A nam kiedys piesek uratowal zycie. Pare lat temu, w lipcu 2001 byly takie straszne wichury i burze na Mazurach i Pomorzu. Wracalismy wtedy z wakacji nad morzem. Burza najpierw dopadla nas w okolicach Iławy, gdzie jakis wewnetrzny glos kazal mi sie zatrzymac przed alejką drzew. Wycofalismy auto, a jak sie odwrocilismy to jakies 20 m przed nami lezalo na ulicy zwalone drzewo. Ucieklismy autem na polna droge gdzie nie bylo drzew. Udalo nam sie ta burze przetrwac.
Pojechalismy dalej i wyjechalismy na droge z Torunia do Warszawy. Pojechalismy na stacje benzynowa, a znowu nadchodzila burza. Chielismy jej uciec, ale ku naszemu zdziwieniu pod autem lezal piesek. Usilowalam go zwabic na szyneczke, swerek topiony, nic go nie chcialo ruszyc!!! Zaczelo juz padac, wiec schoalismy sie w pobliskiej restauracji. Zgaslo swiatlo, a nad nami rozpetalo sie pieklo. W tej knajpie siedzialo chyba ze 40 osob, wszyscy schowani przed burza. Po okolo pol godziny burza odeszla, a my ruszylismy w dalsza droge. Bylismy w szoku. Caly prawy pas uslany byl drzewami. Wyobrazilam sobie co by bylo, gdyby piesek nas nie zatrzymal...