Suzi wpadla pod samochod na parkingu. Przejechal jej po tylnych lapkach. Szybko pojechalismy z nia do weterynarza, nawet nie plakala, tylko machala sowimi duzymi uszkami gdy sie do niej mowilo. W ciagu 4 minut bylismy na miejscu, ale niestety nagle umarla, gdy moj chlopak niósł ją po schodach do weta, reanimacja nic nie dala. Podejrzewamy, ze umarla ze strachu, poniewaz byl to weterynarz, ktory rok temu robil jej operacje na lapke, gdy szlam z nia na szczepienie to sie trzesla ze strachu, bardzo go nie lubila. Prawdo podobnie dostala zawalu, serce jej nie wytrzymalo :-( Weterymarz stwierdzil, ze z lapkami nic sie nie stalo, nie byly polamane. Nie robilismy sekcji, zabralismy ja od weterynarza i pochowalismy kolo domu.
To byl pech, zawsze chodzila bez smyczy, sluchala sie i trzymala sie nogi... Moze gdybysmy nie pojechali do weterynarza, tylko zaniesli ja do domu, bylaby teraz z nami...