Witam, mam problem z sasiadem, który nienawidzi psów, mieszkam w wydawało by sie świetnych warunkach, mam dom z ogrodem. Teren jest ogrodzony, pozostałym sąsiadom psy nie przeszkadzją ale z jednej strony przez siatkę sasiadujemy z tym facetem. Jest to agresywny typ, pijak i awanturnik, który czepia się psów, sprowadza Policję pod zarzutem zagrożenia ze strony psów. Twierdzi, że się boi, bo skaczą na siatkę i szczekają. Psy istotnie reagują tak na niego bo on na nie wrzeszczy, kopie w siatkę, rzuca w nie czym popadnie. Ostatnio złożył skargę do burmistrza, który przysłał pisemko, że poza wyprowadzanie psów w kagańcu i na smyczy, co jest oczywiste, mam trzymać psy na własnym terenie na uwięzi. Podał przy tym jako podstawę art.77 Kodeksu wykroczeń a tam jest mowa o środkach ostrożności. Teren jest ogrodzony, do domu wchodzi się od ulicy a ogród jest na tyłach domu.Przy drzwiach jest tabliczka z ostrzeżeniem, że mam psy no i dzwonek. Nikt nie powinien dostać się na teren bo nie ma furtki, wejście tylko przez dom, no chyba, że złodziej wejdzie przez ogrodzenie a mimo to mam ciągle problemy. Co robić? Psy chyba też mają prawo biegać po własnym ogrodzie a nie siedzieć do końca życia na łańcuchu. Pomóżcie mi, czy jest rada na takiego człowieka? Napiszcie coś!