Mój bolończyk (suczka) ma 6 miesięcy. Dość szybko załapała, że nie sika się po całym domu, a na macie. Widocznie przesadnie ją chwaliliśmy, bo sika na nią do dzisiaj.
Był moment, że usunęłam już matę, bo wydawało mi się, ze psiak załapał, o co chodzi. Niestety zaraz przyszedł regres: zrobiło się zimno, więc rozłożyliśmy dywan – Tasza zaczęła na niego sikać (zresztą dwa pokoje dzieci, w których mamy wykładzinę, są do dziś zabezpieczone przed wejściem psa, bo sika na nie nawet jak nie musi). Stosowałam repelent – przeniosła się z sikaniem z dywanu pod balkon. Nie zdarzało się to jednak często. Potem był drugi regres. Ostrzygliśmy ja - z zimna na dworze stała, nawet nie próbowała sikać. Z czasem jej minęło – załatwia się teraz i na dworze, i niestety w domu.
Potrafi wyjść na dwór, wysikać się albo i nie, przyjść do domu i załatwić potrzeby pod balkon. Zniszczyła nam podłogę tak, że wymiękłam i położyłam matę, bo już nie wiem, co robić. Dodam, ze na dworze jest nagradzana za sikanie/kupę, w domu był moment, ze ją karciliśmy (najpierw nie, bo była za mała, a teraz już nie wiem, czy to robić, czy nie – no zgłupiałam).
Wychodzę z nią co 3 godziny, ale szczerze mówiąc mam dość. I tak muszę posprzątać po psie w domu. Dziś mam takie myśli, że się poddam – to znaczy będę wychodzić z nią rano, wieczorem i w południe, ale nie częściej, bo tyle mojego, co się wymarznę – pies i tak, pomimo tego, ze całą noc potrafi wytrzymać, w ciągu dnia jak tylko poczuje potrzebę, załatwi się na matę w domu.
Tasza waży 2 kg, jest mikro pieskiem. Może one tak mają? Zaczęłam rozglądać się za kuwetą, bo na maty finansowo nie urobię. Czy cos mogę jeszcze zrobić? Dziekuję za wszelksie sugestię i ocenę sytuacji.