Witam. Mam 10-letniego sznaucera, który ok. 2 lat temu miał cos w rodzaju wylewu/udaru- tył psa odmówił posłuszeństwa. Po leczeniu pies wrócił do całkowitej sprawności ruchowej- zostało lekkie wysiłkowe nietrzymanie moczu- przy szczekaniu, podskokach kropił. Nasiliło się to w sierpniu zeszłego roku- miał robione usg- nic nie wykazało, a posikiwanie- cóż...starość i skutek uboczny poprzedniej choroby. Więc w domu pies chodzi z wkładką albo z małym pampersem zapinanym pasem na brzuchu. Ok. tygodnia temu Rolf zaczął całkowicie załatwiec sie w mieszkaniu+ siadać tak by swoimi plecami dociskać do czegoś. Pije jak smok- wszystko i każdą ilość, nawet jak sie załatwi w domu to zlizuje mocz :( Zrobiliśmy badania- krew w normie, mocz także, parametry nerkowe jeszcze w normia, ale...po usg wyszło, że na pęcherzu jest albo guz wielkości męskiej pięści albo jest to zwapniony pęcherz. Nasz weterynarz radzi otworzyć, inni wręcz zalecaja uśpić- uważaja, że pies bardzo cierpi. Po podaniu antybiotyku i środków przeciwbólowych załatwianie sie wróciło do normy- tylko kropi. Rolf jest bardzi żywym, wesołym i ruchliwym psem- to, że lata w pampersie mi nie przeszkadza, ale...nie chcę by umierał w cierpieniu. Nie wiem co robić. Może ktoś z Was miał doświadczenie z czyms takim jak zwapnienie pęcherza?