witam, ostatniego posta słałem w grudniu. od tamtego czasu minęło już
sporo czasu. piszę żeby podzielić się dobrą wiadomością, także po to
by dać cień nadziei tym którzy są w podobnej sytuacji . mimo
beznadziejnego stanu w jakim znajdował się nasz pies /paraliż przez 3
miesiące, maksymalny zanik mięśni łap przednich i tylnich/ to udało
nam się postawić go na nogi.trudno w to uwierzyć bo jeszcze nie dawno
było z nim b kiepsko. teraz już chodzi o własnych siłach, zaczyna
biegać, sam wchodzi po schodach, po prostu nie możemy się nadziwić.
powrót do zdrowia był stopniowy i bardzo powolny, najpierw zaczął
reagować na jakieś drobne łaskotania. to były takie ledwie widoczne
ruchy łapami, potem powolutku stopniowo było coraz lepiej, te ruchy
stawały się coraz wyraźniejsze. W kwietniu zmiany były już bardziej
radykalne, już było czuć pracę mięśni, opór przy ćwiczeniach. potoem
skonstruowaliśmy mu taki stojak z płutnem w którym były cztery dziury
na łapy - tak że stawialiśmy go w pozycji pionowej, na początku
oczywiście wisiał na tym ale stopniowo było coraz lepiej. zmiany
następowały już szybko i na przestrzeni kwietnia wrócił prawie do
pełnego zdrowia.
trafiliśmy do dobrych lekarzy w klinice weterynaryjnej /katedra chorób
wewnętrznych i pasorzytniczych Akademia Rolnicza/ we Wrocławiu i mimo
iż nie udało się im postawić ostatecznej diagonzy /w grę wchodziła
borelioza, neuropatia i parę innych rzeczy/to bardzo nam pomogli dając
nadzieję że warto ten trud podjąć. głównie mam tu na myśli uciążliwą
rehabilitację prowadzoną w domu. problem był taki że jest to ciężki
pies /45 kilo/ i codzienne wynoszenie go "na sikanie" na dwór na
noszach, gdzie załatwiał się w pozycji leżąc czasem pięć razy
dziennie, było naprawdę uciążliwe. Ćwiczenia łap - takie po prostu
ruchy po kilkanaście minut - kilka razy dziennie, codzienne nacieranie
łap spirytusem, czasem denaturatem i ziołami na spirytusie, masaże
wszelakie domową metodą no i dieta mająca na celu podleczenie wątroby.
także wspomaganie farmaceutykami, lekami wspomagającym przewodnictwo
nerwowe, elkarniytna na mięśnie i parę innych rzeczy. myślę że
wszystko to jakoś zaczęło razem działać. lekarz stwierdził że to że
pies chodzi zawdzięczać możemy głównie sobie - głównie tej troskliwej
opiece jaką był otoczony. prawda jest taka że to właśnie lekarz
potrafił nas zmobilizować do tej bądź co bądź ogromnej pracy, a
lekarstwa które podawał na pewno zrobiły swoje. tak więc jesteśmy
wdzięczni lekarzowi!!! dzięki niemu podjęliśmy trud i warto było. miło
patrzeć jak Hektor znów biega sobie po łące. Życzę wszystkim, których
spotkała podobna przykrość aby udało im się wygrać tę walkę.
Lekarz który pomógł Hektorowi to Dr Wrzosek.
Rzadko bywam na internecie więc jeśli ktoś ma jakieś pytania to mogę podać adres skrzynki którą z rzadka odwiedzam [EMAIL="kimarek@wp.pl"]kimarek@wp.pl[/EMAIL]