taodtosi
Members-
Posts
26 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by taodtosi
-
Kapsel po ponad 3 latach w hotelu ma swój dom.
taodtosi replied to asiaf1's topic in Już w nowym domu
Super Chłopak i tyle ! :) -
Urocza Świnka - Domku Gdzie Jeeeeesteś
-
Lulka jak małe mają być te fotki?
-
Wciąż szukamy kochającego domku, dla naszych tymczasowych Milusińskich może nie są najładniejsze ale ... czy to tak naprawdę ważne ...
-
Przepraszam,że na mnie patrzysz...Milki MA DOM
taodtosi replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Do góry przystojnego Chłopaka hooop :) -
Nadmiar milusińskich do opieki jest trudny, wiemy to po sobie - [url]http://www.dogomania.pl/threads/174601-Dwie-bidy-PomA-A-cie-Pilne[/url] ale wytrwałości.... popytamy gdzie się da, czasami duży psiak bardziej poszukiwany niż mały... a Chłopak zasługuje na swój kąt i właściciela
-
Zostały zgłoszone w kilku wątkach z cyklu "Przygarnę psa" innych ogłoszeń jako tako nie mają :(
-
Bardzo dziękujemy :) to jeszcze kilka fotek z karmienia [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/89e08462d67898d9.html"][IMG]http://images45.fotosik.pl/233/89e08462d67898d9med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/c03f617c4b215d33.html"][IMG]http://images41.fotosik.pl/228/c03f617c4b215d33med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/3c3c0863cefc64b9.html"][IMG]http://images37.fotosik.pl/228/3c3c0863cefc64b9med.jpg[/IMG][/URL]
-
Już wstawione :)
-
[FONT="] [/FONT] Witajcie, Kochani! Znamy się z wątku o oskalpowanej suczce Kleosi, która trafiła do nas dzięki Lulce z Warszawy na DT, a w efekcie została z nami na stałe. I znowu nadszedł taki czas, że potrzebujemy Waszej pomocy! Jakiś miesiąc temu wyciągnęłyśmy ze schroniska w Kokoszkach w Gdańsku dwie bidy – Monię i Jeżyka. Parka była przeznaczona dla znajomych z Warszawy, jednak rzeczywistość ich przerosła (nie oceniajmy proszę, bo nie o to tutaj chodzi). Miało być inaczej, a okazało się coś zupełnie innego… Najpierw o dziewczynce. Monia w chwili odbioru ze schroniska miała przewlekłe zapalenie uszu (aż płakała, jak się drapała), zmiany zapalne na skórze, a do tego przytachała jakiś paskudny wirus. W tej chwili jest już całkiem wyleczona. Ma ok. 3 lat, jest mała (waży 5,40 kg), jeszcze trochę płochliwa. Nie potrafiła w ogóle chodzić na smyczy, w tej chwili radzi sobie już całkiem nieźle. Po schodach sama schodzi (trzeba było ją tego nauczyć), natomiast jeszcze nie potrafi samodzielnie wchodzić. Prawdopodobnie była „ostro trenowana” (bita?), zaufania do człowieka nabiera bardzo powoli. Będzie bardzo przywiązana do swoich właścicieli, już wykazuje takie cechy. Jest pocieszna, wesoła, pragnie kontaktu z człowiekiem. W domu – czyściutka, na spacerach załatwia się bardzo szybko i pędzi do domu (tak, jakby się bała, że ten dom ucieknie). Lubi być noszona na rękach, bezproblemowo jeździ samochodem. Co do wyglądu, no cóż… troszkę przypomina lemura?!?! Wymaga cierpliwości i miłości, a na pewno odwdzięczy się ślepym przywiązaniem. Sunia ma wszystkie aktualne szczepienia, założoną książeczkę zdrowia, jest zaczipowana i wysterylizowana. W chwili obecnej jest już całkiem zdrowa i w każdej chwili może pojechać do swojego nowego domku. Teraz o chłopaku. Jeżyk… no właśnie, Jeżyk… miał mieć 6 lat, a ma ich co najmniej 12 (!) Jest stareńkim, schorowanym psiakiem, nazywanym przez nas pieszczotliwie Demencjuszem, który tak naprawdę niewiele już w życiu potrzebuje (dla byłych właścicieli było to jednak najwyraźniej zbyt dużo). Jak go wzięłyśmy ze schroniska, to nawet nie chodził o własnych siłach. W tej chwili radośnie pląsa na spacerach (zataczając się wprawdzie, ale mimo wszystko jest to radosny prawie-bieg). Co się okazało? Jeżyk ma strasznie schorowane serducho (powiększoną lewą komorę tak, że praktycznie dotyka do boku, widać to na zdjęciach). Do tego zerwane więzadła obu tylnych łapek, a prawe łapki krótsze od lewych (cała prawa strona jest krótsza od lewej, co powoduje, że nim zarzuca). Według słów naszej wetki, jest strasznie sterany życiem. Prawdopodobnie jego „jaśniepaństwo” wyrzuciło chłopaka przy pierwszych oznakach choroby sercowej, tułał się po świecie, wpadł pod samochód i tak trafił do schroniska. Jeżyk nie wymaga wiele – spokojnego kąta, miski strawy (light, bowiem jest łakomczuszkiem) i przede wszystkim ludzkiego ciepła. W tej chwili nie przyjmuje żadnych leków – nie ma takiej potrzeby, gdyż nie wystąpiły jeszcze u niego objawy niewydolności krążenia. Jeżyk potrzebuje domu na tzw. dożycie (do roku?). Niedowidzi, niedosłyszy, ale strasznie chce kochać!!! Świetnie dogada się zarówno z innymi psami, jak i z kotami. W domu jest czyściutki, bez problemu wytrzymuje od spaceru do spaceru (a spacerować uwielbia!). Nie jest wykastrowany, jego ogólny stan zdrowia na to nie pozwala, ale nie jest też już w wieku do figlowania. Chłopak waży ok. 10 kg, jest mixem jamnika szorstkowłosego. Ma wszystkie aktualne szczepienia, założoną książeczkę zdrowia, jest zaczipowany. W chwili obecnej jest już w całkiem niezłej kondycji (jak na swój ogólny stan zdrowia) i w każdej chwili może pojechać do swojego nowego domku. U Moni było podejrzenie świerzbu, miała robione dwukrotnie zeskrobiny, leczone uszy i ciężkie wirusowe zapalenie oskrzeli (to ostatnie antybiotykami). Jeżyk miał robione badania krwi, zdjęcia RTG, USG i EKG. Chodziło o zdiagnozowanie stanu ogólnego, który był dość kiepski (miała na to wpływ prawdopodobnie psia depresja, w tej chwili jest zdecydowanie lepiej). Ma wyczyszczone zęby (to była konieczność – miał kilka zębów połamanych i gnijących, które zostały usunięte) i wycięty chirurgicznie wielki kaszak (wrzód?) z grzbietu (wszystko już jest pięknie zagojone). Na dzień dzisiejszy leczenie parki kosztowało nas ponad 1600 zł ze środków własnych, jesteśmy zadłużone. Psiaki były konsultowane, diagnozowane i leczone przez dr nauk wet. Małgosię Taube i dr Anię Szymańską z Gdańska-Osowej (są to te same wspaniałe lekarki, które wyleczyły oskalpowaną Kleosię). Jeżyka wynosimy na spacery, sam nie zejdzie po schodach. Mamy cztery psiaki własne + dwa kotuchy (stadto, jak je nazywamy, „pozbierane po śmietnikach”), dodając te dwie bidy przekroczyłyśmy tzw. masę krytyczną! Wychodzimy na spacery na 2 tury 3 razy dziennie, biorąc pod uwagę pracę i inne obowiązki, jest nam bardzo ciężko. Monia z Jeżykiem są w oddzielnym pomieszczeniu, najpierw było to konieczne ze względu na choróbska, a później się okazało, że nasze kotuchy tolerują tylko „swoje” psy. Monia i Jeżyk siedzą tam sami, co też nie jest dla nich dobre. Psiaki są ze sobą zżyte, ale mogą być zaadoptowane oddzielnie – dobrze znoszą rozdzielenie (sprawdziłyśmy to). Oba psiaki są przekochane!!! Naszym marzeniem jest, aby trafiły do wspaniałych domków… Joanna i Magda z Gdyni Kontakt z nami: 880 50 33 77 lub 880 50 33 66. A oto zdjęcia: Monia [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/7909f93bee9560e0.html"][IMG]http://images42.fotosik.pl/144/7909f93bee9560e0med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/3bcca9dc99666ae4.html"][IMG]http://images35.fotosik.pl/87/3bcca9dc99666ae4med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/3bcca9dc99666ae4.html"][/URL] Jeżyk [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/77fbba507a1f54c8.html"][IMG]http://images37.fotosik.pl/227/77fbba507a1f54c8med.jpg[/IMG][/URL] i razem [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ccf235466f3e8092.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/aff451f6c8dcc40f.html[/URL]
-
Witajcie, Kochani! U nas wszystko w jak najlepszym porządku, Kleosia jest już po sterylce, zabieg (w marcu) przeszła śpiewająco. Jest nadal tak samo zwiercona, jak była, w tej kwestii nic się nie zmieniło :loveu: Nie odzywam się, ponieważ mamy dużo pracy, a i nasze stadko wymaga ciągłego doglądania. Rzadko zaglądam na forum, bo jest to ponad moje siły, przyznaję ze wstydem :oops: Lulka ma nowe zdjęcia Kleosi, wysłane już jakiś czas temu, ale pewnikiem nie ma czasu ich wstawić (co wszyscy rozumiemy znając poświęcenie Lulki zwierzęcej sprawie). Zresztą Lulka wybiera się do nas w odwiedziny pod koniec czerwca (wszak trzeba spisać umowę adopcyjną Kleosi :p), więc sama zda relację ;). Tymczasem serdecznie Was pozdrawiamy, Joanna, Magda i całe stado
-
Witajcie Kochani! Spieszę donieść, że nasza niunia ma się świetnie! :lol: Lulka dysponuje najnowszymi zdjęciami, na pewno lada dzień je tutaj wklei. Kleosia od jakiś dwóch tygodni biega bez opatrunków (wreszcie), bardzo ją ucieszyła ta zmiana. Ranka pięknie się zagoiła, zarosła nową, delikatną skórką. Nie wiadomo, czy tak już zostanie, czy też pokryje się sierścią, zobaczymy. Kochamy ją nawet taką łysą :loveu: Razem z Madzią kwitną na strzępach narzuty :diabloti: Małą musiało to wszystko bardzo swędzieć, odkąd nie nosi bandaży jest troszkę mniej zwiercona :p Była u nas cioteczka Marta z wizytą (Marta jest spoza dogo, ale aktywnie wspiera tutejsze bidy, zesponsorowała m.in. przewóz Kleosi z Warszawy do nas, za co jesteśmy Jej wszyscy bardzo wdzięczni). Zresztą - zapraszamy w odwiedziny wszystkich chętnych, nasze futrzaki uwielbiają gości :lol: Radości ze śniegu było co niemiara, mała brykała razem z całą resztą, jak dzika, teraz niestety jest odwilż i chwilowo nie chodzimy na długie spacerki. No ale przecież za moment będzie wiosna! Powoli myślimy już o sterylizacji, staramy się do tego przygotować psychicznie. Zastanawiamy się też nad szkółką w Hauwardzie, ale to jeszcze zobaczymy (Lucio jest po takim szkoleniu - fajna sprawa, bardzo wygrzeczniał). Tymczasem Kleosia pięknie dyga, a my serdecznie Was pozdrawiamy, Joanna i Magda
-
Witajcie, Kochani, Magda już napisała na wątku kolejnej oskalpowanej suni! Jeżeli tylko będziemy mogły jakoś pomóc, to prosimy o kontakt, Lulka ma wszystkie nasze namiary. O Kleosi znów długo milczę, bo i co tu pisać? Kleosina rana (miejsce, gdzie jeszcze jest kawałek żywego ciałka na wierzchu) ma w dniu dzisiejszym jeden (!) centymetr średnicy. Jeszcze tydzień, 10 dni i Kleosia zacznie brykać bez żadnego opatrunku. Opatrunki zmieniamy co drugi dzień, raz w tygodniu jeździmy na kontrolę. Kleosia jest zaszczepiona (koszt: 50 zł, było 222 zł, zostało zatem na stanie 172 zł). Przepraszam, że dziś tak lakonicznie, ale poraziła mnie informacja o kolejnej oskalpowanej suni...
-
[COLOR=black][FONT=Verdana]Witajcie, Kochani, w Nowym Roku![/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Przede wszystkim - serdeczne życzenia noworoczne od nas dla Was, wiem, że spóźnione, ale niemniej szczere. I bardzo Wam dziękujemy za życzenia i za wszelką okazaną nam pomoc. :loveu:[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Dzięki Waszym ciepłym myślom i pozytywnym fluidom rana na plecach Klełosi jest już prawie całkiem zagojona :multi: [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Nie odzywałam się tak długo, ponieważ - po dość męczącej końcówce zeszłego roku - wzięłyśmy sobie niespodziewany "urlop" na spokojne przemyślenie kilku spraw i podjęcie pewnych życiowych decyzji.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Jak się domyślacie, mała ruda zostaje u nas na stałe, już od dłuższego czasu nie wyobrażamy sobie, żeby w ogóle mogło być inaczej. :p[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]A kto chciałby adoptować Kleosię, musiałby wziąć w pakiecie Magdę... no i mnie! :p Zresztą - ja chyba jako jedyna wierzyłam, że mała przyjeżdża do nas na DT!!! :diabloti:[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]A tak na serio - Magda od samego początko, jak tylko zobaczyła pierwsze zdjęcie Kleosi w tej nieszczęsnej klatce, wiedziała, że wszystko będzie ok, że zwierzaki się dogadają i że damy radę małą wyciągnąć. Podejrzewam, że pokochała małą, jeszcze zanim ją zobaczyła na żywo i dlatego dwa miesiące temu wsiadła w samochód o piątej rano i pognała po Kleosię do Warszawy. [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Ja, przyznaję, byłam bardziej sceptyczna (może jako ta starsza ;)). Nasze domowe stado jest dość skonsolidowane, są razem w składzie pięciu sztuk od prawie trzech lat. No, ale są po prostu wspaniałymi zwierzakami i integracja odbyła się praktycznie bezboleśnie. [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Czwórka z nich (poza yorem) swoje przeszła i się wycierpiała. I pewnie dlatego postanowiły przyjąć przyjaźnie w swoje szeregi jeszcze jedną małą rudą bidę.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Dodatkowo była jeszcze kwestia mojego uczulenia na małą (objawy takie, jak przy grypie). Jestem dosyć potężnym alergikiem i każde z naszych futrzaków musiałam odchorować (poza yorem, który ma włosy takie, jak człowiek). Proszków nie mogę brać, zasypiam po nich na stojąco, jedynym wyjściem jest naturalne odczulenie, a to trwa mniej więcej około dwóch miesięcy przy każdym zwierzaku. Szczęśliwie wszystko to już mam za sobą. [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Tak więc nasze stado niespodzianie i bez premedytacji powiększyło się o jedną sztukę, i to jaką :p [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Mała jest słodziutka i kochana. Złapała swojego ludzia (Madzię) i trzyma kurczowo, jak nie może akurat usiąść Madzi na głowie (!), to chociaż łepek wciśnie pod paszkę :evil_lol: No mnie też kocha, nie powiem :p [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Chuda jeszcze do niedawna dupinka Kleosiowa wyraźnie się zaokrągliła, a klata małej - jak u pirata! :crazyeye: [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Ostatnio nie zawracamy głowy dr Małgosi Taube, bo i nie ma takiej potrzeby. Wciąż codziennie zmieniamy opatrunki i patrzymy, jak wszystko pięknie zarasta w oczach. We wtorek pojedziemy do lecznicy się pokazać, a co, niech nie myślą, że się nas pozbyły :-)[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Klełosię raz odrobaczyłyśmy (razem z całym stadem), 14 stycznia powtórzymy i zaraz potem ją zaszczepimy. [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Jeżeli chodzi o rozliczenia, to wydałyśmy tylko 106 zł na karmę (7,5 kg Acany). 22 grudnia było 28 zł, 23 grudnia Lulka przelała nam 300 zł, było więc [B][FONT=Verdana]328 zł[/FONT][/B]. Z tego wydałyśmy na karmę 106 zł, Klełosia ma więc [B][FONT=Verdana]222 zł[/FONT][/B], czyli kupę kasy.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Nic nie wydajemy na środki opatrunkowe - wciąż mamy zapasy z paczek, dokupujemy tylko papierowe plastry. [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Kleosia dostała kolejną paczkę z opatrunkami, za którą bardzo serdecznie dziękujemy Pani Marii z Pniew.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Jeszcze raz przepraszam za tak długie milczenie, obiecuję, że się więcej nie powtórzy.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Klełosia pięknie dyga, a my Was serdecznie pozdrawiamy,[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Joanna i Magda [/FONT][/COLOR]
-
Witajcie, Kochani! Otóż ta mała bandytka, Kleosią zwana, kwitnie!!!! Skumplowały się z Lukrecją i wespół zespół roznoszą nam chałupę!!! :diabloti: A tak na serio - dzięki Waszym pozytywnym fluidom, Kleosia wcina na potęgę, dołączyła do reszty stada, z którego każde zjada tyle, ile ma w misce (z kocicami włącznie). U nas nie ma niejadków, wybrzydzających itp., bowiem jedzenie pozostawione w misce (nawet na chwilę) dostaje nóżek i błyskawicznie znika w tajemniczych okolicznościach. Kleosia już o tym wie! Nabrała ciałka, już nie jest taka filigranowa i lekuchna (powiedziałabym wręcz, że urosła). Całe szczęście, że kubrak kupiłyśmy na wyrost... Nawet jak Madzia wyjeżdża, to mała nie ma czasu na smutki, bo - po pierwsze, głupia nie jest i już wie, że Madzia pojawia się i znika, a po drugie - tyle jest jeszcze do zrobienia, obejrzenia, narozrabiania... :evil_lol: Rana na grzbiecie goi się cudnie, jutro będziemy na kontroli u dr Taube, to zrobię zdjęcia - sami ocenicie różnicę. LULKA - WIELKIE DZIĘKI ZA WSTAWIANIE ZDJĘĆ W WĄTEK KLEOSI!!! :loveu: Dzięki cudownym właściwościom maści Kocha być może obejdzie się bez dodatkowego uelastyczniania narosłej tkanki. Na razie nic Kleosi nie ciągnię, na spacerach galopuje razem z klonami (a raczej, z racji gabarytów - "za" klonami :p). Wcześniejsze kłopoty z chodzeniem były zapewne spowodowane ranami w pachwinkach (zdarzało się nawet Kleosi zatoczyć, a bardzo długo chodziła cała zgarbiona i powyginana), na szczęście to wszystko już przeszłość. W zeszłym tygodniu otrzymałyśmy kilka paczek ze środkami opatrunkowymi, za które bardzo, bardzo dziękujemy :multi: Serdeczne podziękowania przesyłamy: - Pani Czesławie z Wojcieszyc, - Pani Danucie z Wrocławia, - Pani Dorocie z Wrocławia (w tym również za życzenia świąteczne), - Pani Zinaidzie z Chodzieży (w tym także za smakołyki oraz za list); Pani Zinaida podała swój numer telefonu, więc mogłyśmy zadzwonić i podziękować osobiście :-) Wszystko się jak najbardziej przyda i być może opatrunków wystarczy do końca kuracji (będziemy musiały tylko dokupić plastry). Otrzymałyśmy także wpłatę na konto: 30 zł od Magdy MADCAT z dogo, wielkie dzięki :multi: A teraz rozliczenia z ostatniego tygodnia: 14 grudnia było 77 zł + 30 zł od MADCAT = [B]107 zł[/B]. 15 grudnia wydałyśmy 33 zł na środki opatrunkowe (jeszcze zanim zaczęły przychodzić paczki) i 20 zł na kolejną paczkę rękawiczek jednorazowych (100 sztuk). 17 grudnia byłyśy z Kleosią na kontroli, dr Małgosia Taube nic nam nie policzyła za wizytę, kupiłyśmy dla Kleosi Fiprex i tabletkę na odrobaczenie - razem 26 zł. Razem wydatki wyniosły 79 zł, zostaje zatem [B]28 zł[/B]. Lulka trzyma skarpetę Kleosi, tak naprawdę teraz, jak mamy zapas środków opatrunkowych, to pieniądze nie są nam potrzebne. Jedyne co, to będziemy musiały małej na dniach kupić jedzenie (w paczce trzykilogramowej już widać dno :crazyeye: Szczepienie będzie dopiero w styczniu, a sterylizacja - najwcześniej w kwietniu. Podczas ostatniej wizyty w lecznicy Kleosia była sprawdzana bardzo dokładnie pod kątem ewentualnego chipa, ale takowego brak! Kleosia pięknie dziekuję wszystkim ludziom o wielkich serduchach i pięknie dyga :-) A my Was serdecznie pozdrawiamy, Joanna i Magda
-
Witajcie, Kochani! Rzadko się odzywamy, ponieważ robota nas dopadła, a poza tym mały rudy lotopirz, Kleosią zwany, daje nam czadu :evil_lol: Nie dość, że ma cieczkę i zaczepia wszystko, co nie zdąży przed nią uciec, to jeszcze panienka wzięła się za ściąganie bandaży!!! :razz: Doszło do tego, że musimy wymieniać opatrunki Kleosine kilka razy dziennie (na przykład wczoraj - aż 3 razy!). Mamy wprawdzie dla niej kołnierz, ale zastosujemy go w ostateczności (Kleosia już się dość wycierpiała). Jesteśmy cały czas na miejscu (pracujemy w domu), więc w sytuacjach "ekstremalnych" interweniujemy na bieżąco. Rana na grzbiecie goi się cudnie, można powiedzieć, że zarasta w oczach, z dnia na dzień jest coraz mniejsza. Rany w pachwinkach już są praktycznie tylko przykrym wspomnieniem. Kleosia pałaszuje po trzy spore miski dziennie (aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno trzeba było ją karmić siłą). Dokazuje jak dzika, targa patyczki na spacerach, jednym słowem - zachowuje się, jak całkiem zdrowy, radosny psiak. Do lecznicy jeździmy tylko raz w tygodniu na kontrolę, wszystko jest na dobrej drodze do całkowitego wyleczenia. Aha, gdzieś tak w okolicach kwietnia będzie można małą wysterylizować. A to wydatki z ostatniego tygodnia: 9 grudnia - 37 zł (środki opatrunkowe), 11 grudnia - byłyśmy na kontroli u dr Małgosi Taube (nie wzięła ani grosza za wizytę), 12 grudnia - 45 zł (środki opatrunkowe). Z ostatnich rozliczeń zostało [B]159 zł[/B] (stan na 7 grudnia) minus wydane 82 zł, zostaje na dzień dzisiejszy [B]77 zł[/B]. Kleosia piękne ukłony śle, a my bardzo serdecznie Was pozdrawiamy, Joanna i Magda
-
Witajcie, Kochani! Rany Kleosi naprawdę pięknie się goją, porównajcie proszę ostatnie zdjęcia z wcześniejszymi. Te jasne obrzeża, widoczne na zdjęciach (mam na myśli grzbiet), to już nowa skórka, zwróćcie uwagę, w jakim tempie narasta :multi: Kleosia już się nawet nie trzęsie w trakcie zmiany opatrunków (teraz trwa to króciutko, nie dłużej niż 10 minut), więc wygląda na to, że rzeczywiście nie odczuwa bólu. Rana jest cały czas nasączona grubą warstwą maści Kocha, więc opatrunek pięknie schodzi. Już nawet nie tworzą się strupki, tak jak przez pierwszy miesiąc. Te strupki trzeba było niestety delikatnie zrywać opatrunkiem, taki był prikaz (nie było to przyjemne ani dla Kleosi, ani dla nas :placz: Nie wiadomo tylko, czy wyrośnie w tym miejscu sierść - w tej kwestii zdania są podzielone, czas pokaże. Lekarki twierdzą, że Kleosia miss piękności nie będzie (a przecież już jest :-), blizny zostaną na pewno. No ale przecież zawsze może zostać miss mokrego podkoszulka ;) W pachwince rana zrosła się jeszcze bardziej od środy, kiedy były robione zdjęcia :crazyeye:, po drugiej praktycznie nie ma śladu. Po prostu goi się, jak na przysłowiowym psie. Mała już może siadać i przeciągać się (wcześniej albo stała, albo się kładła, rany w pachwinkach musiały ją boleć, czasami nawet popiskiwała przy stąpaniu). Kilka razy całkiem żwawo podbiegła na spacerkach, więc "spód" mamy już całkiem wyremontowany :multi: Mała jest bardzo łagodnym, radosnym psiakiem, sprawia wrażenie, jakby zapomniała o wszystkim, co jej się złego w życiu przytrafiło. Co i raz zaczepia Lucia i Lukrecję (to te dwa czarne diabelce widoczne na wcześniejszych zdjęciach, zwane przez nas pieszczotliwie klonami) w celach zabawowych (tylko Hesia - yor wciąż się boczy, ale coraz mniej :-) Poza tym (czyli zabawą) Kleosia bardzo garnie się do człowieka, najchętniej siedziałaby ciągle i ciągle na kolankach (trudno wykonalne z uwagi na to, że mamy takich chętnych razem 6 sztuk :p Aha, Kleosię będzie można zaszczepić już mniej więcej za miesiąc, tak więc akurat odrobaczymy wszystkie futrzaki razem na początku stycznia i kujniemy małą :diabloti: Czas na podsumowanie minionego tygodnia: w Kleosinej skarpecie 2 grudnia [B]było 220 zł[/B]. Koszty to: - 2 grudnia 32 zł (środki opatrunkowe), - 3 grudnia byłyśmy na kontroli u dr Małgosi Taube (nie wzięła ani grosza za wizytę), - 6 grudnia 29 zł (środki opatrunkowe). 220 zł - 61 zł = 159 zł. Na dzień dzisiejszy [B]zostaje zatem 159 zł[/B]. Posażna panienka z tej naszej Kleosi ;) Pozdrawiamy Was serdecznie, Joanna i Magda
-
Aha, no i zapomniałam dodać, że Kleosia nieźle dogaduje się ze stadem po niecnej, przebiegłej i podstępnej próbie przejęcia władzy, zduszonej w samym zarodku jednym tupnięciem kapcia przez Madzię :razz: Kocice też głupie nie są i z hulania Kleosi nic sobie nie robią. Scena - Kleosia hula na kotę... kota ziewa. Czasami, z uprzejmości, któraś udaje, że ucieka... :lol:
-
Witajcie, Kochani! Przepraszam, że tyle czasu się nie odzywałam, ale nasze życie wróciło do względnej normy, no i robota nas dopadła. A poza tym mamy sześć sztuk futrzaków do wymiziania, a to zajmuje mnóstwo czasu :-) Kleosia ma się całkiem dobrze, rany goją sie fantastycznie, w środę będziemy w lecznicy, to zrobię zdjęcia jak to teraz wygląda (do tego potrzebne są trzy osoby). Rany w pachwinach pięknie zarastają, jednej już prawie nie ma, a druga prawie całkowicie się zasklepiła. Rana na grzbiecie "zmniejsza się" systematycznie, bardzo ładnie ziarninuje. Nie ma już mowy o żadnej ropie, rany są czyściutkie. W trakcie zmiany opatrunków czyścimy brzegi, tzn. podcinamy rosnące futerko i usuwamy resztki starej maści. Psiaczek ślicznie pachnie (karmelkami - to z maści Kocha), nie ma już mowy o tym strasznym trupim odorze gnijących tkanek, który nas prześladował przez pierwsze dwa tygodnie. Wyznacznikiem jest też to, że inne psiaki potrafią się władować do kojca Kleosi (wcześniej nie podchodziły bliżej niż na odległość metra). Nie musimy już smarować nosów maścią majerankową przed zmianą optarunków (swego czasu zapach był taki, że na zmianę zaliczałyśmy "zejścia"). Udało się ograniczyć spacerki do trzech dziennie (z pięciu), więc też jest nam łatwiej się zorganizować. Mała nie załatwia się już w ogóle w mieszkaniu (jak brała leki, to bida nie trzymała i siusiała pod siebie zaraz po napiciu się wody). Parkiet jest Kleosi bardzo wdzięczny ;) Byliśmy już na dwóch dłuższych spacerach po lesie. Kleosia chyba była damą "miastową", bo wszystko ją bardzo interesuje. Bardzo ładnie pilnuje się stada, chodzi przy nodze, reaguje na swoje imię. W ogóle jest bardzo wesołym i słodkim psiakiem, nieźle dogaduje się z całą resztą. Tylko jednego dnia straciła apetyt, jak Madzia musiała wyjechać do Warszawy :p Do lecznicy jeździmy już tylko raz w tygodniu - na kontrolę, a tak codziennie zmieniamy opatrunki same w domu. Zgodnie z decyzją dr Małgosi Taube, mała nie dostała drugiej porcji antybiotyku (nie było takiej potrzeby). W środę dopytamy się o odrobaczenie, aczkolwiek pewnie jeszcze jest na to za wcześnie. Termin odrobaczania wszystkich naszych futer wypada w styczniu, może wtedy już będzie można? Trzeba będzie też Kleosię zaszczepić, ale to pewnie jeszcze, jeszcze, nie wspominając nawet o sterylizacji. Aha, mała ma cieczkę. Nie stanowi to problemu, ponieważ wszystkie nasze zwierzaki (z jedynym chłopakiem włącznie) są ciachnięte. Lulka ma zdjęcia z mizianek Kleosi, może znajdzie czas je tutaj zamieścić? Ja, wstyd przyznać, nie potrafię :oops: A teraz tygodniowe rozliczenie: Z poprzednich "wpływów" zostało 45 zł, od Iryska przyszło 47 zł, Lulka wpłaciła nam na konto 246 zł, czyli razem 338 zł. To, co wciąż "schodzi" w szybkim tempie i w dużych ilościach, to środki opatrunkowe (gazy, bandaże, plastry) oraz maść Kocha (jeszcze jest). W lecznicy byłyśmy tylko raz - we wtorek 25 listopada, nasze cudowne wetki nie wzięły ani grosza za wizytę. Wydatki wyglądają następująco: - 25 (wtorek) środki opatrunkowe 44 zł - 27 (czwartek) karma Acana dla psów ras małych 3 kg 35 zł (wcześniej mała jadła Eucanubę dla szczeniąt) - 29 (sobota) środki opatrunkowe 39 zł Tak więc wydatki razem wyniosły 118 zł, w skarpecie, dzięki Wam wszystkim, zostaje 220 zł :multi: Kleosia pięknie wszystkim dziękuje, a my serdecznie Was pozdrawiamy, Joanna i Magda
-
Witajcie, Kochani! Kleosia bardzo dziękuje Iryskowi za bezpośrednią wpłatę (z bazarków od Pucki), mamy dodatkowe 47 zł :multi: Rozliczenie wpływów i wydatków zrobię jak zwykle raz w tygodniu. Danusiu z Menrzusiem - kiedy wreszcie do nas wpadniecie na zaległą kawę/herbatę/colę/wodę? Wciąż czekamy... :p A i Kleosia coraz przystojniejsza :lol: Yana - jeszcze Ci nie podziękowałyśmy za chęć zakupu Kleosi kubraczka, co niniejszym czynimy :multi: Przekazałaś na Kleosię fajne książki... Lulka, wiemy, ile pracy i serca w to wszystko wkładasz, szacuneczek!!! ;) Wszystkim, którzy okazują nam serce i pomagają na wszelkie możliwe sposoby - serdecznie dziękujemy :multi::multi::multi: Joanna i Magda
-
Witajcie, Kochani! Dziś mijają równo dwa tygodnie, odkąd Madzi przywiozła do nas Kleosię. No i wreszcie można śmiało powiedzieć, że sytuacja jest opanowana :multi: Rana na grzbiecie wygląda cudnie, zaczęło się ziarninowanie, goi się to wszystko z prędkością światła! Rany w pachwinkach też już zaczynają zarastać, a i jest nadzieja, że kolejna rana - na brzuszku - jednak się nie zrobi. Wczoraj dr Ania Szymańska była w szoku, nie widziała małej przez jeden dzień (w piątek nie jeździłyśmy do lecznicy, bo nie było takiej potrzeby), a rany w pachwinkach przez ten czas już się wypełniły! Na tak szybki proces gojenia ma bez wątpienia wpływ to, że Kleosia pałaszuje pięć razy dziennie pyszne, wysokokaloryczne jedzonko (pozostałe futrzaki za jej jedzonko dałyby się pokroić), dodatkowo zjada kompleksowy zestaw witamin z tłuszczami omega (całą pastę Calo-Pet już zjadła). A już na pewno pomagają Wasze ciepłe myśli ;) Kolejną wizytę mamy dopiero we wtorek, a tak wystarczy codzienna zmiana opatrunku w domu. W środę Kleosia dostanie kolejną porcję antybiotyku (tego działającego przez 14 dni). Zmiana optarunków już małej nie boli, dzienna opieka nie zajmuje już 5 godzin, możemy powoli (a raczej - bardzo szybko) wracać do pracy. Trzy prania dziennie też już się udało ograniczyć do jednego, ufff. Małą gojący się grzbiet musi swędzieć, więc Madzia urządza jej codzienne drapanki-mizianki naokoło rany, mówię Wam - nirvanka, Kleosia lewituje (ja jestem "ta zła", od karcenia i ganiania ze ścierką) :p A ta wielka waniliowa kość, to ukradziona Lukrecji :-o Czas na rozliczenie dotychczasowych wydatków. Ostatnie rozliczenie robiłam 14 listopada, "wpływów" było 600 zł, wydanych 675 zł, czyli 75 zł "na minusie". Od Was wszystkich otrzymałyśmy ostatnim przelewem od Lulki 443 zł, dzięki wielkie, 443 zł - 75 zł = 368 zł. Wydatki od 15 (sobota) do 22 (sobota) listopada: - 15.11 (sobota) Viyo pokarm w płynie x 3 buteleczki 45 zł (strasznie drogi, ale nie było wyboru, to jedyne, co wtedy małej dawało się wmusić), termofory x 2 + bandaże i gazy 47 zł (termoforami ogrzewałyśmy Kleosię przy początkach hipotermii wtedy, co nas tak wystraszyła, są do rozdysponowania), dojazd do lecznicy 30 km. - 16.11 (niedziela) dojazd do lecznicy 30 km. - 17.11 (poniedziałek) rivanol + środki opatrunkowe 45 zł, dojazd do lecznicy 30 km. - 18.11 (wtorek) dojazd do lecznicy 30 km. - 19.11 (środa) dojazd do lecznicy 30 km. - 20.11 (czwartek) dojazd do lecznicy 30 km. - 22.11 (sobota) 54 zł kubraczek, 47 zł zapas jedzonka Animonda, dojazd do lecznicy 30 km. Podsumowanie: całość wydatków to 238 zł + dojazdy 85 zł = 323 zł. Na dzień dzisiejszy zostaje zatem 45 zł. Jak widzicie, dr Ania Szymańska nie wzięła ani grosza przez ostatni tydzień za leczenie (oczyszczanie ran + opatrunki), cały czas twierdzi, że "rozliczymy się później", ale jakoś nie bardzo w to wierzę ;) Na pewno trzeba będzie zapłacić za antybiotyk. Wszystkim Wam bradzo dziękujemy i serdecznie pozdrawiamy, Joanna i Magda
-
Kochani, witajcie, na wstępie bardzo dziękujemy za wsparcie - dostałyśmy przelew od Lulki. Tak, jak pisałam, rozliczenia będę robić mniej więcej raz w tygodniu. A teraz wieści o Kleosi. Mała wcina z aptetytem, już sie zorientowała, że źródłem wszelkiej pomyślności i ulubionym miejscem pobytu wszystkich naszych futrzaków jest kuchnia. Je nawet wzgardzoną wcześniej pastę Calo-Pet (to świetnie - zawiera nasycone tłuszcze Omega, niezbędne do odbudowy naskórka). Odstawiłyśmy kocie jedzenie, ponieważ zawiera za dużo tauryny, Kleosia je i kurczaczka i puszeczki i suche, jednym słowem - bomba. Rana na grzbiecie goi się cudnie, jest czyściutka i różowiutka, skórka przyrasta do ciałka - błyskawicznie odkąd mała zaczęła normalnie jeść. Gorzej natomiast z podbrzuszem. Jak wcześniej pisałam, dr Taube przecięła Kleosi paskudnego ropniaka w pachwinie i usunęła zmartwiałe brzegi rany. Nie wiadomo, ile czasu ta ropa przelewała się pod skórą, w każdym razie pouszkadzała (rozpuściła) tkanki w, jak się okazuje, wielu miejscach. Poza wielką dziurą w jednej pachwince, wczoraj powstała rana w drugiej, a dodatkowo - zaczyna sie tworzyć kolejna na środku brzuszka :crazyeye: Polega to na tym, że martwe tkanki (skóra) po prostu się rozłażą. Aha, no i jeszcze jest jedna nowa mała ranka na nodze, ale zupełnie niegroźna (czysta i już się goi). Rany w pachwinkach już są oczyszczone, natomiast z tej na brzuszku cały czas się sączy i jeszcze to potrwa. Maluch wygląda jak sito (prześlę Lulce zdjęcia), natomiast faktycznie czuje się coraj lepiej i to widać :multi: Jeszcze chwilka i przestaniemy jeździć codziennie do wetek - wystarczy codzienna zmiana opatrunków w domu + kontrola co drugi dzień. W środę powtórzymy antybiotyk (minie akurat 14 dni jego działania, a powtórzyć koniecznie trzeba). Później będziemy się martwić, jak uelastycznić odrastającą skórę na grzbiecie, żeby małej nie pokręciło ("nowa" skóra będzie bardzo ściągać). Wetki twierdzą, że nie dotyczy to ran w pachwinach, tam wszystko powinno pięknie zarosnąć i nie przeszkadzać przy chodzeniu. Małą wynosimy na spacerki w kocu i kubraczku (ma pożyczony od yora, trochę krótki, spróbujemy kupić jakiś sensowniejszy), spacery (króciutkie wprawdzie) sprawiają jej coraz większą przyjemność. I to by było na tyle z newsów, pozdrawiamy Was bardzo serdecznie.
-
Kochani, witajcie :multi: Wielkie dzięki dla Lulki i dla Iwony z Puław za pościel i ręczniki, wczoraj odebrałyśmy z poczty dwie wielkie paki. A tak a propos - Lulka, czy Ty masz jeszcze pod i na czym spać? :-)))) Już nie ma tragedii z wymianą "pościeli", wszystko daje się ładnie wygotować i wyprać (wcześniej jak był duży wysięk ropy trzeba było to wyrzucać, nie dawało rady "odprać" nawet w ACE). Kleosia napędziła nam strasznego strachu w sobotę, ale to już wiecie, szczęśliwie temperatura wróciła do normy. MAŁA JE!!!!!! :multi::multi::multi: Wcina wprawdzie Whiskasa Supreme, ale za to samodzielnie (chyba przez to nie zacznie miałczeć? :-) Jeździmy codziennie do naszych wspaniałych lekarek, w tej chwili najgorsza jest rana pod brzuszkiem. Jeszcze są tam martwe tkanki, które za każdym razem vetki podcinają. Wierzch goi się pięknie, skórka zaczyna miejscami przyrastać. Jeszcze chwila i nie trzeba będzie zmieniać opatrunku drugi raz w domu, wystarczy raz dziennie. No a najważniejsze jest to, że zaczęła samodzielnie jeść!!! Ktoś musiał Kleosi robić krzywdę związaną z karmieniem. Zjada, po czym zaczyna się trząść, tak jakby w oczekiwaniu na karę :angryy: Wszystko to kwestia czasu, na pewno zapomni o tym, co złe. Przepraszam, że tak rzadko się odzywam, ale mamy tutaj ręce pełne roboty - musimy przecież zadbać także o nasz osobisty żywy dobytek w liczbie pięciu sztuk ;) Jeżeli chodzi o rozliczenia, to będę je robić mniej więcej raz w tygodniu - na razie vetki nie biorą ani grosza, jak same stwierdziły, podliczą nas kompleksowo (coś czuje dusza moja, że z nas nie zedrą ;) To, co idzie jak woda, to maść Kocha i opatrunki. Bardzo Wam dziękujemy za dotychczasową pomoc i za ciepłe myśli, suni to wszystko bardzo pomaga.
-
Witajcie, Kochani, tu DT Kleosi :-) Przepraszamy, że odzywamy się dopiero dziś, ale od niedzieli żyjemy w transie - nasze życie jest całkowicie podporządkowane temu małemu, bardzo dzielnemu lotopirzowi :-) Na wstępie - gorące podziękowania: - dla Lulki - bez Ciebie nic nie byłoby możliwe, - dla dr Małgosi Taube oraz dr Ani Szymańskiej z Gdańska-Osowej - za serce i fachowość, - dla Danusi z Menrzusiem - za odwiedziny, furę pościeli i wsparcie, - dla Was wszystkich za wsparcie i ciepłe myśli, fajnie wiedzieć, że nie jest się samemu! Dzisiaj było oczyszczanie rany, a raczej - ran ciąg dalszy, jeszcze nie do końca udało się usunąć wszystkie zmartwiałe tkanki. Jeden taki zabieg trwa za każdym razem ponad godzinę. Kleosia sam zabieg zniosła niezwykle dzielnie, jak na damę przystało. Jest naprawdę bardzo kochana. Dzisiaj dr Taube doprecyzowała, że leczenie potrwa ok. 5 tygodni, i owszem - do momentu jako takiego zabliźnienia się ran (tak, żeby sunia mogła chodzic bez opatrunków). A potem - jakieś 4 miesiące do pół roku do całkowitego dojścia do zdrowia (!!!) Zaraz będziemy zmieniać opatrunek - przemywać rivanolem i smarować maścią Kocha. Tylko jeszcze musimy zebrać sie psychicznie... Martwi nas to, że Kleosia znowu nie chce nic jeść, no i w dalszym ciągu się nie załatwiła (dzisiaj dostała Lactulozę w syropie). Wygląda to trochę na jakiś uraz psychiczny. Aha, po południu zażądała wyjścia na siusiu (po raz pierwszy)! Przy okazji - sprawozdanie z dotychczasowych wydatków (na dzień 14 listopada br.): było 500 zł (od Lulki) + 100 zł (od Danusi z Menrzusiem). Najwięcej pochłonęły wydatki na paliwo (nasz "czołg" pali 9l ropy/100 km, litr ropy kosztuje 4,25 zł), tj. 350 zł (razem z transportem Kleosi), pozostałe to 325 zł. Od nas Kleosia dostała nowy "wypasiony" kojec :-) Dokładna rozpiska: 09.11 (niedziela) przejazd po Kleosię Gdynia - Wawa - Gdynia 750 km. 10.11 (poniedziałek) dr Taube - nic (dzięki :-), maść Kocha 200 gr 31,30 zł, przejazd do lecznicy 30 km (z Gdyni do Osowej w Gdańsku, tam jest najlepsza wetka i tylko tam jeździmy ze wszystkimi naszymi futrzakami). Dzięki pomocy dwóch Pań farmaceutek, maść udało się zrobić w ciągu pół godziny przed zamknięciem apteki w Tczewie (!) no i przed wtorkowym świętem - dzięki wielkie obu Paniom!!! 12.11 (środa) dr Taube 102 zł (w tym drogi antybiotyk o przedłużonym okresie działania, pasta na apetyt i jedzenie dla kociąt - zarówno pasta, jak i jedzenie są do rozdysponowania, Kleosi nie smakują), 2 x saszetki Convalescence w proszku 14 zł, środki optarunkowe 32 zł, przejazd do lecznicy 30 km. 13.11 (czwartek) dr Taube 20 zł, środki opatrunkowe 6 zł, przejazd do lecznicy 30 km. 14.11 (piątek) dr Taube 20 zł, maść Kocha 2 x 200 gr z dodatkową parafiną (żeby była rzadsza) 65 zł, Lactulosum w syropie 9 zł, opatrunki gazowe 26 zł, przejazd do lecznicy 30 km. I to by było na tyle na dziś. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiamy, Joanna i Magda i cała masa futrzaków :-)
-
Do góry, Dziewczyny :-)