cześć,
mam do Was pytanie...
już pisze w czym problem. od ubiegłego poniedziałku mieszka u nas dalmatyńczyk- 11 miesięczny psiak. wszystko jest w porządku, bardzo szybko się zaaklimatyzował, tylko wyrwany ze stada w nas upatrzył sobie towarzyszy i dosłownie nigdzie sam nie chce przebywać. dziś zrobił postęp i siedział sam w ogrodzie gdzie przez ok 30 minut ogryzał kość ze ścięgien (ale by nie było zbyt różowo co jakiś czas sprawdzał, czy jesteśmy).
...ale najgorsze zaczyna się jak trzeba gdzieś się bez niego ruszyć. piszczenie, drapanie w drzwi (nie ma znaczenia czy jest w środku czy na zewnątrz) czy stawanie na łapach na ogrodzeniu i próby jak się wydostać skutecznie podcinają mi skrzydła. wcześniejszego dalmatyńczyka wychowywaliśmy od szczeniaka i nie znałem takich problemów, a z tym jest wręcz tragicznie...:mad:
będę wdzięczny jak macie jaieś skuteczne metody na przyzwyczajanie go do samotności, bo mi już kończą się pomysły. rozmawiałem z osobą od tresury psów- jej zalecenia to zostawiać go samego na początku na 10-15 minut, nie zwracać uwagi na piszczenie i przyjść albo do niego wyjść jak się uspokoi, tylko że jakoś to na niego nie działa, a nie chcę, żeby nauczył się przechodzenia przez ogrodzenie (mam wrażenie że jest do tego zdolny, ale wole się teraz nie przekonywać) czy pozwolić aby zdarł drzwi do żywego.
chyba to dobry objaw, bo zaczyna sam zostawać w innych pomieszczeniach, ale warunek że muszą być otwarte drzwi. próba ich zamknięcia kończy się natychmiastową pobudką i drapaniem.
a może po prostu jest jeszcze za wcześnie i z biegiem czasu (mam na myśli kilka dni) sam się "ustabilizuje"???
ew. może macie namiary na osobę lub szkołę tresury z okolic wschodniej Wawy (Ząbki, Wołomin, Tłuszcz). chcę znaleźć "coś" porządnego i jak najbliżej, aby psa nie wozić za dużo samochodem, bo póki co ma chorobę lokomocyjną...
z góry dzięki za jakiekolwiek info!