[quote name='Tośka_m']Potem nie zapinałam psa na smyczy, a smakołyki nie dawałam mu już z ręki, tylko podrzucałam w kierunku kota, najpierw daleko od kota, a z czasem coraz bliżej.
[/quote]
dzięki - metodą małych kroczków właśnie wczoraj doszliśmy do tego etapu (podrzucania kawałka kotleta między łapki zaspanego kota) :-)
i nawet nosek - nosek było :-)
szkoda, ze przez tylko chwilkę bo potem dobudzona już kicia sobie przypominała że Umka na nią przecież wczesniej szczekała i otworzyła pysk do bezgłośnego 'khssss..' na co Umka odpowiedziała zdecydowanie głośnym 'Hau!" czym skutecznie znów zadekowała kota pod łózkiem na dwie godziny...
no ale i tak jest lepiej niż było; kiedy ja jestem w pobliżu - moge nawet głaskać je dwie na raz (każda ręka w inną stronę) i sytuacja jest stosunkowo stabilna;
gorzej - kiedy mnie nie ma, wtedy obu (już) paniom 'puszczają nerwy' i robią przeganianki po pokoju; ale kontunuujemy pracę z pieszczotami i smakołykami...