Ja tu nowy :) Mam zamiar kupić szczeniaczka shih tzu (przesłodkie stworzenie)
Tak się składa, że mam już kota (raczej kotkę), co oznacza, że jest też kuweta. Zastanawia mnie, czy nie dałoby się "upiec 2 pieczeni na jednym ogniu"...? Generalnie mieszkam sam (nie licząc kota :)) (chociaż co kilka miesięcy moja mama wraca z zagranicy na dłuższy okres czasu) i jako osoba ciężko charująca na swe utrzymanie, narażałbym pieska na niepotrzebne cierpienia, gdyby mu się zachciało a ja byłbym w pracy. Mam nawet drugą kuwetę w piwnicy - tylko że kotu nie przetłumaczysz, że ma załatwiać się tylko do jednej i nie wiem czy nie będzie to problemem dla psiaka...
Swoją drogą obawiam się reakcji kici, że musi korzystać z tej samej ubikacji, co przedstawiciele innych gatunków :)
Poza tym przeskok z maty na kuwetę nie powinien być trudny - ja bym to zrobił tak:
Rozłożyć matę obok kuwety, przyłapać szczeniaczka na 'gorącym uczynku' i szybciutko (żeby nie pobrudzić łazienki) przełożyć pieska do pojemnika w trakcie siurania (gożej z kupą :P). Jeżeli piesek kojarzy obydwie potrzeby, to będzie wiedział o co chodzi... Po jakimś czasie mata zniknie - chociaż myślę, że psiaczek szybko zajarzy bazę...
Gdy piesek będzie na dworze i się załatwi - pochwalić (chociaż brak reakcji powinien być wystarczającym sygnałem, że 'tu można')...
Gdy tak przez chwilę pomyśleć - to jest ogromna niesprawiedliwość... Dlaczego kot może się załatwić kiedy chce, a pies musi prosić (nieraz błagać) właściciela, aż mu się łaskawie zechce ruszyć d... i pójść na spacer...? Albo spacery tylko o określonych porach... Sorry - s***e z zegarkiem w ręku? W gruncie rzeczy, 'standardowe' wychowanie psa, to męczarnia (psychiczna i fizyczna)... Rozumiem, gdy ktoś ma dużego psa (nie mieści się w kuwecie), ale dlaczego małe, domowe pieski nie mogą korzystać z ubikacji na tych samych zasadach, co koty...? To jest dyskryminacja gatunkowa... :)
BTW - niech ktoś mi wytłumaczy, skąd koty wiedzą gdzie się załatwiać? Miałem sporo zwierząt w życiu i nigdy nie widziałem, żeby matka ich tego uczyła... Nawet dziecku, trzeba to tłumaczyć, a koty zdają się mieć to zakodowane w genach...