Witam,
mam 9-letniego psiaka, w typie owczarka, pół życia spędziła w schronisku, cudowny pies niestety strasznie chorowita, niejadek.
Jakoś pół roku temu Prada miewała częste biegunki i wymioty, czy to po suchym czy mokrym jedzeniu. Przyczyną okazały się nadziąślaki, które pod narkozą zostały usunięte. Przed zabiegiem weterynarz wykonał usg na którym wyszedł jeszcze guz na listwie mlecznej ... rtg nie wykazało przerzutów do płuc, badania z krwi były bardzo dobre.
Plan był taki, że najpierw nadziąślaki, potem piesek odpocznie trochę po narkozie i w niedalekiej przyszłości zajmiemy się guzem na listwie. Niestety nadziąślaki szybko odrosły, Prada straciła apetyt, a konieczny stał się kolejny zabieg. Temat nadziąślaków uznałam za absolutny priorytet bo wiem, że to sprawiało jej ból, a jak zapewnił mnie weterynarz guz nie bolał, a pies mógł z nim chodzić jeszcze od czasów schroniska.
Po kolejnej operacji nadziąślaków weterynarz wykonał usg na którym wyszło najgorsze : guz na śledzionie :( Jutro wykonam rtg.. boję się najgorszego tzn przerzutów :(
I teraz mam pytanie czy to nadziąślaki mogły dać przerzuty ? Czy guz na listwie? Czy może te 3 sprawy nie są ze sobą powiązane ???
Co jeśli wyjdą przerzuty do płuc ? Jestem straszną panikarą, boję się najgorszego. Boję się też kolejnych operacji i narkoz bo tak jak pisałam na wstępie mój pies jest już starszy, schorowany i nie wiem jak zniesie kolejne uśpienie :-( Chcę ją ratować to oczywiste i zrobię wszystko żeby z tego wyszła ale nie chce by cierpiała...