Missisipi już jest od tygodnia ze mną, bardzo się kochamy, chociaż Missi ma chwile psich smuteczków, czemu nie można się dziwić, jako że nie miała w życiu łatwo.
Teraz jest ciepełko, łóżeczko pańci, ukochana sofa na salonach i długie spacery w lesie :) Mamy weterynarza dwa domy dalej, więc już były dwie wizyty. Trochę niemrawo z jedzeniem, sucha karma Bosch najwyraźniej kłuje podniebienie :) Dołożę mokre i myślę, że apetyt powróci.
Na spacerze boimy się wielu rzeczy, no trudno. Czasami zdarza nam się zlać w domu pod nieobecność pani, ale to też z czasem minie (mam nadzieję), pańcia dużo cierpliwości i miłości do Missi.
Trochę zdjęć z poranka i spacerku dzisiejszego wrzucam.