kasiamaga
Members-
Posts
24 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kasiamaga
-
Kochani, wielka prośba o pomoc dla siedmioletniej bernardynki!!! Jej właściciel cieżko zachorował, musi przeprowadzić się do rodziny w bloku i nie ma co zrobić z sunią. To wierne, łagodne psisko, przyzwyczajone do dzieci, ułożone. Od zawsze mieszka w ogrodzie, otoczona miłością i czułością. Właściciel bardzo cierpi, musząc ją opuścić i marzy o jak najlepszym domu dla swojej podopiecznej. Za żadne skarby nie chce jej oddać do schroniska, bo to dla niej wyrok śmierci!!! Psiak jest do wzięcia natychmiast, zostało już bardzo mało czasu - ten człowiek idzie do szpitala w przyszłym tygodniu! Pomóżcie, proszę!!!! Pies obecnie mieszka pod Krakowem, podaję telefon do właściciela: 0 665 611 764.
-
Kofee, to znaczy, że Berta jest u Ciebie?! Nie masz pojęcia, jak się cieszę :multi: No i jak się sprawuje? Mam nadzieję, że jesteś z niej zadowolona. I dobrze, że nie mieszka już w schronisku. Pozdrawiam cieplutko, Kaśka
-
Weterynarza mamy naprawdę dobrego. To jeden z najlepszych specjalistów w Krakowie - ortopeda w dodatku. Nie wiem, dlaczego to tak się ciągnie, ale chyba zaczynamy wychodzić na prostą. Nie do końca zastosowałam się do jego ostatnich zaleceń:oops: i pies nie leżał, choć mocno ograniczyliśmy ruch i szaleństwa z innymi psami (po sąsiedzku). Pomogło. Ćwiczymy mniej i bardziej statycznie, ale nie jest tak źle, jak mi się parę dni temu jeszcze wydawało. Wiele komend można wykonywać, nie forsując się zbytnio ;) Toffi na razie nie kuleje, ale częste wizyty u weterynarza będą chyba (przynajmniej na razie) smutną koniecznością. Pozdrawiam, Kaśka
-
Co się dzieje z łapami? Ba, sama chciałabym to wiedzieć. Od zawsze były z nimi problemy (gdzieś już o tym pisałam na tym forum). Jak tylko Toffi zaczęła rosnąć, zaczeła też utykać na przednią łapkę. Kolejne wizyty u weterynarza niewiele dawały - zastrzyki przeciwbólowe, leki na stawy, to wszystko tylko chwilowa poprawa. W lipcu robilismy jej prześwietlenie w pełnej narkozie - nic nie wykazało. Ani dysplazji, ani urazów, ani zapalenia. Tylko niewielkie zmiany świadczące o złym zmineralizowaniu kości. Dostała witaminy i artroflex, i zalecenia co do diety. Stosowałam co do joty i od kilku dni znów starszliwie utyka. Szybka wizyta u lekarza, prześwietlenie na szybko i fatalny stan zapalny. Czym spowodowany? Już teraz nie wiem :angryy: Robiłam, co kazał lekarz. A teraz nie wolno jej nie tylko biegać, ale i chodzić. Ma po prostu l e ż e ć. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy po dwóch miesiącach bezruchu stanie jeszcze na łapy? I jak pokazać jej, że pomimo tego, że nie ćwiczymy, nie bawimy się razem, nie chodzimy na spacery - że nadal ją kochamy?! :shake: Dziecku trudno wytłumaczyć nagłą zmianę zachowania dorosłych - a można z nim rozmawiać. A co z psem? Kaśka.
-
No i stało się. Łapy mojej Toffi (siedmiomiesięczny berneńczyk) są w opłakanym stanie (pomimo ciągłych wizyt u weterynarza). Ostatnie zalecenia lekarza to bezwzględny nakaz ograniczenia ruchu - właściwie całkowite zamknięcie w domu na dwa miesiące, wyjście tylko na smyczy - na siusiu - i z powrotem. I co tu robić z takim psiakiem? Toffi ma dopiero siedem miesiecy, energia ją rozpiera, szkolę ją od maleńkości - a tu taki klops! Odpadają ćwiczenia, odpada bieganie, odpada właściwie wszystko. Jak tu wychować psa w takich warunkach? Jak nie stracić z nim kontaktu? Przecież nie będę leżeć z nią na posłaniu i głaskać jej godzinami :placz: Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Podpowiedzcie coś, proszę. Toffi od maleńkości wychowywana była w ogrodzie - z dziećmi, psami, kotami i wielką rodziną. Teraz ma zostać tego wszystkiego pozbawiona, żadnych zabaw z psami, żadnych gonitw za kotami, zero szaleństw z dziećmi. Co można robić z takim psem, żeby nie zdziczał? Pozdrawiam, kaśka
-
Jest jeszcze "sam wychowasz swego psa" -autorzy Z. Mrzewińska i B. Górny . Zamówiłam ją w wydawnictwie ze dwa tygodnie temu i wciąż czekam :mad: Zaraz wyjeżdżam na wakacje, a mój pies jak był niewychowany, tak jest nadal :lol: No przesadzam, coś tam umie - najlepiej pożerać świeżo rozkwitnięte kwiaty w ogrodzie (co wieczór razem podlewamy wszystkie rabaty, w zasadzie nie wiem po co, jeśli sterczą na nich same łodygi:angryy: ) Tak - teraz wiem, co to jest "praca" z psem, dziękuję bardzo wszystkim. Okazało się, że całkiem dużo pracujemy :lol: Pani Zofio, ja prawo jazdy zrobiłam, żeby wozić do przedszkola moje dzieci, ale teraz głównie jeżdżę z psem, czy wprawiam w zdumienie moją rodzinę (głównie teściową;) )- bo Toffi zabieram prawie wszędzie. Ostatnio "cywilizowałyśmy" się na rynku w Krakowie, co dla takiego pieciomiesięcznego szczeniaka wychowywanego w ogrodzie było nie lada szokiem! Tramwaje, dorożki no i ... gołębie! I tłumy ludzi:shake: Ale że wcześniej ćwiczyłyśmy chodzenie po naszym osiedlu, to szybko opanowałyśmy zasady przeżycia na rynku w samym środku sezonu turystycznego. A teściowa - przyzwyczaiła się, że zjawiam się w jej ogrodzie z psem i nawet dziwi się, kiedy jestem sama (teściwoa ma młodą sunię bernardynkę i to jest główny powód moich częstych tam wizyt). Pozdrawiam serdecznie, Kaśka
-
To ja jeszcze wrócę do tego, co napisała Pani Zofia. Czyli - jeśli właściciel nie jest wystarczająco atrakcyjny dla swego psa (z różnych powodów: brak czasu, złe odczytanie charakteru i umiejętności psa etc. - pomijam obojętność, tu nie wchodzi w grę, bo to już zupełnie inny układ), to wówczas metoda "marchewki" jest nieskuteczna. Czy dobrze zrozumiałam? Wówczas, jeśli właściciel pragnie mieć ułożonego psa, musi zastosować niekiedy metodę kija (nie mówię o laniu brrr..., ale o tych wszystkich łańcuszkach rzutowych i lekkich klapsach), czy tak? I co to właściwie znaczy dla psa "praca". Ja wiem - jest wiele osób, które uprawiają ze swoim psem sporty albo wiele trenują. Ale dla tych wszystkich pozostałych - co to jest "praca". Bo przecież nie sam spacer, nawet długi i z zabawą. A właśnie większość tak spędza ze swym psem czas (dla wielu to i tak za dużo). I jak tu mówić o nagrodzie, kiedy właściwie nie ma za co nagradzać? Pani metody są wspaniałe - ale dla p a s j o n a t ó w. A co ze zwykłymi zjadaczami chleba? Co powiedzieć ludziom, którzy psa wyprowadzają na spacer trzy razy dziennie i na tym kończą swoją działalność? Znam wiele psów (wszyscy znamy), które żyjąc przy rodzinie, bez specjalnej pracy, są mądre, posłuszne i ułożone. Jakoś tak same z siebie. Dla nich największą nagrodą - za wszystko - jest chyba sama obecność właściciela, tak myślę. Pytam o to wszystko tak po prostu, z ciekawości (poza pytaniem o pracę z psem). Nie sypcie na moją głowę gromów, że wychodzę z psem tylko trzy razy dziennie na spacer, nie, to nie ja. Nie wiem, co to jest praca z psem, ale spędzam z nim wiele czasu. I wiem już, że nade wszystko uwielbia być pieszczony i dokarmiany smakołykami. A że ponad moje towarzystwo przedkłada zabawę z innymi psami - to chyba jednak normalne. Toffi ma przecież dopiero 5 miesięcy i zabawa z innymi psami jest dla niej szczytem szczęścia. Pozdrawiam serdecznie, Kasia
-
Jesli nagradza sie psa ustawicznie za nic czulosciami i pieszczotami - pies bedzie nas lekcewazyc, zmeczony nadmiarem czulosci. (...) Prawdziwa wiez tworzy sie podczas wspolnej zakonczonej sukcesem pracy. To pies ma byc przekonany, ze praca zakonczyla sie sukcesem. Zofia[/quote] Taak, teraz troszkę się pogubiłam:-( Czyli jeśli mój psiak leży sobie spokojnie obok mnie i nagle zapragnę go "poczochrać" i "wypieścić" - to znaczy źle robię? Czy psa należy dopieszczać tylko w czasie pracy z nim? To chyba nie jest możliwe, przecież psa ma się głównie do kochania i to są takie naturalne odruchy miłości ;) Przyznaję się bez bicia, że ja z moim psem nie pracuję wiele - ot, kilka minut dziennie (codziennie). Zazwyczaj ćwiczymy jedną, góra dwie komendy - potem zabawa. A potem normalne życie - z pracą, obiadem, dziećmi, psem i tysiącem innych spraw. I pies w tym wszystkim jest co i rusz głaskany i dopieszczany, głównie przez dzieci. Czy my go tym możemy "zagłaskać" lub zmanierować? Pozdrawiam, kaśka
-
Kofee, tak bardzo się cieszę, nie masz pojęcia! Ja nawet nie wiem po co i w jakim celu otworzeyłam strony schroniska dla zwierząt w Bydgoszczy :roll: Z ciekawości zajrzałam na adopcje - i proszę, Berta, cudo, nie pies!!! I tak widać musiało być - ja, potem inni pomogli, potem Ty i psiak znajdzie dom. Ot, przypadek, ale takie jest przecież życie. Napisz jak potoczyły się Wasze losy, z niecierpliwością czekam na wieści. I mam nadzieję, że będziecie mieli cudnego psiego przyjaciela :multi: Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, Kasia P.S. A swoją drogą - ile to się trzeba nad tymi mężami napracować, co? ;) Faceci jakoś inaczej myślą:diabloti: Pa, Pa, Kaśka
-
Witaj! Berta zauroczyła mnie od razu, dlatego o niej napisałam. Myślałam, żeby wziąć ją dla rodziców, ale mnie dzieli z nią zdecydowanie więcej niż 250 km. Ale postanowiłam jej pomóc i podać informację o niej dalej. Zadzwon do schroniska, ja z nimi rozmawiałam, pracują tam bardzo mili i kompetentni ludzie. Udzielą Ci wielu informacji, choć zawsze ostatecznie dowiesz się, że psiaka najlepiej przyjść samemu zobaczyć, wziąć go na spcer, pobawić się i dopiero wtedy zdecydować. Myślę jednak, że Berta jest tego warta :-) Pomóżcie jej! Kasia
-
[quote name='lon_cia']ten psiak chyba bardziej border collie przypomina:roll:[/quote] Z umaszczenia - na pewno (choć tego białego mało) - ale z mordki :lol: berneńczyk jak się patrzy
-
nr katalogowy 428 oczywiście
-
W schronisku w Bydgoszczy czeka na właściciela śliczna sunia Berta (nr katalogowy 428), bardzo podobna do berneńczyka, lecz bez rudych podpalań. Dzwoniłam, rozmawiałam, jest młoda i podobno grzeczna i łagodna, resztę informacji trzeba zebrać samemu, na miejscu. To naprawdę piękny pies, szkoda go to TAKIEGO miejsca (zresztą, jak każdego psa :cool1: ) Pozdrawiam, Kaśka adres strony: [URL="http://www.schronisko.org.pl/index.php?option=com_adopcje&Itemid=52"]http://www.schronisko.org.pl/index.php?option=com_adopcje&Itemid=52[/URL]
-
Nasza znajoma, co to posiada briarda, po prostu go ogoliła. Nie tak do skóry, ale krótko. Rozwiązanie drastyczne, ale bardzo skuteczne - psu zdecydowanie lepiej - i podpowiedział jej to weterynarz. Pozdrawiam, Kaśka
-
Zawsze lubię, kiedy na forum wypowiada się Pani Zofia :-) Od razu psi świat wyglada lepiej... Mnie również trapiła od pewnego czasu ta myśl, o tych psach wychowywanych "batem". Moi sąsiedzi (cztrey psy: dwa kundle, jeden ogar polski i jeden labrador 6 miesięcy) uważają, że nasza bernenka jest źle wychowana i że powinnam ją kijem potraktować. Nie mam sąsiadom nic do zarzucenia - o psiaki dbają bardzo, są super wykarmione, utrzymane i bardzo kochane (naprawdę). Jednak wyznają zasdę "twardej ręki" (sąsiedzi oczywiście) i za każde przewinienie psiaki dostają cienkim kijaszkiem świszczące lanie. Tzn. zdarzyło się to zaledwie kilka razy - więcej nie trzeba. Przychodzą na każde zawołanie, nie szwędają się, a jeden to nawet kapcie przynosi (sam, z własnej inicjatywy). Moja sunia (5 miesięcy) jak tylko może biegnie do sąsiadów pobawić się z ich psiakami (mamy wspólny oooolbrzymi ogród). Często stoi pod ich drzwiami i szczeka, zeby psiaki wyszy przed dom. Oczywiście, nie pozwalam jej tam łazić samej, ale czasem jest szybsza. I mogę wołać i wołać... Biorę wtedy smycz i robię tak, jak radziła w swojej książce Pani Zofia - za pomocą smakołyków powoli odchodzimy w naszą cześć ogrodu i bawimy się już razem. I wtedy słyszę najczęściej: "nie ciasteczek jej trzeba, ale kija". I myślę wtedy z przykrością, że ich labradorka już dawno nauczyła się nie przybiegać do nas... a nasza co? A potem myślę, że nasza na widok patyka to cieszy się jak głupia, bo będzie zabawa i to jest jej jedyne skojarzenie z patolem, na szczęście :-)
-
No i już po wszystkim :-) Prześwietlenie zrobione i ... nic nie wykazało, co baaardzo mnie cieszy. Stawy zdrowe, że hej, nie ma też śladu młodzieńczego zapalenia kości. Coś tam jest tylko źle wybarwione (wybacznie, nie byłam w stanie zapamiętać wszystkiego, co mówił wet) - świdczyć to może o niedoborze witamin i minerałów (niedostateczna mineralizacja kości). Zrobiono nam jeszcze profil szczenięcy (krew) i jutro na podstwie wyników lekarz ustawi nam dietę + dodatki. Toffi jak na zamówienie - od dwóch dni nie utyka, skacze i bryka w najlepsze. Wczoraj biedaczka była strasznie wymaglowana - to usypianie jest ohydne. Do tego ten przeklęty upał. Nic nie było w stanie postawić jej na nogi, dopiero gdy usłyszała, że wołam koty na jedzenie, poderwała się na cztery łapy :-) Dzięki wszystkim za słowa otuchy i pozdrawiam serdecznie, Kaśka
-
Mój wet, jeden z najlepszych specjalistów w Krakowie, podejrzewa osteochondrozę, o młodzieńczym zapaleniu kości nic nie wspominał. Myślę, że wie, co mówi. Poza tym zrobi jej badania, o których pisała Prowitamina - Ewa no i przy okazji uśpienia do RTG (tego boję się najbardziej :-( ) zrobimy od razu zdjęcie tylnych łap. Toffi zostanie przebadana na dziesiątą stronę, zobaczymy, co z tego wyniknie. Lidko, jeśli Twój pies to berneńczyk, to już mi chyba pozostało teraz tylko siąść i płakać... Od poczatku, od kiedy Toffi znalazła się u nas, wszyscy mówili, że taka drobna i że w związku z tym ominą nas problemy ze stawami. Okazuje się, ze niekoniecznie :-( Nie ukrywam, że się strasznie martwię - sidzimy sobie razem z Toffi w ogrodzie i patrzę tak sobie na nią... Wiecie, jakie cudne i kochane są te ich berneńskie mordki. Przecież chciałabym ,żeby była zdrowa :placz: I będzie, cały czas mam tą nadzieję. Wszystko okaże się w poniedziałek. Pozdrawiam, Kaśka
-
Nie poczułam się urażona - trochę rozbawiona raczej... Nieważne. Widzisz, jaśli nie miało się psa wcześniej i nie było się odpowiedzialnym za jego zdrowie - to teraz wszystko jest dla mnie zagadką. Informacja, że Twój pies waży 60 kg i podrywa się z leżenia bez problemów, jest tą właśnie informacją, której oczekiwałam, pisząc na forum. Tak samo jak info od Ateny. One pozwalają mi znaleźć jakiś punkt odniesienia, mogę na ich podstawie coś już sądzić. Nie wiem, jakiej rasy jest twój pies - znajomy bokser (miesiąc starszy od Toffi) też podrywa się z ziemi bez problemu - ale on w ogóle jest s p r i n t e r e m :lol: W życiu nie przypuszczałam, że pies może poruszać się w takim tempie!!!! Stąd moja prośba o radę skierowana została zwłaszcza do właścicieli bernów - poza wagą psa również inne jego cechy mają wpływ na sposób poruszania się itd. A co do badń - oczywiście, że je zrobię. Umówiłam się w lecznicy na poniedziałek. Oprócz RTG będą badania krwi i wszystkie te, o których pisaliście wcześniej. I ma tylko nadzieję (mimo wszystko...), że będzie dobrze i że nic poważnego się nie dzieje. A jeśli nawet, to jest na tyle wcześnie, że Toffi wyjdzie szybko na prostą:multi: Pozdrawiam, Kaśka.
-
[quote name='Lidka']Jak na ten wiek ma małą wagę. I jeśli jest to tak bardzo lekka, drobna suka, obecne problemy źle wróżą.[/quote] Cóż za porażający optymizm! Od razu mi lepiej:cool1:
-
Ależ ja nie bagatelizuję problemu! Przecież właśnie napisałam, że wybieram się do lekarza, bo mi się to wszystko przestało podobać. I byłam - wczoraj (to inny lekarz, niż ten, co ostatnio - właśnie dlatego, że chciałam usłyszeć co mi powie ktoś inny). Potwierdził, że moje obawy są słuszne i od razu zarządził RTG. Nie protestuję przeciw takim badaniom, chciałam tylko skonsultować z właścicielami innych dużych psów pewne objawy - nie mam żadnego doświadczenia w wychowywaniu berna ale mam doświadczenie w wychowywaniu dzieci i wiem, że wielokrotnie to, co nam rodzicom, wydaje się straszne, niepokojące i dziwne okazuje się być pewną normą rozwojową, pojawiającą u wielu dzieciaków. Myślę, że podobnie jest z psami i stąd mój post. Liczyłam, że ktoś, kto ma już berna lub innego psa rasy dużej właśnie napisze mi coś na ten temat, tak jak Atena (wielkie dzięki :lol:). Co innego poczytać sobie literaturę fachową, a co innego "żywe" relacje właścicieli. Oczywiście czujności nigdy dość, n i g d y nie dopuściłabym, żeby naszej Toffi cokolwiek złego stało się z naszej przyczyny. A co do diagnozy lekarskiej, to właśnie podejrzewa tę nieszczęsną osteochondrozę (chyba tak to się nazywa). Muszę poszperać w necie, i sprawdzić co to w ogóle jest. A prześwietlenie w poniedziałek. W każdym razie Ewo - dzięki za troskę, to miłe z Twojej strony, że napisałaś. O nas się na szczęście nie musisz martwić, nie "zmarnimy" psa, o nie [IMG]http://static.dogomania.pl/forum/images/icons/icon7.gif[/IMG]. Pozdrawiam Cię serdecznie, Kaśka.
-
Atena (czyli zazwyczaj Kola :p ) wielkie dzięki. Trochę mnie pocieszyłaś, bo już taki mętlik ma w głowie z tymi nogami, że hej! Właściwie do tylnych łap nie mam zastrzeżeń, ale przy okazji tej przedniej już zaczynam dmuchać na zimne. Też mi się wydawało, że jeśli cały Boży dzień tył maszeruje normalnie, to takie ociężałe wstawanie rano nie może być jedyną oznaką choroby. I jeszcze jedno - zauważyłam, że odkąd Toffi zrobiła się cięższa w ogóle trudniej jest jej poruszać się po kuchni - po prostu się rozjeżdża:shake: Chwilowo nie mogę tego zmienić, mimo, że powinnam (ta cholerna dysplazja wisząca nade mną jak przekleństwo) - ale od przyszłego miesiąca Toffi będzie spędzać zdecydowanie mniej czasu w kuchni, więcej na polu (czyli na dworze, jak wolą niektórzy;) ) - przeprowadzamy się :lol: Co do poprzednich wypowiedzi - wiem, że łapy to poważna sprawa i nie lekceważę problemu, ale tyle już na forum napisano o dysplazji i o małej wiarygodności zdjęć RTG w tak wczesnym okresie, że nie bardzo wiem ,czy rzeczywiście mam się z czym spieszyć. No cóż, idę dziś do lekarza, zobaczymy, co on na to. Pozdrawiam.
-
Witaj:-) Ten weterynarz (J. Orzeł) przyjmuje w Krakowie, w krakvecie. Dużo dobrego słyszłam na jego temat, wiele osób mi go polecało jako świetnego specjalistę zwłaszcza od dysplazji i kulwizn. W dni, w które przyjmuje dr Orzeł, pod lecznicą koczują tłumy zwierzaków z właścicielami ;-). Sprawdź sobie [URL="http://www.krakvet.pl"]www.krakvet.pl[/URL] Powodzenia :-)
-
Witam. Mam wielką prośbę do doświadczonych posiadaczy berneńczyków i w ogóle psów ras wielkich. Nasza Toffi ma obecnie 5 miesięcy, waży 20 kg z kawałakiem. Jest - jak wszystkie berneńczyki - ósmym cudem świata :loveu:, tym bardziej martwią mnie jej problemy zdrowotne. Mamy oczywiście świetnego veta, ale ja chciałabym z właścicielami coś omówić. Mniej więcej miesiąc temu Toffi po raz pierwszy zaczęła utykać na przednią lewą łapę. Weterynarz stwierdził stłuczenie, podał leki, kazał psa oszczędzać. Minęło jak ręką odjął. I nagle tydzień temu znów to samo - lewa przednia łapa. Wizyta w lecznicy, zastrzyk przeciwbólowy i przeciwzapalny i znów stwierdzenie stłuczenia. Szalała, to fakt. Nie minął tydzień, znów utyka - na tą samą łapę:placz: . Jutro idę z nią do lekarza i nie wiem, czego mam się spodziewać. Jak długo tak można? Czy to możliwe, że to pierwsze stłuczenie było tak silne, ze teraz przy byle okazji się odnawia? Boję sie oczywiście dysplazji - i tu kolejne pytanie: chciałabym uniknąć usypiania Toffi do prześwietlenia, jak długo można więc czekać na wyjaśnienie tej sprawy bez prześwietlenia? Dodam jeszcze, że lekarz ostatnio stanowczo twierdził, że łapa nie jest wilekim problemem, wyoglądał ją na wszystkie strony:shake: i powiedział, że sobie poradzimy. Może tak, ale mnie mina rzednie z dnia na dzień. Ubiegając Wasze pytania dodam, że Toffi nie ma rodowodu (to długa i zupełnie z innej bajki opowieść - nasze dzieci dostały ją w prezencie:-o ), nie znam więc historii zdrowotnej jej rodziców. I jeszcze jedno - rano, po długim leżeniu, ma wyraźnie problemy z podniesieniem pupy. Tzn. nie wygląda to jakoś tragicznie - po prostu tak, jakby się jeszcze "nie przeciągnęła", potem wszystko jest OK. Czy Wasze psy też tak wstają? Nie wiem, jak to wygląda u innych dużych psów, bo nigdy takiego nie miałam. A może to wina śliskiej podłogi? Ufff! Chyba Was zamęczyłam, ale jeśli ktoś dotrwał do końca, to będę wdzięczna za każdą podpowiedź;)
-
Witam wszystkich! jestem tu po raz pierwszy, bo wcześniej jakoś tak... psy same przychodziły do nas, ale... zamarzył mi się rasowy szczeniak, trzymany w domu od maleńkości, a nie taki po przejściach :-) No i tu zaczęły się schody. Chciałbym mieć berneńczyka: mamy dom z dużym ogrodem, rozległe pola w okolicy, dwójkę dzieci i mnóstwo ich przyjaciół, którzy ciągle biegają, krzyczą, szaleją - jak to dzieci. Nie będę podawała wszystkich powodów, dla których marzy mi się berneńczyk - nie o tym ten post. Chodzi mi o politykę hodowców. Wszyscy mówią: szczeniak m u s i być z rodowodem, jeśli ma być rasowy. OK., zgadzam się. W moim przypadku ma to być jednak pies do domu, do kochania, dla rodziny - przyjaciel po prostu. Nie potrzebuję rodziców - medalistów, zdobywających nagrody i wyróżnienia na różnych psich pokazach. Co gorsze, zorientowałam się, że niektórzy hodowcy wcale nie są chętni, żeby "ich" piesek trafił "tylko" do domu - pewna pani powiedziała mi to wprost. No i co w takiej sytuacji? Jak mam zdobyć "zwykłego" berneńczyka w rozsądnej cenie, z normalnych, rasowych rodziców, bez ututułowanej przeszłości? I jeszcze jedno - na stronach internetowych pewnej hodowli (jedyna taka!) znalazłam informację, że niektórzy hodowcy są skłonni sprzedać taniej psa, który jakąś cechą odbiega od ustalonego wzorca. W przypadku berneńczków ma np. niebieskie oczy (musi chyba dziwnie wyglądać?!) czy łatę nie tam, gdzie trzeba. Ile razy pytałam o to w różnych hodowlach, słyszę kpinę w głosie rozmówcy. Dlaczego? Czy nie można mieć psa rasowego tak po prostu, jako przyjaciela? Ufff. to tyle. Może ktoś podpowie, co mam zrobić? Pozdrawiam.