Pies byl zapuszczony :oops::oops::oops: ale to mąż załatwiał strzyżenie :roll: Ja kazała bym wyciąć to czego sie uratować nie da a resztę rozczesać.
Jeszcze nigdy nie miałam takiej sytuacji,że po godzinie (zawsze strzyżenie trwało ok 3 godzin!)odbierałam roztrzęsionego psa , który później cały wieczór warczał na dzieci :mad:
Na pewno już do tej "fryzjerki" nie pójdziemy !!
I co do pielengnacji sierści to dodam,że mam kota perskiego wiec wiem co to znaczyć walka z futrzakiem o piekne futerko :cool3:.Ale nawet kot nigdy w tak krótkim czasie jak teraz pies nie miał tak skołtunionej sierści !
Całe szczęście ,ze futro nie reka i odrośnie ! ;)