Każda smycz się może zaplątać, nie tylko automat, ale rzeczywiście, automat ma na to większe szanse od zwykłej smyczy. Również obroża, stwarza potencjalne niebezpieczeństwo , Moja ONka Bryza w czasie pływania w Narwi, zaczepiła obrożą o jakieś gałęzie i o własnych siłach, nie mogła się wyplątać. Dobrze, że obie w tej Narwi się nie utopiłyśmy (nie umiem pływać). To wszystko, są opowieści w stylu, "gdybym wiedział, że mi cegła na łeb spadnie" . Lajf is brutal, and full of zasadzka, ale to nie znaczy, że życie mamy spędzić w łóżku, nakrywając się kołdrą z głową .
Ja myślę, że Lukiego użarła osa/pszczoła, bo był przyzwyczajony do smyczy automatycznej, która pewnie nie raz Gosi czy Antkowi z ręki wypadła. Moje psy w takim przypadku, albo wędrują dalej obwąchując trawkę i krzaczki (Ninek), albo zatrzymują się i czekają - Lerka. Myślę, że w tym przypadku, zadziałał dodatkowy czynnik - np użądlenie.
I chociaż to bardzo trudne, zawsze trzeba myśleć optymistycznie, bo dostajemy to czego się spodziewamy