[quote name='alexandriota']
a współwłaścicielka rękami i nogami się zapierała i nie chciała oddać, pewnie dlatego Pulp wrócił do hodowczyni. i dlatego umowa zrzeczenia się stanowi o dobrowolnym oddaniu psa...
.[/QUOTE]
Oddanie Pulpa bylo ustalone juz jakis czas przed Opolem i to ja zwrocilam sie z ta prosba do hodowczyni. Zaproponowalam, ze Pulp moze zamieszkac u niej lub pozostac u nas, ale zostanie obciety po zrobieniu hodowlanki(taki mial wymog od Dzidtki, ja nigdy nie chcialam hodowac Lhasa). Bylam jego wspolwlascicielka, a nie wlascicielka, wiec musialam takie rzeczy konsultowac. I te rozmowy sa u mnie w archiwum, wiec to po prostu kolejna manipulacja hodowczyni.
Nie mam zamiaru brac udzialu w tej manipulacji hodowczyni, Pulpa widzialo przez te nascie miesiecy pobytu u nas wiele sedziow, wiele osob, byl wystawiany w kraju i zagranica i nikt mu nigdy nie zarzucil, ze jest nieprzygotowany. Na 3 dni przed wyjazdem byl na wizytach weterynaryjnych, a w Opolu widzialo go wiele osob. W Opolu jesli byl wystawiony, to niezgodnie z prawem, bo byl juz wyrejestrowany z naszego oddzialu, wiec nie byl nigdzie zarejestrowany, a wystawiany moze byc tylko pies zarejestrowany.
Nasza wspolpraca popsula sie, gdy zaczelam przyjaznic sie z innymi hodowlami Lhasa Apso i nawet hodowczyni mnie zapytala, ze pewnie oni namowili mnie bym oddala Pulpa.
Żaluje, ze nie moglam Pulpa obciac i zostawic, bo mimo zapewnien hodowczyni, ze zostanie u niej powedrowal w kolejne rece. Ale to moze nawet lepiej, ze tak sie stalo :)
I to by bylo tyle na ten temat, nie zamierzam tutaj wiecej dyskutowac i taplac sie w Dzidtkowym bagnie, jesli ktos ma jakies pytania to zapraszam na priva.
P.S. Z powodu kilku pytan chcialam powiedziec, ze w czasie ustalen o jego przekazaniu nigdy nie zadalam od hodowczyni zwrotu pieniedzy ktore zaplacilam za psa. Oddanie Pulpa bylo wylacznie moja dobra wola, nie musialam go oddawac w Opolu ani w jakims okreslonym terminie. Gdyby pies byl chory po prostu bym go nie przywiozla.