Kolo wolontariatu które poldlega pod Emira od dawna nie funkcjonuje, ale w tej sytuacji, właśnie, jeśli ktoś mógłby jakos konkretniej pomóc to właśnie Jarek, który jest "samozwańczym" szefem koła. Jeśli dobrze by się go nacisneło (potrzebnych było by kilka poważnych i bardzo przekonywujących telefonów) to wziąłby nawet sunie na tymczas ewentualnie zawiózł do schronu w Białymstoku. Monika myślałam że pomyśałas o tym wcześniej i z nim rozmawiałaś a on Ci odmówił! Zapytaj też o pomoc Baśkę (fryzjerkę) ona mieszka na ul. a.krajowej i na pewno zna Shivie, bedzie mogła Ci więcej na jej temat powiedzieć.
Trzeba mieć świadomość że jeśli ktokolwiek by się zdecydował na nią to najpierw będzie problem ze znalezieniem chodzącego swoimi drogami psa! Jarek jest tutaj jedyną osobą która mogłaby cokolwiek zrobić tylko trzeba go do tego zmotywować. To poważny facet, dyrektor wiejskiej szkoły, dziennikarz lokalnej gazety i miłośnik kundelków... z tego co pamiętam.