwięków.W każdym razie w przyszłym tygodniu tak czy owak idziemy do weta i zamierzałam o tym wspomnieć.
-
Właśnie o tyle dobrze, że on tej klatki się nie boi. Od urodzenia nauczony był siedzenia w kojcu. Po zabawie, jak już jest zmęczony to sam do niej wchodzi i kładzie się na swoim legowisku. Nie musimy go zmuszać ani nic, przez większość czasu klatka jest otwarta, zamykamy tylko jak wychodzimy i na noc, po tym jak już sam do niej wejdzie. Wypuszczamy go punkt 5 rano, bo wtedy piszczy o siku :P Tak czy owak za lekturę Pani Waldoch już się zabrałam :) Dni i noce mijają nam dobrze. Uczymy się robienia siku na matę. Po każdym jego wyjściu z klatki od razu ląduje na macie i po załatwieniu się dostaje chrupkę i mnóstwo głasków i pochwał. Jest coraz lepiej, chociaż ciągle zdarzają się wypadki... Dzisiaj do późna był bardzo żywy, więc postanowiłam spróbować nauczyć go jakiejś sztuczki. Opanował "siad" w niecałe 5 minut.... TŻ powiedział, że będą z nim niezłe kłopoty, bo skoro jest taki sprytny, to zrobi z nami co chce :P Aha i jeszcze dodam, że mały....chrapie. Normalnie chrapie jak człowiek. Strasznie mnie to bawi, chociaż TZ i brat są mniej zadowoleni:P AAA! i mamy imię! Jechałam rano do pracy i tak myślałam o piesełku. Z resztą od kilku dobrych tygodniu mały jest na tapecie w mojej głowie. Jadę, słucham radia, a tam "I see fire". I nagle mnie olśniło! Czemu wcześniej na to nie wpadłam? Frodo! Wszystkim się podoba, a sam zainteresowany na imię reaguje machaniem ogona i przybieganiem do nogi. Chyba tak to powinno działać :P Strasznie ciężko zrobić mu fotkę. Ciągle się wierci. Muszę wreszcie kupić aparat. Mówię tak już od kilku dobrych lat, ale jakoś nigdy nie było większej potrzeby. Teraz jest! Teraz się przyjrzałam i już wiem, dlaczego w dawnym domu mówili na niego Batman :P
-
Ale Ci dobrze :) U mnie nie dość, że deszcz, to jeszcze nie mogę wychodzić na spacery z małym :P Ale nadrobimy :D
-
Pierwsza noc za nami. Okazało się, że mamy szczeniaka idealnego. Poszedł spać razem z nami i całą noc było cichuteńko, dopóki TZ nie wstał do pracy. Wtedy piesio zaczął popiskiwać, bo, jak się potem okazało, potrzebował siusiu a nie chciał załatwić się do klatki. Więc przybyły nam dwie plamy na dywanie. W klatce czyściutko. O my głupie człowieki! jak wielu rzeczy jeszcze musimy się nauczyć!
-
TyŚka, taki jest plan jak zacznie piszczec. Już zapowiedziałam TZowi że dzisiaj śpię na podłodze koło klatki :-P narazie sam po szaleństwie poszedł do klatki na swoje legowisko, więc i my idziemy spać. Zobaczymy jak to będzie. :-) Aniu, dzięki :-) mój wiedział że ja bardzo chce mieć psa, sam miał i jest dumny ze swojej suki husky, więc nie wiem skąd te opory... No, ale w końcu jest. I też wszyscy w domu stali się znowu małymi dziećmi, które bawią się z pieskiem :-P szczerze, to mam taką cichą, może głupią nadzieję, że to nie przez przypadek tak się złożyło w czasie, że akurat najlepszy moment na psa pojawił się podczas kryzysu w naszym związku. Miałam wyprowadzić się od niego we wrześniu, ale chyba zostanę... Bo ten piesel w pewien sposób tak wszystko komplikuje, że zwyczajnie łatwiej jest zostać razem. Poza tym chyba znowu zaczynamy się dogadywac i razem z moim młodszym bratem tworzymy prawdziwą rodzinę, której tak naprawdę wszyscy troje nigdy nie mieliśmy. Piesek jest wisienka na torcie i pięknym dopełnieniem tego obrazka...
-
Zamykam, bo maluch będzie musiał zostawać sam w domu ok 4 godzin dziennie czasami, więc po zabawie i jedzeniu zamknęłam go "na próbę". Było idealnie. jak się obudził, to znowu go wypuściłam i teraz jest szaleństwo. Trochę się obawiam pierwszej nocy....
-
Melduję się na wątku :) ale super rodzinka. Też obiecałam sobie, że jak już kiedyśbędę miała dziecko, to będzie się wychowywało ze zwierzętami, koniecznie z psem. Super się ogląda Wasze fotki :*
-
TyŚka, o tym agility to faktycznie pomyślimy.... Mamy kilka klubów w mieście, więc jak maluch się już oswoi, to się zapiszemy pewnie :) Małgoniu, dziękuję Ci za tą wiadomość. Uśmiałam się ze Skarpetki, a potem ryczałam jak głupia. Ja teraz też jestem na życiowym zakręcie, ale w tym samym momencie wszystkie okoliczności były wprost idealne na zakup szczeniaka....Wreszcie....i miałam mnóstwo wątpliwości, aż do dzisiaj. No więc, Maluch już jest!!!! Podróż przetrwał dzielnie, pełen miłości, machając ogonem, albo przysypiając mi na kolanach. W ogóle jak po niego przyjechaliśmy, to strasznie się cieszył, wzięty na ręce wycałował mi całą buzię, ręce, zjadł włosy i w ogóle, jakby mówił "nareszcie po mnie przyjechaliście" :D Trochę to smutne było z jednej strony, bo odchodził jako pierwszy z miotu i cała rodzina u której był uroniła łezkę.... Po przyjściu do domu pokazałam mu klatkę i zabawki, które już zdążył pokochać , a potem wyszedł, wdrapał mi się na kolana i położył.... Już wie gdzie jego miejsce. Jest pełen miłości i radości, ogonek nie przestaje szaleć, a ja już kocham go całym sercem. Zamknięty w klatce, wdrapał się na swoje wielkie, puchate legowisko i poszedł spać. A my mamy ubaw słuchając jak...pochrapuje :D Serio, to jedna z najlepszych chwil w moim życiu, o ile nie najlepsza.... Tyle szczęścia w takiej małej kuleczce.... AAA!!! MAM PIESA !!!! :D
-
6 szczeniąt-dzieci Niuśki-szuka domków.
vanille.cookie replied to Tigraa's topic in Już w nowym domu
Wiem, co czujesz. Mój ojciec wychował się na wsi, a ja spedzalam wakacje u dziadków i wiem co to bezradność, wscieklowc i to poczucie beznadziejnosci kiedy wiesz, co będzie się z psami działo, a nic nie możesz zrobić... Co z tym szatanskim planem....? -
Kliker! Jak mogłam zapomnieć -_-
-
Ja oprócz tego zaopatrzylam się jeszcze w te takie...podkłady? Maluch się uczy na nie sikac, póki nie może wychodzić z domu. Kong i wypełniacz do niego dla szczeniąt, szczotka do sierści, też dla szczeniąt, jako że będę miała spaniela, muszę go przyzwyczajać od samego początku do wzczotkowania i kąpieli. To chyba tyle...
-
Zawsze marzyłam o psich zaprzęgach...ale chyba jednak zostaniemy przy agility :D Nawet już powoli zaczynamy składać mały tor w grodzie :P AAAAA!!!!! To już jutroooo!! Prosto po pracy jadę po moje maleństwo... :happy1:
-
Zawsze marzyłam o psich zaprzęgach...ale chyba jednak zostaniemy przy agility :D Nawet już powoli zaczynamy składać mały tor w grodzie :P AAAAA!!!!! To już jutroooo!! Prosto po pracy jadę po moje maleństwo... :happy1:
-
Dzięki, może coś wybierzemy w końcu, bo psiak pojutrze przyjeżdża a imienia jeszcze nie ma.... burza mózgów i wszystko do kitu :P O SM przeczytałam dopiero na tym forum i powiem szczerze że się przeraziłam.... Mam jednak nadzieję, że maluch będzie zdrowy i przeżyjemy razem wiele pięknych lat. Co do imienia, to jak tak miałam właśnie z Hugo.... Tylko TZowi się nie podoba i brat też grymasi. Chyba jednak stanie na tym, że to mój pies i to ja wybiorę imię i zostanie Hugo :) Kurcze, maluch przyjeżdża już pojutrze.....Nie wiem jak ja wytrzymam... W pracy będę siedzieć jak na szpilkach, a potem prosto po moje maleństwo.... Jeszcze chyba to do mnie nie dociera, mimo,że w domu mówimy już tylko o tym... :D
-
Haszczakowo-staffikowa galeria, czyli Dora i gościnnie Lara
vanille.cookie replied to Aleksa.'s topic in Galeria
Ojaaaa... *,* gdzie to? -
Wychowywanie 5 tygodniowego szczeniaczka
vanille.cookie replied to Mikagiru's topic in Wszystko o psach
Ja mogę się podzielić swoją wiedzą jedynie teoretyczna, bo sama czekam na szczeniaka ale widziałam go u hodowców kiedy miał 6 tygodni, więc mogę napisać jak to wyglądało. Więc 1. Miękkie zabawki i gryzaki. Można rzucać, przeciągać delikatnie itp. W sumie chyba jak z "normalnym" 8 tyg szczeniakiem, chociaż miot który ja widziałam, wolał bawić się z mamą i tata.... Ale ja kupiłbym sporo zabawek i starała się zainteresować nimi maleństwo :-) 2. Taki maluch nie wychodzi z domu, więc najlepsze są pady dla szczeniąt i jakiś kojec/klatka. Pies zawsze załatwia się po jedzeniu, spaniu i zabawie, więc ja dla swojego szczeniaka urządzilam kennel klatkę, w której w jednym miejscu położyłam tego pada i tam mam zamiar "wysadzac" pieska, aż sam nauczy się tam załatwiać. A potem nauka załatwiania przy drzwiach, dopóki nie będzie mógł wychodzić, czyli bez podkładów w klatce, jedynie przy drzwiach. A potem wiadomo, na dworze. 3. Można wychodzić jedynie jeśli masz swój ogród i masz pewność, że nie kręcą się tam dzikie zwierzęta, ani w ogóle inne zwierzęta, jak koty, inne psy, lisy itp. Ja bym jednak nie ryzykowala. Na spacery można wychodzić dopiero kiedy piesel będzie po obu szczepieniach...chyba nawet trzeba odczekać tydzień po, więc jeszcze dość długi czas maleństwo będzie musiało zostać w domu. Jak powiedziałam, to jest tylko moja wiedza teoretyczna, nie poparta jeszcze praktyka, więc pewie znajdzie się ktoś kto wie lepiej i sprostuje co napisałam :-) -
Ale super uszyska :-D wygląda jakby łapał wiatr w żagle :-D
-
Dzięki, w zasadzie już działa, chociaż psinki jeszcze nie ma z nami. On się zmienia a ja zajęta, podekscytowana i szczęśliwa nie mam czasu na fochy i myślenie ponad miarę o rzeczach, które wcale nie są tego warte. Powoli znowu zbliżamy się do siebie. Kurcze, to mnie troszkę zmartwiłaś, bo z tego co wyczytałam, wynikało, że cavisie to generalnie zdrowe pieski, tylko mają problemy z serduszkiem.... Rodzicie są pod stałą kontrolą weterynarza, szczeniaki od urodzenia też, a my już, mimo że malucha jeszcze nie ma z nami, mamy wykupione dla niego ubezpieczenie i umówioną pierwszą wizytę. Nie chciałabym, żeby moje maleństwo cierpiało.....a właśnie na forum wyczytałam, że psiaki bez rodowodu mają podwyższone ryzyko.... Z drugiej strony, piesek już się urodził(niby z wpadki, to pierwszy miot suczki, która z resztą ma rodowód, i zarzekają się, że ostatni)......to co z nim zrobić? Dobrze przynajmniej, że trafi do kogoś, kto będzie w stanie o niego zadbać, chociaż tyle.... ja już go tak strasznie kocham..... Dzięki ;) imiona pokażę TŻowi, może coś mu się spodoba. Mi strasznie podoba się Hugo, jak Hugo Boss, ale jemu kojarzy się z tym trollem z gry i jest przeciwny, a sam wymyśla jakieś dzikie.....z kolei w domu, właściciele rodziców nazywają go Batman :D Jedziemy po malucha już w środę wieczorem. Wszystko już przygotowane. Wszystkie paczki przyszły, a co było do kupienia, czeka już na maleństwo :) Nawet wszyscy troje (ja, TZ i mój brat) mamy tak ułozone grafiki w pracy, żebyśmy mogli się zmieniać i żeby przez pierwszy tydzień maluch nie zostawał sam w domu zbyt długo. Codziennie zaglądam do urządzonej już kennel klatki i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czegoś tam brakuje....a raczej kogoś :) Jeszcze nie dociera do mnie to, co się dzieje....dla większości ludzi to nic wielkiego, ot pies w domu, niektórzy nawet nie chcą słyszeć o posiadaniu owego. A ja marzę o tym odkąd pamiętam. Od maleńkości kiedy rodzice zabierali mnie do dziadków na wieś, spałam z psami w łóżku, a jak podrosłam to gdziekolwiek nie poszłam, za mną szła mała sfora :D stosowałam metody Cezara, zanim jeszcze wiedziałam o jego istnieniu :D spacery do parku, zabawy, psie sporty, uczenie sztuczek, spanie razem w łóżku i to wierne spojrzenie, cokolwiek nie zrobię....to jedyne, które zawsze wszystko wybaczy i serduszko, które kocha bezwarunkowo.... wstawanie o świcie, spacery w deszczu, ujarzmianie mokrych i brudnych kłaków zanim wejdzie się do salonu, pogryzione buty....śmieszne, ale obok posiadania normalnej, szczęśliwej rodziny, to zawsze było moje największe marzenie.....
-
Paulina94, dzięki :) ciągle walczymy, bo szkoda tych wspólnych lat..., gojka, to cavalier king charles spaniel, tzn "w typie", bo bez rodowodu, z "wpadki" przez nieuwagę opiekunów. Chłopczyk :)
-
Witam :) O psie marzyłam całe życie, dosłownie. odkąd pamiętam. Jednak nigdy nie było mi to dane, rodzice nie zgadzali się nawet na chomika, chociaż zakazy te zawsze buntowniczo łamałam i miałam w swoim życiu kilka gryzoni. Potem szkoła, dorosłe życie, praca. Narzeczony nigdy nie był przekonany, zawsze był przeciwko, chociaż cwaniak, sam swoje marzenie o psie spełnił i kiedy jeszcze mieszkał z rodziną, mimo zakazów swojej mamy, sprawił sobie suczkę husky, która teraz mieszka w jego rodzinnym domu. Tym bardziej nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego zawsze był przeciwny posiadaniu przez nas psa. Nie jestem już dziewczynką, a z upływem lat moje dziecięce marzenie zamiast się oddalać, cały czas nabierało na sile. Ciągle szukałam okazji, sprawdzałam, czy to już dobry moment, żeby go w końcu mieć. Jakiegokolwiek. Najlepiej ze schroniska. Jednak mój narzeczony nie chciał, ciągle stawiał warunki, co do zachowania psa, rasy, wychowania itp itd. Zawsze miałam skłonności do przygnębienia, ale nadszedł taki moment, że nie małam siły nawet wstawać z łożka, a mój związek zaczął się sypać. Próbowaliśmy go ratować i próbujemy nadal. Jedną z naszych prób jest właśnie...zakup szczeniaka. Pewnie zaraz zostanę zrównana z błotem, że pies to nie zabawka, nie rzecz, a co jak się znudzi, a co jak nie pomoże, co jak i tak się rozstanę z narzeczonym i zostanę sama z psem i dpresją? Nie wiem. Ale wiem, że odkąd zobaczyłam to maleństwo, odkąd wiem, że już jest moje i niedługo będę miała je w domu, świat nabrał barw. Jestem podekscytowana i szczęśliwa jak dziecko. W ciągu dwóch tygodni moje życie zmieniło się na lepsze, bo ja się zmieniam, znowu się smieje, mam w sobie mnóstwo energii i radości i kocham siebie taką, jaka teraz jestem. Oczywiście mój narzeczony nie przestał stawiać warunków, więc musiałam się nagimnastykować, żeby pójść na kompromis i znaleźć taką rasę, która będzie odpowiadać jego warunkom: pies mały, nadający się do domu, w miarę cichy i oczywiście, szczeniak, żeby można było go wychować "po swojemu". No dobra. Ja zawsze chiałam psa aktywnego, najlepiej dużego, inteligentego, z którym będę mogła pracować i uprawiać moje wymarzone psie sporty. Miesiące poszukiwań. I w końcu jest! Mały, o wielkim srcu i umyśle :) kocha spędzać czas na kanapie, ale na zewnątrz jest aktywny, lubi długie spacery i bieganie. Inteligentny, łatwy w szkoleniu, nadaje się do uprawiania psich sportów, przy tym jedyna chyba mała rasa, ktora podoba mi się z wyglądu. Brzmi idealnie, prawda? i choć wiem, że wcale nie będzei tak łatwo i napewno czeka nas mnóstwo gimnastyki, to już nie mogę się doczekać tych małych rzeczy jak uczenie załatwiania się na zewnątrz itp, ale także trenowania i zbawaw. No i wspólnego spędzania czasu w łożku i przed tv :) Uh, rozpisałam się ale blog to blog :P teraz kilka zdjęć mojego maleństwa, mojego małego szczęscia, mojego marzenia... :) i świeżutkie, 6 tygodni Najsłodsze stworzonko jakie widziałam i trzymałam na rękach :) już za 2 tygodnie będzie ze mną, Teraz czeka mnie frajda na zakupach. Mamy królika i często jeździmy do takiego dużego zoologicznego supermarketu, gdzie zawsze zaszywam się w sekcji z akcesoriami i jedzeniem dla psów i marzę, że kiedyś będę to kupować dla swojego wymarzonego pieseła :) dzisiaj jadę na zakupy.... :D Oh, nie mamy jeszcze imienia..... Więc wszelka pomoc mile widziana :)