Mały pies, duzy problem. Mam 6-letniego jack russell teriera. Kiedy miał 2 lata został pogryziony przez amstaffa. Cudem przezył, a własciwie uratował go mój sąsiad. Po tym zdarzeniu przez poł roku nie chciał wychodzc na spacery, spał prawie cały dzien, a jest to rasa wysokoenergetyczna. Od tamtego zdarzenia mineły 4 lata. Obecnie nie ma spaceru, który nie zakonczyłby sie bójka. Moj pies nie daje się nawet powąchać przez inne psy. Atakuje pierwszy, nawet jesli inny pies jest przyjaznie do niego nastawiony. Jest argesywny do wszystkich psów, toleruje jedynie suczki. Jesli tylko zobaczy na horyzoncie innego psa, robi wszystko byleby wdać się w bójkę z nim. Kazdemu psu chce położyc swoj pysk na karku, a przeciez nie kazdy pies będzie coś takiego tolerował. Wielkość przeciwnika nie ma znaczenia dla niego, atakuje amstaffy, rottwailery, mastiffy i wszystkie inne mozliwe rasy. Spacer zamienił sie dla mnie w koszmar. Jestem zestresowana wyprowadzaniem własnego psa. Nie byłoby problemu gdybym spotykała jedynie psy na smyczy, ale jak wiadomo rzeczywistość jest inna. Wiem, że pies przenosi emocje własciciela na siebie, czyli jeśli ja boje się konfronacji z innymi psami to moj pies odzwierciedli moje obawy. Wydaje mi się jednak, ze w przypadku mojego psa dotyczy to raczej traumy wynikającej z pogryzienia.
Moj partner wyprowadzając naszego psa, nie obawia sie innych psow, potrafi w dobrym momencie skorygowac złe zachowanie,psa ma dobrą mowę ciała, jest asertywny i radzi sobie z rozdzielaniam psów, a mimo to moj pies atakuje inne. Czy mam szanse na normalny spacer z moim psem? Jak mam to zrobić? Próbowałam spotkań z psami moich znajomych. Efetk był taki, że jeszcze mocniej reagował na spotykane psy.