Jekieś dwa tygodnie temu wysterylizowałąm swoją suczkę. Ma ona obecnie 9 m-cy i waży ok. 4 kg. Miałam obawy co do samego zabiegu. Myślałam o komplikacjach itp. Do zabiegu przekonała mnie moja ciocia, która jest w tym temacie doświadczona. Jej suka zrobiła się po zabiegu nieco spokojniejsza. W trakcie jak i po nim było wszystko ok i Kaja szybko wróciła do pełni sił. Natomiast z moją Dianą sprawa wygląda tak, że zabieg miała dwa tygodnie temu. Pani weterynarz założyła jej szew kosmetyczny, ponoć takie są najlepsze, bo się same rozpuszczają, no i nie trzeba ich później ściągać, niestety niesprawdziły się one u mojej suki. Czuła się ona po zabiegu bardzo dobrze, regularnie miała sprawdzany brzuszek, chodziła w specjalnym kaftaniku pooperacyjnym, aby go nie podrażnić, ogólnie mówiąc wszystko odbywało się wg. zaleceń lekarza. Niestety piątego dnia po operacji przed południem podczas sprawdzania brzuszka zauwazyłam w okolicy rany taką wielką kulkę, była miękka, na szczęście nic to Dianę nie bolało, bo jak się później okazało u weta jeden szew puścił i niestety tłuszczyk z brzuszka wyszedł pod skórę. Moja suka musiała być jeszcze raz cięta i ponownie zszywana już normalnymi nićmi, w ten czwartek jedziemy na ich ściągnięcie. Na szczęście takie historie jak moja są nieliczne, ale są i też trzeba o nich mówić. A tak na marginesie, jakbym miała jeszcze kiedyś sukę, to i tak bym się znowu zdecydowała na sterylizację, ponieważ uważam, że jest to dobre dla psa pod względem zdrowia i taki zabieg może uchronić go przed niepotrzebnymi, groźnymi dla zdrowia i życia chorobami.