Bardzo możliwe, że ktoś go znalazł i nie chce oddać, bo się do Marleja przywiązał.
Może lepiej nadać ogłoszeniom taki wydźwięk, że zależy nam jedynie na ustaleniu jego miejsca pobytu i upewnieniu się, że jest bezpieczny. Być może jego nowy pan czuje się, hmm... osaczony? i boi się, że powiadomienie o Marleju, wiąże się z jego oddaniem. Jeżeli tak jest, to żadna nagroda nie przekona kogoś, kto związał się już z psem. Trzeba spróbować inaczej. To tylko domysły, ale... co uważacie?
W każdym razie chętnie porozwieszam plakaty i zaangażuję w to znajomych ;)