Dziękuję Wam za odpowiedzi, już traciłam nadzieję na Wasz głos :) Otóż z Radkiem jest coraz lepiej, tak mi się przynajmniej wydaję. Zastosowałam się do sposobów wychowania, które opisaliście - tata traktuje Radzia obojętnie, unika z nim kontaktu wzrokowego, a Radzio widzi, jak ja siedzę z tatą na ławce, rozmawiamy, śmiejemy się. Tata (na oczach psa) kładzie do miski jedzonko, a pies bacznie się przygląda, jednak dopiero po odejściu taty podchodzi i chapsnie z miski żarełko. Ostatnio nawet wyszedł ze swojej "norki" i przeszedł obok taty, ocierając się o jego nogę, a następnie leżał obok mojej nogi (gdzie ja siedziałam przy tacie). Sukces!
Akirka86, bardzo cenna rada, dzięki wielkie za zwrócenie na to uwagi - psa traktować bez "specjalnej troski, bo ze schroniska". Ulegałam bardzo temu "urokowi" na początku, ale wiem, że to było złe. Nie mogę przecież pozwolić sobie wejść na głowę.
Brezyl, bardzo fajny pomysł z tym ubraniem taty. Radzio i tak ma swoją "norkę" w warsztacie taty, także wszechobecny jego zapach nie jest już obcy psu. Niech się przyzwyczaja :) Martwi mnie tylko, że tak często tam ucieka, ale staram się też zamykać drzwi do warsztatu na moment, kiedy jestem obecna, żeby mógł chociaż pobiegać sobie ze mną po dworze. Walczymy przecież z jego nadwagą leciutką.
Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej... Niefajnie i nadal bez większych zmian wygląda też relacja między Radziem, a naszymi dwoma kotkami. Jest o tyle lepiej, że czasami Radzio bardzo obojętnie reaguje na obecność kotów, a wcześniej tylko ujadał. Myślę, że ich reakcja też go prowokuje - one puszą się i syczą. Wystraszyły się go na początku - wcześniej były oswojone z psem, z moim Remikiem, którego dzisiaj już nie ma. Bawiły się z nim, spali w jednym posłanku, byli ze sobą bardzo blisko. Tutaj chciały przyjaźnie podejść do Radzia, a on do nich z zębami. I się zaczęło... Teraz nawzajem się prowokują.
Pozdrawiam serdecznie.