Jump to content
Dogomania

kuskus89

Members
  • Posts

    10
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kuskus89

  1. Ludzie, jesteście niesamowici, i musicie mieć fantastyczne psy:) generalnie jak by się który do szkocji wybierał to wpadnijcie:) trenera będziemy szukać, może jakaś organizacja tutejsza charytatywna zajmująca się wyżłami kogoś do nas przyśle, mam zamiar do nich na dniach napisać. gwizdek już kupiliśmy,ogólnie mój małżowinek jest meega szczęśliwy że ktoś mu w końcu konkretnie wyjaśnił co i jak ma robić, więc na razie naszą słodką, domową muzyką staje się dzwięk gwizdka. co chwila. dzieki :) generalnie po tych kilku dniach, stosując się do waszych rad wiemy jedno - wkurzaliśmy się na tego psa, bo ewidentnie on się domagał czegoś a my to braliśmy za celowe nas wkurzanie. No i podchodziliśmy do niego jak do psa....a to jest kurde inteligentne stworzenie... sirusly, nie wiem czy bardziej mnie duma rozpiera że choć jedna w domu istota ma mózg i z niego korzysta, czy bardziej mnie przeraża fakt że to pies... no anyway, jesteśmy dobrej myśli, pełni zapału i wogóle... ewidentnie lepiej jest z nim przebywać wiedząc co i jak i po co. no więc gwizdek jest! no i zwiększamy motywację, i pracujemy nad jego samokontrolą. dzięki! mieliśmy laser.... ooo panie, to było dobre. idę do e-baya kupić laser!! :) dzięki! wielkie dzięki Joy1 za tą fachową,pełną konkretów i lajfhaków psowych i konkretnych linków... czytamy, oglądamy... staramy się być cierpliwi i nie robić krzywdy temu ślicznemu rudemu stworowi... wielkie dzięki! hahaha, w sumie nie czytałam nigdy wcześniej tego forum, myślałam raczej, że jak kiedyś bede chciała psa, to po prostu wezmę jakiego tam mi się bardziej spodoba...no ale ewidentnie to nie takie proste, mimo, że pewnie potraficie do większości piesów zniechęcić..ale też potraficie powiedzieć jak się ogarnąć z tym co los nam dał :) niemniej, będę was częściej czytać... właśnie się zagłębiam w teksty o wyżłach. Nie powinniśmy go brać od tego myśliwego, ale wzieliśmy i teraz zwyczajnie go uwielbiamy i jest za późno żeby go oddać... no więc we'll do our best... :)
  2. oe brzmi niehumanitarnie. mąż stwierdził że może to jest dobry pomysł. ja nie mogę tego ugryźć. ALE z punktu widzenia- albo to ja go klepne twardą ręką po dupie i on będzie potem siedział z podkulonym ogonem i patrzył na mie tymi swemi oczętami, albo obroża....no ok. ale to trochę tak robić psu krzywde na odległość. no jak kopanie leżącego- niehumanitarne. Aczkolwiek kiedyś w sklepie dla psów i kotów, jak kupowałam konga i wdałam się w rozmowę z ekspedientką powiedziała ona ze są obroże które np psikają psu w nos wodą o smaku jakiego pies nie lubi. Ale kurde...Portos lubi nawet czosnek więc co ja mogę..? hodowcy nie znamy, tylko myśliwego od którego go mamy. Myśleliśmy żeby go oddać. kiedy już oboje mamy dość. a potem portos przychodzi i położy ten swój śliczny łeb na kolanach i co pan zrobisz? kierpca nie zeźresz jak to mawiał mój kolega. No i kurde...oboje bardzo chcieliśmy mieć psa. teraz jesteśmy zdołowani i przekonani że do niczego sie nadajemy skoro sobie z nim nie radzimy. Boimy się że oddamy mu komuś kto też się nie będzie umiał nim zająć. a po za tym wszystkim- jak oddamy Portosa to potem już nigdy psa nie weźmiemy z traumy że sobie znów nie damy rady.... hehee,,też tak pomyślałam na samym początku. ale! sanki! sanki też może pociągnąć a są bezpieczniejsze! śnieg w końcu spadnie :) tylko ze to jest rozwiązanie na jeden sezon.... W sumie.... uczyliśmy go przywołania na zasadzie smakołyków i mizianka. i tak narawde z tego co zauważyłam on przybiega pod warunkiem że właśnie czegoś nie goni albo nie kopie w jakiejś norze albo nie jest głaskany przez obcych (niestety..) w domu nie ma problemu- łazi za nami jak cień- gdzie my tam on, nie trzeba go wołać. no chyba że coś nabroił- rozwalił kosz w kuchni albo kwiatka albo zjadł zapakowane fbrycznie czekoladki, albo rozwalił pieluchy dziecka- wtedy wie że nabroił i że będziemy wrzeszczeć. i niestety tak- kiedy chcemy go skarcić wołamy go imieniem. Jak inaczej? ale rozumiem że to był głupi pomysł... z przywołaniem jest problem jak ma jakiś bardzo silny bodziec. komendy "zostań" tudzież "zostaw" niepróbowaliśmy go uczyć.. 30 m linka....jak znajde sklep to się zaopatrze...
  3. oe brzmi niehumanitarnie. mąż stwierdził że może to jest dobry pomysł. ja nie mogę tego ugryźć. ALE z punktu widzenia- albo to ja go klepne twardą ręką po dupie i on będzie potem siedział z podkulonym ogonem i patrzył na mie tymi swemi oczętami, albo obroża....no ok. ale to trochę tak robić psu krzywde na odległość. no jak kopanie leżącego- niehumanitarne. Aczkolwiek kiedyś w sklepie dla psów i kotów, jak kupowałam konga i wdałam się w rozmowę z ekspedientką powiedziała ona ze są obroże które np psikają psu w nos wodą o smaku jakiego pies nie lubi. Ale kurde...Portos lubi nawet czosnek więc co ja mogę..? hodowcy nie znamy, tylko myśliwego od którego go mamy. Myśleliśmy żeby go oddać. kiedy już oboje mamy dość. a potem portos przychodzi i położy ten swój śliczny łeb na kolanach i co pan zrobisz? kierpca nie zeźresz jak to mawiał mój kolega. No i kurde...oboje bardzo chcieliśmy mieć psa. teraz jesteśmy zdołowani i przekonani że do niczego sie nadajemy skoro sobie z nim nie radzimy. Boimy się że oddamy mu komuś kto też się nie będzie umiał nim zająć. a po za tym wszystkim- jak oddamy Portosa to potem już nigdy psa nie weźmiemy z traumy że sobie znów nie damy rady.... hehee,,też tak pomyślałam na samym początku. ale! sanki! sanki też może pociągnąć a są bezpieczniejsze! śnieg w końcu spadnie :) tylko ze to jest rozwiązanie na jeden sezon.... W sumie.... uczyliśmy go przywołania na zasadzie smakołyków i mizianka. i tak narawde z tego co zauważyłam on przybiega pod warunkiem że właśnie czegoś nie goni albo nie kopie w jakiejś norze albo nie jest głaskany przez obcych (niestety..) w domu nie ma problemu- łazi za nami jak cień- gdzie my tam on, nie trzeba go wołać. no chyba że coś nabroił- rozwalił kosz w kuchni albo kwiatka albo zjadł zapakowane fbrycznie czekoladki, albo rozwalił pieluchy dziecka- wtedy wie że nabroił i że będziemy wrzeszczeć. i niestety tak- kiedy chcemy go skarcić wołamy go imieniem. Jak inaczej? ale rozumiem że to był głupi pomysł... z przywołaniem jest problem jak ma jakiś bardzo silny bodziec. komendy "zostań" tudzież "zostaw" niepróbowaliśmy go uczyć.. 30 m linka....jak znajde sklep to się zaopatrze...
  4. oe brzmi niehumanitarnie. mąż stwierdził że może to jest dobry pomysł. ja nie mogę tego ugryźć. ALE z punktu widzenia- albo to ja go klepne twardą ręką po dupie i on będzie potem siedział z podkulonym ogonem i patrzył na mie tymi swemi oczętami, albo obroża....no ok. ale to trochę tak robić psu krzywde na odległość. no jak kopanie leżącego- niehumanitarne. Aczkolwiek kiedyś w sklepie dla psów i kotów, jak kupowałam konga i wdałam się w rozmowę z ekspedientką powiedziała ona ze są obroże które np psikają psu w nos wodą o smaku jakiego pies nie lubi. Ale kurde...Portos lubi nawet czosnek więc co ja mogę..? hodowcy nie znamy, tylko myśliwego od którego go mamy. Myśleliśmy żeby go oddać. kiedy już oboje mamy dość. a potem portos przychodzi i położy ten swój śliczny łeb na kolanach i co pan zrobisz? kierpca nie zeźresz jak to mawiał mój kolega. No i kurde...oboje bardzo chcieliśmy mieć psa. teraz jesteśmy zdołowani i przekonani że do niczego sie nadajemy skoro sobie z nim nie radzimy. Boimy się że oddamy mu komuś kto też się nie będzie umiał nim zająć. a po za tym wszystkim- jak oddamy Portosa to potem już nigdy psa nie weźmiemy z traumy że sobie znów nie damy rady.... hehee,,też tak pomyślałam na samym początku. ale! sanki! sanki też może pociągnąć a są bezpieczniejsze! śnieg w końcu spadnie :) tylko ze to jest rozwiązanie na jeden sezon.... W sumie.... uczyliśmy go przywołania na zasadzie smakołyków i mizianka. i tak narawde z tego co zauważyłam on przybiega pod warunkiem że właśnie czegoś nie goni albo nie kopie w jakiejś norze albo nie jest głaskany przez obcych (niestety..) w domu nie ma problemu- łazi za nami jak cień- gdzie my tam on, nie trzeba go wołać. no chyba że coś nabroił- rozwalił kosz w kuchni albo kwiatka albo zjadł zapakowane fbrycznie czekoladki, albo rozwalił pieluchy dziecka- wtedy wie że nabroił i że będziemy wrzeszczeć. i niestety tak- kiedy chcemy go skarcić wołamy go imieniem. Jak inaczej? ale rozumiem że to był głupi pomysł... z przywołaniem jest problem jak ma jakiś bardzo silny bodziec. komendy "zostań" tudzież "zostaw" niepróbowaliśmy go uczyć.. 30 m linka....jak znajde sklep to się zaopatrze...
  5. Dzięki za tyle waszego wsparcia i pomysłów! zgadzam się. nie wstyd poszukaćspecjalisty, wstyd nam że nie potrafimy go ogarnąć. no przecie to pies, jak można psa nie ogarniać...? obroża elektryczna nie. Ale dzięki za zrozumienie... ;) Dziś, zrobiliśmy godzine spaceru a potem jeszcze biegaliśmy z dwoma owczarkami sąsiadów. owczarki po 10 min jęzory wywalone i ogólnie miały dość...Portos. Hmm, on zdecydowanie nie miał dość.... Facet ma siostrę naszego Portosa. ona podobno nie potrzebowała za dużo treningu żeby ogarniać że na polowaniu nie może płoszyć zwierza, a potem zagryzać itp. Portos tego nie umiał od początku dlatego go oddał. Może i powinien się zainteresować....ale my też powinniśmy ogarnąć o co kaman z wyżłem po za tym że jest piękny jak marzenie. A my go wzieliśmy po to żeby ładnie wyglądał..... hahahahaha, :D:D:D to pyatanie czy był spuszczony ze smyczy w warunkach miejskich mnie wręcz powaliło z radości gdyż zwyczajnie sobie taką sytuację wyobraziłam :D:D NIGDY nie byłam z nim w mieście i nie wybieram się.... nie miała bym siły go utrzymać prawdopodobnie. a znasz jakąś książke z której mogła bym się nauczyć jak pracować z psem na samokontrolę itp????? ten bikejoring brzmi interesująco!!! Sarna ma się dobrze,dziś rano z resztą rodzinki ją widziałam bez szwanku. Z innych psów tutaj są tylko te trzy owczarki... które by w życiu sarny niedogoniły. dzięki za wszelkie sugestie! poszukamy zatem klikera (albo sami spróbujemy) i ten bikejoring. nie chce obroży elektrycznej bo zwyczajnie jak mówicie nie tak powinno się budować relacje z psem...a ja jeszcze na nim krechy nie postawiłam.
  6. Dziś byliśmy na polu z kagańcem. Argument że jak się zgubi to umrze z pragnienia... nie zgubi się. w każdym razie moja trauma się zmniejszyła! szukaliśmy trenera. Tu jest tylko taki z klikerem. a to chyba znaczy że potem bylibyśmy skazani na klikera na zawsze? Czy kliker w ogóle jest w stanie ogarnąć takiego psa???? kurde...fakt czasami portos dostanie po tyłku. ale obroża elektryczna to nie moje halo, nie ogarniam, i jak bym go nieznosiła, tak obroży elektrycznej niet.
  7. dzięki za odzew. kaganiec.. może zaiste kaganiec? nasz dzień wygląda tak- rano przed praca mąż go zabiera na pole, potem idziemy do pracy a pies laduje na takim zadaszonym i ogrodzonym ganku rozmiaru duzego pokoju. dostaje konga ale jak go wykonczy to zaczyna szczekac. az ktos nie przyjdzie. wiec szczeka dłuuugo. albo jak mamy dosc szczekania (pracujemy tuz obok domu) to zamykamy go w domu ale wtedy jest 100% szansy że coś jest rozwalone/zjedzone. pracujemy od 9-4 po pracy zabieramy go znów na pole. potem wracamy do domu, Portos z nami. no i póki jest z nami w domu- jest super grzeczny. Mieszkamy w Szkocji w szczerym polu tak że przestrzeni dookoła mnóstwo ale też i zwierzaków- dzikich i nie dzikich.jak idziemy w pola to trochę głupio trzymać psa w kagańcu i na smyczy. nawet na 25 m lince.... mnie dobija fakt że pies myśliwski- musi sie wybiegać-tylko ze on BIEEEGA przez wielkie B. sąsiad ma 3 owczarki niemieckie. czasami biegają we czwórke z portosem. Owczarki padają na pyski a Portos...jak biegał tak biega. (dobrym pomysłem jest sposób męża- wbija na 6 metrową górkę, zasiada na kamieniu i z tamtąd rzuca mu piłkę. Portos wydaje sie to uwielbiac i nieprzeszkadza mu fakt że cały czas musi zapieprzać pod górę....) Ja nie mam pojęcia za bardzo o trenowaniu psów w ogóle. a co dopiero TAKICH psów. tak że jak macie jakieś pomysły to poczytam bardzo chętnie!
  8. dzięki za odzew. kaganiec.. może zaiste kaganiec? nasz dzień wygląda tak- rano przed praca mąż go zabiera na pole, potem idziemy do pracy a pies laduje na takim zadaszonym i ogrodzonym ganku rozmiaru duzego pokoju. dostaje konga ale jak go wykonczy to zaczyna szczekac. az ktos nie przyjdzie. wiec szczeka dłuuugo. albo jak mamy dosc szczekania (pracujemy tuz obok domu) to zamykamy go w domu ale wtedy jest 100% szansy że coś jest rozwalone/zjedzone. pracujemy od 9-4 po pracy zabieramy go znów na pole. potem wracamy do domu, Portos z nami. no i póki jest z nami w domu- jest super grzeczny. Mieszkamy w Szkocji w szczerym polu tak że przestrzeni dookoła mnóstwo ale też i zwierzaków- dzikich i nie dzikich.jak idziemy w pola to trochę głupio trzymać psa w kagańcu i na smyczy. nawet na 25 m lince.... mnie dobija fakt że pies myśliwski- musi sie wybiegać-tylko ze on BIEEEGA przez wielkie B. sąsiad ma 3 owczarki niemieckie. czasami biegają we czwórke z portosem. Owczarki padają na pyski a Portos...jak biegał tak biega. (dobrym pomysłem jest sposób męża- wbija na 6 metrową górkę, zasiada na kamieniu i z tamtąd rzuca mu piłkę. Portos wydaje sie to uwielbiac i nieprzeszkadza mu fakt że cały czas musi zapieprzać pod górę....) Ja nie mam pojęcia za bardzo o trenowaniu psów w ogóle. a co dopiero TAKICH psów. tak że jak macie jakieś pomysły to poczytam bardzo chętnie!
  9. dzięki za odzew. kaganiec.. może zaiste kaganiec? nasz dzień wygląda tak- rano przed praca mąż go zabiera na pole, potem idziemy do pracy a pies laduje na takim zadaszonym i ogrodzonym ganku rozmiaru duzego pokoju. dostaje konga ale jak go wykonczy to zaczyna szczekac. az ktos nie przyjdzie. wiec szczeka dłuuugo. albo jak mamy dosc szczekania (pracujemy tuz obok domu) to zamykamy go w domu ale wtedy jest 100% szansy że coś jest rozwalone/zjedzone. pracujemy od 9-4 po pracy zabieramy go znów na pole. potem wracamy do domu, Portos z nami. no i póki jest z nami w domu- jest super grzeczny. Mieszkamy w Szkocji w szczerym polu tak że przestrzeni dookoła mnóstwo ale też i zwierzaków- dzikich i nie dzikich.jak idziemy w pola to trochę głupio trzymać psa w kagańcu i na smyczy. nawet na 25 m lince.... mnie dobija fakt że pies myśliwski- musi sie wybiegać-tylko ze on BIEEEGA przez wielkie B. sąsiad ma 3 owczarki niemieckie. czasami biegają we czwórke z portosem. Owczarki padają na pyski a Portos...jak biegał tak biega. (dobrym pomysłem jest sposób męża- wbija na 6 metrową górkę, zasiada na kamieniu i z tamtąd rzuca mu piłkę. Portos wydaje sie to uwielbiac i nieprzeszkadza mu fakt że cały czas musi zapieprzać pod górę....) Ja nie mam pojęcia za bardzo o trenowaniu psów w ogóle. a co dopiero TAKICH psów. tak że jak macie jakieś pomysły to poczytam bardzo chętnie!
  10. Słuchajcie, wiem że temat mojego posta nastraja do mnie negatywnie. sama jestem do siebie nastrojona negatywnie. OTÓŻ mamy psa. przepięknego wyżła węgierskiego. ok 13 miesięcznego. Jest z nami od pół roku. Jak wiecie jest to pies myśliwski. dostaliśmy go od myśliwego, który twierdzi że psu brak mózgu i totalnie się nie nadaje do polowań. Dopóki mogliśmy próbowaliśmy z nim metod pozytywnych. nauczył się dawać łape itepe. czasami też, jak mu się zachce nas usłyszeć przybiega zawołany. Problem się zaczyna tu że nie słucha.... nie reaguje na proste FE, ZOSTAW, tudzież reaguje na chwile, odbiega dalej i znów robi to o czym wie że mu nie wolno. Rozwala kuchnie kiedy zostaje sam w domu. otwiera szafki z żarciem, ściąga kwiatki z doniczkami, czekoladki firmowo zapakowane w pudełku. orzeszki ziemne razem z opakowaniem. wchodzi tam gdzie wie że nie wolno. wiecznie próbuje dostać się do łóżka. kiedy go zostawiamy w klatce szczeka choćby to miało trwać trzy dni.... I tak z przepełnionych radoscią z posiadania fantastycznegopsa,zmieniliśmy się w zestresowanych więźniów własnego domu, zastanawiających się czemu nie wzieliśmy kota.... ostatnio przepełniła się miarka. byłam z nim na polu kiedy zaczął gonić sarnę. młodziutka, dzieciak jeszcze bo ledwo większa od niego. dogonił. ona uciekła. znów dogonił. biegłam do niego i darłam się na całe gardło żeby przestał, a ten nic.... jak go w końcu dorwałam to biedny pies trochę oberwał. nie żeby się specjalnie przejął... Sarenka przeżyła chyba bo odbiegła, ale portos miał krew na pysku.... czasami chce go zakopać. albo po prostu znaleźć mu kogoś kto ma cierpliwość anielską.... nie wiem co robić....!!!!!!!!!!!! ludzie mądrzy, poradźcie coś... i pliss, nie oceniajcie mnie, wystarczająco mam swiadmość swojej głupoty, nieprzemyślenia, niedojrzałości....
×
×
  • Create New...