Na wstępie bardzo proszę o obiektywną opinię. 1,5 roku temu wzięłam wraz z moim narzeczonym psa ze schroniska. Właściwie to uratowaliśmy mu życie, bo odmawiał już jedzenia i ważył zaledwie 18kg (duży pies). Przeszliśmy z nim bardzo wiele , min. zatrucia pokarmowe poschroniskowe, problemy z sikaniem, depresję. Na początku był to pies w ciężkim stanie psychicznym, w ogóle nie wiedział co to radość, ale dzięki naszej wytrwałości i miłości stał się szczęśliwym i zadbanym psem. Wszystko było super do wczoraj. Zdarzył się wypadek, który bardzo mocno zachwiał nasze zaufanie wobec niego. Jest to pies z bagażem emocji i przeżyć, ale zawsze nawet jeśli nie chciał aby się zbliżać za bardzo to lekko powarkiwał i wycofywaliśmy się. Wczoraj bez żadnego warknięcia rzucił się na twarz mojego narzeczonego, rozrywając mu nos od środka i na zewnątrz. Operacja trwała 2 godziny, a i nie wiadomo jak to wszystko będzie się goić... I tu pojawia się problem, co mam zrobić? Nie chcę go usypiać, ale mocno się waham czy go zostawić. Nie daj boże pojawi się dziecko w naszym życiu, nie mam pojęcia jak na nie zareaguje (raz zagryzł małego kotka, którego próbowaliśmy uratować). Na koniec chcę dodać, że nie jest to mój pierwszy pies, którego układałam, aczkolwiek pierwszy pies ze schroniska. Ma ok. 4 lat, więc nie braliśmy szczeniaka.