Witam,
od wczoraj śledzę historię Łatka. W lecznicy na Strzeleckiego leczę swoją suczkę ON-kę, Fankę. Ponieważ jest dość silnie przeziębiona, jeździmy z nią co drugi dzień na antybiotyki. Dzisiaj też byliśmy, wcześniej zatelefonowałam, pytając, czy mogę przywieźć dla Łatka jedzenie - zmiksowany ryż z gotowanym kurczakiem. Lekarka powiedziała, że nie, bo psiak wymiotuje. Będąc już na miejscu, spytałam, czy będą mu robić prześwietlenie - okazało się, że nie robią go tylko dlatego, że lekarka jest sama i nie ma nikogo, kto by mógł psa przytrzymać na stole (Łatek jest na dole, na poziomie, gdzie znajduje się rentgen). Niestety, my nie mogliśmy pomóc, bo po nas było już kilka osób w kolejce, a czasu nie mieliśmy zbyt wiele. Będę z Fanką w lecznicy w czwartek i w sobotę, przed każdą wizytą zatelefonuję tam, czy nie trzeba czegoś przywieźć (np. jedzenia). Jeśli byłaby organizowana składka finansowa, też się włączę;).
Pozdrawiam
Bogna