No i byłam w hoteliku. Po wejściu za furtkę powitało mnie szczekanie psów z okna. Powiedziałam, że chcę obejrzeć hotel i porozmawiać. Pani Kaliszowa ;) pokazała mi pomieszczenie, w którym są pieski - goście. Był to jakby przedpokój, na podłodze kafelki, dwa posłanka dla psów. W gościach był wilczurek na szkoleniu i mops, którego pani zmarła i pies im został, czyli jest to właściwie ich pies, nie wiem czemu nazywają go gościem hotelowym ;) Ich własne psy były w pokoju i szczekały przez okno. Przy domu jest ogród, ale nie wiem gdzie psy mają tam biegać, bo jest dość mały i rośnie w nim dużo kwiatów. No więc jak pewnie odczuliście z opisu samym miejscem nie jestem zachwycona. Natomiast pieski wyglądały na szczęśliwe i zadowolne :) Nie wiem, może moje wyobrażenie takiego hotelu było zbyt wygórowane, ale jakoś nie jestem przekonana żeby oddać tam psa. Staram się wyobrazić sobie sytuację gdybym tam miała zostawić swojego psa i chyba bym sie nie zdecydowała.
Pani powiedziała, że musi porozmawiać w sprawie Kluski z mężem i do mnie oddzwoni wieczorem, ale jeszcze nie zadzwoniła.
Jeśli chodzi o drugi namiar na ul. Piłsudskiego to dzwoniłam tam ,ale nikt nie odbierał.
p.s przepraszam za tą epopeję:lol: