Od sierpnia ubiegłego roku mam psa. Znaleźliśmy Kaję obok sąsiada. Podobno błąkała się tam jakiś czas. Przygarnęliśmy ją. Sprawiała wrażenie spokojnego psa bo gdy ją znaleźliśmy, wzięliśmy ją na ręce a ona nie s zarpała się ani nic. I wtedy się zaczęło. Zauważyliśmy że gryzie wszystko co popadnie. Po kilku dniach zaczęła gryźć wszystkich członków rodziny i tych którzy do nas przychodzili. Po dwóch tygodniach znaleźli się właściciele którzy nie chcieli zatrzymać psa. Domyślam się że chodziło o tę gryzienie zważywszy na to że u poprzednich właścicieli Kaja miała na imię Łobuz. Może dlatego że tak okropnie gryzła? Wszystko tłumaczyliśmy sobie tym, że jest młodym psem i z tego wyrośnie. Z biegiem czasu Kaja rosła a ugryzienia stawały się co raz bardziej bolesne a rany co raz większe. Jest u niej problem z posłuszeństwem. Potrafi parę sztuczek ale pokazuje je tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę ale największym problemem jest to jej nieustanne gryzienie. Od jakiegoś czasu, gryzie mnie zaraz po przyjściu do niej. Chwytam ją wtedy za obrożę i czekam aż się uspokoi i wtedy ją puszczam a ona znów gryzie. Kilka razy się poddała i przestałam z nią ćwiczyć.
Jakby to miało jakoś pomóc to potrafi siad, zdechł pies, tuleja się, przychodzić na zawołanie i aportować.