Spędziłam łącznie chyba 3 dni na czytaniu tego forum, przeczytałam dobrych parę książek książek na temat psów, narzeczony od zawsze miał psy w domu rodzinnym i wydawało się że nie będziemy mieli problemu...
3 dni temu adoptowaliśmy rocznego psiaka ze schroniska. W schronisku wydawał się być najspokojniejszy ze wszystkich i był wystraszony szczekaniem innych psów, i obecnością obcych osób. Kiedy kucnęłam, podszedł i polizał moją rękę. Dał się wziąć na ręce, potem grzecznie siedział mi na kolanach w aucie, oszalał z radości jak weszliśmy do mieszkania. Spokojnie dał się wykąpać.
Pokochałam go strasznie, zostanie z nami na zawsze i bardzo chciałabym żeby był z nami szczęśliwy, ale chciałabym zasięgnąć rady w kilku sprawach.
Wolt próbuje nas "zdominować", ewidentnie bada na ile mu pozwolimy, próbuje przejąć dowodzenie "w stadzie". Nie daje nam przejść jako pierwszym w drzwiach i innych wąskich przejściach, żeby na spacerze iść przed nami, zamiast obok nas to zapiera się nogami tak, że muszę dwoma rękami trzymać smycz, żeby mi nie narzucał swojego tempa, a waży tylko 7,5kg. Wyprowadzamy go w szelkach, bo w obroży by się chyba udusił, ciągnie tak, że po 10 minutach ciężko sapie, boimy się, że zrobi sobie przez to krzywdę. Jest niezadowolony, kiedy najpierw my jemy śniadanie, a potem on dostaje swoją miskę. Nie daje zabierać swoich rzeczy, warczy kiedy chce mu się odebrać jakiś jego przedmiot, choćby piłkę. Na takie warczenie reagujemy dość ostrym "nie wolno", piłka zostaje bezwzględnie zabrana, a potem psa przez jakąś chwilę ignorujemy. Ale potem znowu jest tak samo.
Ogólnie jest mądry. Wie już, że nie wolno wskakiwać do łóżka i w 90% przypadków to respektuje. Wie też, że nie dostanie miski jeżeli będzie skakał i szalał . Trzymam miskę, mówię "siad", pies siada, dostaje żarcie i wszyscy są zadowoleni.
Najgorzej jest ze skupianiem uwagi na spacerach. Mogę kucać przed nim choćby i 20 minut, i mówić do niego, a on na mnie nawet nie spojrzy, jest zaaferowany zapachami, dźwiękami, ludźmi. Staramy się wybierać te spokojniejsze miejsca, ale szczerze mówiąc nie widzę różnicy w jego zachowaniu. Ciągnie przez cały spacer, ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę, pies zachowuje się jakby pierwszy raz w życiu trawę zobaczył... Wygląda to tak, jakby pies wyprowadzał nas, a nie my jego. Potem nas jeszcze okrąży, obskoczy raz na parę minut, poświęcając na to ułamek sekundy uwagi, a w międzyczasie ignoruje. On nas po prostu wypasa.
Czuję się trochę zagubiona. Spacery z nim nie są przyjemnością, wracam z nich bardziej zmęczona niż on. Ciągnie bez przerwy, w różne strony, albo się prawie kładzie na ziemi i zapiera nogami z całej siły, albo próbuje coś zdziałać metodą wyskoków. Ciągnie do wszystkiego, a jak nie ma ludzi, wózków, samochodów, rowerów, ptaków, to ciągnie po prostu do przodu, próbując narzucić kierunek i tempo.
Od czego zacząć? Co może pomóc? Jak skupić jego uwagę, żeby w ogóle zaczął mnie zauważać? Kiedy zatrzymuję się, ciągnie jeszcze przez chwilę, a potem nawet na mnie nie spojrzy zdziwionym wzrokiem, tylko po prostu się położy. Nie patrzy na mnie wcale. Nie słyszy że coś się do niego w ogóle mówi. A kiedy go na przykład przytrzymam, myśli że chcę się z nim bawić.
Proszę o jakieś porady, żeby tą moją Sierść ogarnąć. A może przesadzam i po prostu potrzeba trochę czasu?