A u nas to wyglądało tak że mieszkając w Holandii, mój mąż pracował na nockach, a ja czułam się źle w nocy sama, no i przez dzień też byłam większą cześć dnia samotna, bo jak to po nocach mąż przesypiał większą cześć dnia, no a że w domu rodzinnym w Polsce moi rodzice mieli psa, to brakowało mi czworonoga. Dała ogłoszenie, że przygarnę pieska, jakiś czas później zgłosiła się dziewczyna że odda psa, bo miał być to labrador, ale nie jest, i ogólnie że go nie chcą. To pojechaliśmy zobaczyć, to cudo, i kiedy tylko drzwi się otworzyły, Atos wypadł do nas jakby czekał na nas. Przepadliśmy oboje, a szczególnie mój mąż:)
A z Arią, to historia taka, że po powrocie z Holandii, zdecydowaliśmy się że znajdziemy rodzeństwo dla Atosa, jako że ma świetny kontakt z innymi psami.
Pojechaliśmy do schroniska, sami nie do końca wiedząc czego oczekujemy i jakiego psa szukamy, i cóż, w schronisku to właśnie mała szara 2 miesięczna ślicznotka o smutnych oczach wybrała sobie nas:)