Witajcie! Zwracam się z takim problemem otóż.. Mam labradora 8,5 rocznego, od czerwca pies ma problemy z szyją (piszczy, potrafi trzymać w jednym kierunku, wycofuje się do tyłu), nie jest to proces ciągły, ale sporadycznie się powtarzało, dotąd zdarzyły się 3 takie ataki, po podaniu leków sterydowych, przeciwzapalnych bóle ustępowały, niestety od jakiegoś czasu leki nie działają. W czerwcu miał zrobione zdjęcie szyi (nie wyszło nic niepokojącego). Od wczoraj stan się pogorszył, zupełnie nie podziałały na niego lekarstwa. Dzisiaj pies pojechał do kliniki w Katowicach, lekarz zrobił mu kompleksowe badanie krwi i wyszła... anaplazmoza. Jest duża szansa, że to ona jest przyczyną, albo dołożyła się do problemów z szyją. Zastanawiam się obecnie nad tym czy jest sens robić psu ponowny zdjęcie RTG i właściwie to u kogo, czy dać mu na razie spokój i podawać unidox w dawkach jakie zalecił weterynarz. Chciałabym nadmienić, że byliśmy u kilku weterynarzy, w naszych opiniach dobrych i nie tylko naszych, ale żaden z nich nie zlecił badania krwi, dopiero Brynów podjął takie kroki. Czy ktoś spotkał się z anaplazmozą i wie coś na ten temat więcej? Z góry dziękuję.