Zdiagnozował raka sutka, później mówił, że coś z trzustką. Pies nie jadł, ledwo chodził sugerował operacje i podawał zastrzyki które pomagały najwyżej 1 dzień. W sobotę była odwodniona i podawano kroplówki już wtedy trzeba było ja uśpić. Dzisiaj się źle poczuła zaczęła wymiotować mimo, że według zapewnień nie powinna, nie dała rady nawet się podnieść w trakcie drogi zesztywniała, zwymiotowała, załatwiła się pod siebie i zdechła. Ja rozumiem, że niby lekarz próbuję zrobić co w jego mocy ale kiedy widać, że pies jest w opłakanym stanie powinno sie pozwolić mu odejść w spokoju a nie dawać złudne nadzieje i przedłużać agonie pieska. Takim przypadkom można zapobiegać wystarczy podejść do tematu z rozsądkiem a nie pod kątem ile sie zarobi. jak dla mnie zachowanie lekarza było nie profesjonalne. Tym bardziej, że na kontrast trzeba było wozić pieska w upał aż 3 razy. I dalej dzień w dzień kroplówki i zastrzyki. Tak się stresowała, że trzeba była na rękach nosić bo nie chciała iść. Jeżeli jeszcze kiedykolwiek będę miał jakieś zwierzątko to z cała pewnością nie przyprowadzę je na leczenie do tej lecznicy. Nie oskarżam lekarza/y być może rzeczywiście uważali, ze da się pieska uratować jednak ja nie polecam.