Cześć wszystkim!
Mam mały zabawkowy problemos.
Moja dwuletnia sunia to jamnikowy morderca zabawek. Większość rzeczy zostaje rozebrana na części pierwsze, rozszarpana, rozkawałkowana w ciągu 30 minut od otrzymania w ząbki. Kupiona została więc kość kauczukowa, która nieco lepiej opiera się zębom i niknie w mniej zastraszającym tempie, ale niknie...
Problem polega na tym, że primo - Nika łyka to co obgryzie, a później są problemy. Secudno - psica uwielbia ganianie, aportowanie. Rzucanie tą kością po domu (mieszkaniu) nie jest zbyt przyjemne dla ucha, a juz na pewno nie dla sąsiadów.
Przy poprzedniej suni istniała instytucja "tobołka" czyli skarpetki wypchanej rajstopami, itp, i ta zabawka sprawdzała się idelalnie - można było szarpać, rzucać, nie hałasowała... Ale moja Perełka, choć kundelek była arystokratką i najwyżej wygryzła małą dziurkę, a ta rasowa Nika jest psiakiem-prostakiem i pierwszy tobołek został rozerwany, wnętrzności porozwalane po całym mieszkaniu i w dodatku pies nażarł się nitek.
Nie macie pomysłu na coś do rzucania, nie hałasującego, w sumie miękkiego, ale wytrzymałego?