Wczoraj natychmiast po otrzymaniu zdjęcia płuc, dzwoniłam do kliniki dr. Jagielskiego i dzisiaj rano już wysłałam wszystko. Jutro ok 20 mam zadzwonic. Boję się cokolwiek by powiedział, amputacja jest straszna i czekanie też. Nie wiem czy poradzę sobie, ona znosi to nadspodziewanie dobrze. Nie ma gorączki, chętnie wychodzi - po schodach na podwórko, ma szalony apetyt, wygląda jak zawsze piękna i zadbana, gdyby nie ta nóżka nie byłoby znaku, że chora. Serdeczne dzięki wszystkim, jednak nie zgłosił się nikt, kto wygrałby walkę o swoje kochane piesiaczki. To mnie troche przeraża. Ale jeszcze mam nadzieje.