Cudne te Twoje Psiaki. A jaskółeczka przypomniała mi mojego Ćwirusia. Odchowałam takie cudo w 1979 r., z nieopierzonego pisklęcia - z późnego, sierpniowego lęgu (nie wiedziałam, co karmię. Dopiero jak zaczął tracić puch i obrastać w piórka - okazał się być jaskółką). Pięknie wyrósł, ale nie wrócił już na wolność. Żył kilka lat u prekursorów warszawskiego Ptasiego Azylu, prof. prof. Desselbergerów, którzy - nota bene - na info od mojego Taty, że córka wychowała jaskółkę, stwierdzili, że to niemożliwe, że od żółtego pisklaka się nie da. Uwierzyli dopiero, jak ją do nich zawiozłam. Twoja jaskółeczka była identyczna, jak Ćwirek, gdy go im oddawałam.