Witam
Historia którą chciałbym przytoczyć, zaczęła się 2 lata temu kiedy to szczeniak suki Husky i samca Owczarka niemieckiego przyszedł an świat.
Otóż w tym samym czasie mojej mamie zachciało się psa- oczywiście do tradycyjnych celów czyli alarmowanie szczekaniem o zbliżających się gościach. Tak więc szczenie od znajomych w Zakopanym przyjechało do nas.
Niestety poglądy mamy są dość staroświeckie. Według niej pies stworzony jest po to, aby służyć człowiekowi, a w zamian powinna wystarczyć mu pełna miska i ciepła buda. Niestety w moim wypadku buda ogrodzna siatką 4x6m, ponieważ nasze podwórze jest nieogrodzone. Jednak do 6 miesiąca życia Hekor wiódł szczęsliwy żywot wolnej, słodkiej, nieskrępowanej maskotki, która wszyscy ubóstwiali. Szczenięce czasy jednak się skończyły i psu przestał wystarczać teren podwórza, więc zaczął uciekać, w wyniku czego zmuszeni zostaliśmy do ogrodzenia budy, i ograniczenia psiej swobody do 1 lub 2 spacerów dziennie.
Jako, że mieszkamy na wsi, w dodatku 50 metrów od jej końca, graniczącego z polami, łąkami oraz parkiem tamte tereny właśnie wybieraliśmy, pozwalając Hektorowi swobodnie biegać bez smyczy .Niestety czas spacerów był losowy, zależało to od tego keidy pies zareagował na nawoływanie. Zaczynałem wołać go kiedy za bardzo się oddalał, czasem wrócił i został pogłaskany lub nawet w nagrodę dostał plasterek kiełbasy lub kawałek innego smakołyku, przeważnie jednak spoglądnał tylko w moją stronę i hasał dalej. Keidy zbliżał sie koniec spaceru czyli 30+min ponownie zaczynałem nawoływać i zalęznie od tego jaki miał kaprys reagował po kilku lub kilkudziesięciu minutach. Zawsze jedank wracał.
Z czasem jednak zmieniło się to. Na Hektora trzeba było coraz dłużej czekać, coraz częsciej znikał mi z oczu, a najgorsze było jak skierował się w stronę wioski- tam jak wiadomo roiło się od pokus, inne psy, setki krzaków, barierek do obsikania, rozmaite dźwięki i ludzie, Bywało, że musiałem wchodzić na posesje sąsiadów, żeby spróbować go zwabić, taka zabawa w łapanego trwała po kilka godzin. W końcu traciłem nadzieję i czekałem aż sam wróci. Ucieczka na wioskę zdarzała się raz na 10 spacerów.
Niestety kilka miesięcy temu, pola i park przestały już całkowicie go interesować. Mimo, że jest tam pełno saren, gryzoni i innych zwierzaków za którymi bieganie sprawiało mu wielką przyjemność. W zaledwie kilka minut po spuszczeniu go w polach znika mi z oczu, i wraca do domu po kilku lub kilkunastu godzinach zależnei kiedy mu się spodoba. Wszelkie pościgi nie mają sensu, pies teraz wie że ja, albo którykolwiek inny członek rodziny= smycz i więzienie w klatce, więc keidy wołam nawet nei spojrzy w moją stronę, kompletny brak zainteresowania, nawet najlepsza przynęta nie pomaga. Przychodzi dopiero kiedy zgłodnieje, najczęściej nad ranem.
Od czasu kiedy zaczął tak uciekać przerzuciliśmy się na smycz, jednak jest to męczarnia dla ubu stron. Pies jest bardzo silny, wyrywa się, gdyby nie opór to zostałbym wciągnięty do każdego rowu. Takeigo spaceru oechciewa się bardzo szybko, więc przeważnie jest to juz tylko 15min raz dziennie. Wiem ze go to nie satysfakcjonuje. Poza tym zdając sobie sprawę z tego, że psy tej rasy kochają ruch, no i po prostu ze zwykłego współczucia i chęci sprawienia mu radości raz na jakiś czas ulagam, i tak jak właśnie dzisiaj w nocy, kiedy ulice są puste, a dzieci śpią. spuszczam psa i liczę na to, że wróci zanim pójdę spać, lub będzie rano czekał pod drzwiami śniąc o nocy na wolności.
Nigdy jakoś specjalnie nie pragnąłem mieć psa bo wiem jaka to odpowiedzialność i ile pracy wymaga uszczęsliwienie tego stworzenia. Jednak nie mogąc patrzeć na obojętność rodziców wobec Hektora spędzającego samotnie cały dzień w klatce spróbowałem wziąć to na siebie, na początku było ok, lecz co robić teraz, kiedy nie wychodzi i ciągle ucieka? Były już nawet telefony sąsiadów na policje, że po miejscowości grasuje wielki pies a dzieci się boją, więc nie powinienem go wypuszczać. Czy jest coś co mogę zrobić?