-
Posts
21 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by malafifi
-
Czytałam kilka książek Jon'a Katza'a. Też zaczynałam od "Dobrego psa". Każda mi się podobała. Opisuje on swoje prawdziwe życie ze zwierzętami, więc książki są oparte na faktach. Nawet często zaglądam na jego stronę internetową: Beedlam Farm, gdzie na bieżąco dzień po dniu relacjonuje swoje życie. Szkoda, że nie przetłumaczono na j. polski więcej jego książek. Jednak moim numerem 1 są publikacje dr. Doroty Sumińskiej. Jest ona lekarzem weterynarii i ma dość ładny dorobek literacki. Są to przede wszystkim powieści o jej życiu, ale nie tylko. Nie mogłam się oderwać od żadnej z jej książek. Za cudowne uważam: "Autobiografia na czterech łapach" (1 część), "Dalej na czterech łapach" (2 część), "Świat według psa" (Obłędne! Czytałam 3 razy i 3 razy płakałam). A w ogóle to wszystkie jej książki są super. W ogóle fajny wątek...
-
Tak myślałam, że to za długo. I jak się okazuje stanowczo za długo. Muszę kupić mniejsze opakowanie, bo jak na razie tylko po tej karmie psina mi się nie drapie. Zakup na spółkę też jest dobrym pomysłem, muszę się zastanowić. Dzięki za odpowiedzi.
-
Mam pytanko. Czy tak karma nie traci szybko wartości po otwarciu? Mojej drapiącej się Fifi bardzo ona pasuje i z oszczędności chciałabym kupić duże opakowanie 18kg. Policzyłam sobie, że takie opakowanie wystarczy mi na 5 miesięcy. Tylko boję się, że tak długi czas trzymania otwartego opakowania może spowodować jego popsucie. Wtedy z moich oszczędności byłaby lipa. Pomóżcie mi i napiszcie proszę co o tym myślicie. Czy to dobry pomysł?
-
Gdyby któryś z moich psów puścił takiego focha na karmę to bym się poważnie zastanowiła nad tym jadłem. Nie dawałabym jej na siłę. Psie nosy są bezbłędne i pierwszą moją myślą byłoby, że coś jest z karmą bardzo nie tak.
-
U Fifi są po obu stronach i tej samej wielkości, więc to na pewno te "podusie". Tak czułam, że to nic złego, ale przecież nie przytyła, jedynie jej się zrobiły te boczki i to niedługo po sterylce, więc wiązałam to z zabiegiem. Wiem, że trzeba jej teraz wagi pilnować.
-
Dzięki! Uspokoiłam się. Czyli jednak coś się przybrało mojej psince. Tylko mam nadzieję, że nie będzie to miało wpływu na zdrowie nerek. Ale nazwa jest świetna :)
-
Miała niewielkie guzki na listwie mlecznej, które też zostały usunięte. Sterylizacja została zrobiona dodatkowo również po to, żeby uniknąć pojawiania się kolejnych. Guzki nie zostały zbadane histopatologicznie.
-
Witam. Moja sunia byla sterylizowana ponad pół roku temu. Ma 10 lat. Długo się zbierała, ale teraz jest wszystko OK, jednak trapi mnie jedna rzecz. Niedługo po zabiegu straciła talię. Nie mówię tu o przytyciu, bo waga jej nie wzrosła. Ta utrata wcięcia jest taka dziwna, bo są to dwie jakby gule po obu stronach kręgosłupa tam, gdzie są nerki. Ciężko mi to dokładnie opisać. Gule są identycznej wielkości, wyglądają jakby dostała takich okragłych boczków. Rozmawiałam z moją ciocią, która jest lekarzem i ona mówi, że gdyby były bolesne, to można by było przypuszczać, że ma coś z nerkami, ale ona zachowuje się normalnie kiedy ją tam dotykam i siku robi też normalnie. Ciocia zasugerowała, że może być to efekt braku żeńskich hormonów i tak jak kobiety po przekwitaniu tracą talię, tak ona dostała tych "boczków". Tylko, że one sa dość twarde w dotyku i nie wygląda mi to na tłuszczyk. Na pewno zapytam weterynarza, ale chciałam zapytać, czy ktoś z Was miał tak u swojej suni, że zmienił się jej tak wygląd po sterylizacji? szukałam czegoś na ten temat w internecie, ale jedyna informacja to zmiana sierści lub zachowania...
-
To nie jest źle. Tylko trzeba być konsekwentnym. Dobrze, że jest nauczony wypluwać i reaguje na "cicho". Trzeba się tego trzymać, a za dobre zachowanie chwalić. Beatrix ma rację z karmieniem o stałych porach. Masz w domu łasucha i przy takich psiakach potrzeba konsekwencji. Zresztą każdy ma wady i zalety. Pies to nie człowiek, więc spokojnie i będzie dobrze. Powodzenia.
-
Taką obsesję na punkcie jedzenia ma sunia Pani Dr. Doroty Sumińskiej. Czytałam jej książkę i tam w skrócie opisuje ona, jak wygląda życie z takim psem. To rzeczywiście koszmar. To jest jakieś schorzenie psychiczne i chyba nie ma na to rady. Jedynie można próbować psa zmęczyć jakimiś ciekawymi zajęciami, żeby nie myślał tyle o jedzeniu. Jak Twój pies nakręca się skomleniem, to czy jakoś reagujesz, czy udajesz, że nie słyszysz? Miałam sunię, która się tak nakręcała szczekaniem. Kazałam jej wtedy siadać i kładłam palec na ustach mówiąc "cicho". Za usłuchanie głaskałam i chwaliłam. Nauczyła się uciszać na samo moje podniesienie palca. Ignorowanie, jak sama piszesz może rozwijać skomlenie. Na szczekanie pod moją nieobecność lekarstwem okazał się kot jako towarzysz i później najlepszy kumpel... Odwrócenie uwagi od jedzenia i skomlenia może pomóc, ale jeśli jest tak jak u Pani Doktor, to jedynie trochę załagodzi, ale problemu nie usunie niestety.
-
Ciężka sprawa. Może zostaw mu włączony telewizor, nie będzie się czuł aż tak samotnie. Zazwyczaj wzięcie drugiego psa jest skuteczne. We dwójkę raźniej, ale to ryzykowne, bo ten nowy może złapać złe nawyki od obecnego. A może kot? Jeśli akceptuje koty, to jest szansa, że mając towarzysza uspokoi się. Oczywście wzięcie kotka też musi być przemyślane, bo choć to nie tak wymagające zwierzęta jak psy, to jednak w okresie do roku czasu potrafią nieźle broić. Wzięcie dorosłego może być lepsze, ale wtedy dostajesz ukształtowany charakter, który w razie czego ciężko zmienić. U mnie kot był świetnym lekarstwem na psią samotność i nie wierz, jeśli ktoś mówi, że psio - kocia przyjaźń nie isnieje.
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2014 roku...
malafifi replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wczoraj oglądałam film o chłopcu, który w czasie operacji widział niebo. Jest to historia oparta na faktach. W pewnym momencie, kiedy chłopec opowiada tacie jak jest w niebie mówi, że jest tam dużo zwierzat. Film opisuje prawdziwe wydarzenia, więc chyba można mu wierzyć. Nie podam tytułu, bo może to być uznane za jakąś reklamę, ale łatwo go znaleźć w wyszukiwarce wpisując: film o chłopcu który widział niebo, był w kinach w 2014 roku. Zawsze uważałam, że zwierzeta nie mogą tu cierpieć na darmo...Właśnie dlatego wkraczając w Nowy Rok, zróbmy to z nadzieją... -
Niestety nie pomogę, ale tez o tym myślałam, bo mam rękę do psiaków i nawet psy po przejściach wyprowadziłam na dobrą drogę. Osobiście uważam, że można zrobić taki kurs (lub kilka) nie licząc na wiele, ot tak dla siebie, a potem poszukać kontaktu z np. organizacjami organizującymi choćby dogtrecking (chyba źle napisałam). Na takich spacerach można się wykazać i złapać trochę kontaktów. Najlepiej rozwijać się poprzez znajomości, bo otwierając własną szkołę lub psie przedszkole myślę, że niewiele się zdziała, bo jest się nieznanym. U mnie w okolicy jest kilka psich hoteli i przechowalni, które organizują takie spacery. Kontaktujemy się przez fb i poprzez takie wedrówki poznajemy innych psiarzy, którym można powiedzieć o swoich umiejętnościach. Poszukaj u siebie, ale zawsze trzeba zakładać, że się nie uda popracować z psiakami...
-
A chwalisz ją za zrobienie na dworze? Ja opływałam w zachwytach nad każdą kupą i siku zrobioną poza domem. Szybko mi szczenięta łapały co robić, żeby pani była szczęśliwa. A tak w ogóle to piękny szczeniak!
-
Muszę dziś zajrzeć do Biedronki.
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2014 roku...
malafifi replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zajrzałam na chwilę i mi się popłakało. Pomyślałam o tych, które umierają same w schroniskowych klatkach... -
Ciekawa jestem, jak tam Twoja sunia. Moja przeszła taką operację w czerwcu tego roku. Sterylizacja profilaktycznie a usunięcie 2 sutków z częścią listwy ze względu na guzy. Pani doktor chciała usunąć całą jedną stronę listwy mlecznej, jednak miałaby za mało skóry do zszywania. Już dużo wcześniej przed zabiegiem siedziałam na wszystkich możliwych forach i dokształcałam się. Kiedy moja psina już trafiła do lakarza ja miałam naprawdę dobrą wiedzę i rozumiałam wszystko, co tłumaczy mi lekarz. Nie przyłapałam Pani doktor na żadnej niekompetencji. Fifi zbierała się po tym wszystkim 2 miesiące. To jednak mocno inwazyjny zabieg i wszystko musi być naprawdę przemyślane żeby się powiodło. Czas po operacji jest naprawdę ciężki i musiałabym się rozpisywać, żeby powiedzieć jak wyglądał każdy etap jej zdrowienia. Dziś jest taka jak kiedyś. Bawi się, szaleje, ma wilczy apetyt (po sterylizacji trzeba pilnować karmienia). Może autorka napisze jak się czuje jej psiak... Oby dobrze.
-
Ja bardzo przepraszam, w sumie nie znam się zbytnio, nigdy nie miałam psa rasowego (a tylko tak można nazywać psy z rodowodem), ale tak sobie myślę, że xxxjaxxx ma trochę racji. Też sobie weszłam na wątek YTwojego psiaka i wyraźnie nazywasz go już w pierwszym poście owczarkiem szkockim collie, czego robić nie powinnaś, bo nim nie jest. I jeszcze napisałaś w poście z dnia 13 listopada, że jej rodzice to cytuję: owczarki szkockie collie w typie klasycznym, więc muszę zapytać jak szczeniak po rasowych rodzicach może być cytuję: nie rasowy, nie rodowodowy, w typie collie? Znów muszę powiedzieć, że się nie znam, więc mogę się też mylić i jak coś to mnie poprawcie. Jednak nie zmienia to faktu, że temat tego wątku jest całkiem inny i agresja słowna jest nie na miejscu. Przypuszczenia, że masz psiaka z pseudohodowli nie muszą być trafne, przecież nie napisałaś skąd ją masz i czy za nią płaciłaś (takie pieski dostaje się za darmo, no chyba, ze rzeczywiście są z pseudohodowli). Nie musisz też mieć super wiedzy co do tego, który weterynarz postępuje właściwie, a który nie, bo przecież sama nim nie jesteś i z zasady przecież ufamy lekarzom, ich kompetencjom i wykształceniu, zwłaszcza jeśli jesteś młoda i masz pierwszego psa. Tu też nie powinno się mieć do Ciebie pretensji. W sumie to dobrze, że z sunią lepiej. Pozdrawiam!
-
Surowe to można podać tylko żółtko, białko zawsze musi być podawane ścięte. Moja znajoma dawała psu surowe w całości i spowodowała u niego jakąś chorobę skóry.
-
Wiem, że może odpowiem inaczej niż reszta, ale miałam już trochę psów i totalnie strachliwego też, ale ja nie zatrzymywałabym się przy szczekającym terroryście. Przeszłabym obok tak spokojnie jakby krzykacz za płotem nie był niczym nadzwyczajnym. Nie zwracałabym na niego uwagi. Nasz pies reaguje przede wszystkim na nasze zachowanie. Może się na poczatku przestraszyć, ale jak zobaczy, że my sobie z tego nic nie robimy to uzna, że nic się nie stało. A stanie i wpatrywanie się w agresora nakręca strach naszego szczeniaka. Ja w ten sposób odstresowałam psiaka, kiedy bał się burzy. Luzackie nastawienie działa cuda. Pewnie nie było Ci przyjemnie stać i patrzeć jak Twój pies stresuje się coraz bardziej patrząc na ujadającego gościa obok. Ja chodziłabym często na spacery obok tego krzykacza, ale zawsze na luzie i olewająco. Ale psie przedszkole to bardzo dobry pomysł :)
-
Słodziak! Moja Fifi była taka jaśniutka jak była mała. Ostatnio znalazłam w rowie wyrzuconego małego kotka, też uczyłam jeść i ledwo patrzył na oczy. Teraz już rządzi nami i psami. Dużo go przytulajcie. I przekażcie ode mnie buziaka :kiss_2: