Poczytałam, poczytajcie także komentarze odnośnie tego artykułu. Jak ja się cieszę, że jestem ateistką i nie chodzę do Kościoła, jak ja się cieszę, że dla mnie dużo ważniejsze są psy niż ludzie i to wcale nie prawda, że nie pomagam bliźnim w potrzebie, bo staram się w miarę możliwości, ale jak ktoś mi chce nakazać, że jakieś tam osoby mają być dla mnie ważniejsze niż mój pies, to lekko się wnerwiam, albo jak ktoś mi mówi, a nie lepiej pomagać dzieciom, osobom chorym, starszym? Nie dla mnie nie lepiej, bo [B]ja[/B] chcę pomagać zwierzętom i nikomu nic do tego. Wkurza mnie narzucanie przez księży i Kościół zdania komu należy pomagać, kogo należy cenić bardziej. Niestety ja cenię bardziej zwierzęta, ludzie zbyt wiele krzywdy mi zrobili bym ich ceniła i w mojej hierarchii na pierwszym miejscu jest zwierzę, długo długo nic i moi bliscy. I co komu do tego, a dobry katolik to taki co daje dużo na tace, prawda? Nie ważne, że potem tłucze żonę i znęca się nad zwierzętami, ważne że napycha kasę Kościołowi, dziękuję za taką wiarę, wolę być nie wierząca. Denerwują mnie ludzie, którzy uważają, że hierarchia tych, co lubią zwierzęta jest jakaś pokręcona, dziwna i wbrew Bogu, a co z Franciszkiem z Asyżu. Normalnie coś mnie trafia, szkoda że nie jestem facetem, bo tekst jaki by tu poszedł nie nadawałby się do zacytowania, a tak muszę się zachowywać.